Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

160505 miejsce

„Polityka historyczna” albo do czego służy historia?

Polityka miesza się z historią, a historia staje się narzędziem walki politycznej. Kto zyskuje, a kto traci?

Manipulacja faktami i opisywanie historii „z tezą” – to główne mankamenty dzisiejszej historiografii opisującej współczesną historię Polski.

Likwidacja cenzury, stała się jednym z kluczowych elementów „powrotu do normalności” w następstwie przemian zapoczątkowanych w 1989 r. Swoboda badań historycznych zyskała możliwość szerokiej i praktycznie niczym nie skrępowanej realizacji. Jednocześnie, bardzo szybko zaczęto używać historii, jako argumentu w walce politycznej, w walce o przysłowiowy „rząd dusz”. Argumenty historyczne stały się jednymi z koronnych instrumentów sporu politycznego, a interpretacja zdarzeń w olbrzymiej mierze zaczęła zależeć od osobistych poglądów politycznych poszczególnych badaczy. „Lewicowość” czy „prawicowość” poglądów wpływała na sposób prezentacji i interpretacji faktów, a te służyły wprost udowadnianiu, kto był większym patriotą lub w inny sposób zasłużył się ojczyźnie.

Powstanie i działalność Instytutu Pamięci Narodowej stało się przyczynkiem do rozwinięcia szeroko pojętych badań nad historią Polski po 1945 roku. Z drugiej strony ukazało cały szereg niebezpieczeństw, kryjących się za fasadą źródeł jednej tylko, policyjnej proweniencji.

Na źródłach pochodzących z IPN-u „wychowało” się już wcale liczne grono historyków młodego pokolenia. Obserwując ich dorobek historiograficzny można zauważyć niepokojącą tendencję do bezkrytycznego traktowania źródeł policyjnych, jako swoistego „jedynie słusznego” dowodu opisującego rzeczywistość Polski po II wojnie światowej. Archiwalia dawnych służb bezpieczeństwa zaczęto traktować z taką czcią i nabożeństwem, jakby były co najmniej odpowiednikiem mojżeszowych Dziesięciu Przykazań, a ich twórców jako ludzi nieomylnych o „łabędzim sercu” i czystych intencjach.

W chwili, kiedy badania historyczne naszych najnowszych dziejów wkroczyły swoimi rezultatami do bieżącego życia politycznego, narodziła się ponownie „polityka historyczna”, w której zasadniczym celem stało się udowadnianie większego znaczenia jednych wartości kosztem innych. Międzywojenny spór o rolę i działalność Józefa Piłsudskiego, zastąpiono sporem o Lecha Wałęsę i jego wpływu na współczesną rzeczywistość społeczną i polityczną. I znów jak przed 1939 r., znaleźli się wśród historyków apologeci i przeciwnicy osoby pierwszego przywódcy „Solidarności”. Korzeni jego współczesnej działalności zaczęto poszukiwać w nieodległej przeszłości, a źródeł określonych zachowań i postaw dopatrywać się w niejednoznacznych i niepełnych informacjach zawartych w archiwach dawnej tajnej policji politycznej.

Na instrumentalnym traktowaniu badań historycznych tracą wszyscy. Najwięcej społeczeństwo, któremu serwuje się swoisty melanż praw, półprawd, stronniczych interpretacji i niedomówień. Twórcy stają przed wyborem podporządkowania swoich wniosków mniej lub bardziej aktualnej opinii klasy politycznej. Młodsza część opinii publicznej gubi się w niezrozumieniu i domysłach, co właściwie jest prawdą o ich przeszłości, a co manipulacją i fałszem? „Polityka historyczna” zaczyna być bardziej narzędziem podziału niż konsolidacji, a na pewno nie sprzyja tłumaczeniu właściwej roli takich pojęć jak prawda, odwaga, patriotyzm czy postawa obywatelska. Czy o taką historię nam chodzi?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Też jestem z wykształcenia - a po troszę i z zawodu - historykiem. Moje pojmowanie historii i jej badania polega na każdorazowej próbie dogłębnego wyjaśnienie opisywanego zjawiska, bez względu na to, czy fakty są korzystne dla kogokolwiek, czy też nie. Historia jako nauka posiada wspólne i spójne założenia metodologiczne, a tym samym rezultat pracy na tych samych źródłach powinien zawierać zbliżony do siebie rezultat. Pojęcie "obiektywizmu" funkcjinuje tu inaczej niż w dyscylinach ścisłych, nie oznacza jednak, że może podlegać dowolności interpretacyjnej! Pisanie historii "z tezą" jest de facto uprawianiem czegoś, co jest właśnie "polityką historyczną", a nie rzetelną, zgodną z założeniami warsztatowymi uprawianiem tej dyscypliny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Historia zawsze mieszała się i miesza z polityką. Kolejne ekipy rządzące robią sobie z niej narzędzie walki politycznej . Tak było zawsze.
Zniesienie cenzury to największy plus transformacji z 1989 r. Rzeczywiście nastąpił rozwój badan nad historia najnowszą. Historia nie jest nauka obiektywną , np. jak matematyka. I prawdą jest , że wyniki badań w jakimś stopniu zależą od subiektywnej oceny badacza. Często ekipy rządzące dążą do zweryfikowania efektów tych badań. Obserwujemy to obecnie w stosunku do badaczy IPN.
Piszesz , że historycy IPN traktują źródła byłego SB jako wiarygodne i jedyne, potwierdzasz tym fakt, że mało wiesz o procesie badawczym.
To , że spieramy się o fakty, czy bohaterów to prawidłowość historyczna. A jeżeli chodzi o bohaterów, to żaden( chyba, że samotnie zginie na barykadach)nie działa w pojedynkę, musi mieć zaplecze. Skoro poruszyłeś ten temat, to chyba wiesz o co mi chodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.