Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

167030 miejsce

Polityku! Ucz się angielskiego!

W czasie sezonu ogórkowego media norweskie stroją sobie żarty z (nie)znajomości angielskiego wśród czołowych polityków kraju. Zdaniem jednak niektórych komentatorów, sprawę należy potraktować serio, a politycy muszą w końcu wziąć się za naukę języka.

Premier Norwegii Kjell Magne Bondevik w Białym Domu, 16.05.2003. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:President_George_W._Bush_meets_with_Prime_Minister_Kjell_Magne_Bondevik_of_Norway_in_the_Oval_Office_Friday%2CMedia w Norwegii szczególnie ochoczo lubią dokumentować wyczyny lingwistyczne krajowych polityków w czasie ich pobytów za granicą. Czy to przemówienia premiera Stoltenberga, w pocie czoła walczącego z angielską wymową. Czy to Erika Solheima, ministra ds. międzynarodowego rozwoju, który w czasie swoich zagranicznych wystąpień „live”, wzbogaca swoją angielszczyznę odrobiną norweskiego, przyznając z rozbrajającą szczerością, że zapomniał jak to słówko brzmi po angielsku. Legendarne są już wyczyny poprzedniego szefa rządu, Kjella Bondevika, który szczególnie często padał ofiarą „fałszywych przyjaciół”. Tak było w czasie jego pierwszej wizyty w Białym Domu, kiedy gospodarza powitał słowami „Good day!” (Szkopuł w tym, że w przeciwieństwie do norweskiego, angielskie „Dzień dobry” używamy przy pożegnaniu, a nie powitaniu.) Podobnie było w Barcelonie, kiedy po zakończonej uroczystej mszy świętej, poruszony Bondevik (będący pastorem) dziękował za bałagan („Thank you for the mess!”).

Temat stał się poważniejszy, kiedy głos zabrało także środowisko akademickie. Najszerzej komentowany był wywiad udzielony norweskiemu radio publicznemu przez profesora politologii Uniwersytetu Oslo, Bernta Hagtvedta. W bardzo cierpkich słowach podsumował on zdolności językowe czołowych polityków, po równi obdzielając krytyką zarówno rząd, jak i opozycję. Hagtvedt stwierdził, że czuje głębokie zażenowanie, gdy musi słuchać norweskich polityków dukających po angielsku w sytuacjach, gdy reprezentują kraj za granicą. Co gorsza, słaba znajomość języka angielskiego wśród osób odpowiedzialnych za prowadzenie polityki zagranicznej, prowadzi do utraty znaczenia na arenie międzynarodowej. A pomysły norweskiego rządu mają mniejszą siłę przebicia na zagranicznych forach, jeśli nie są lansowane przez polityków z dobrą angielszczyzną.

Cześć polityków, zwłaszcza tych opozycyjnych, przyznaje rację zarzutom Hagtvedta. Ove Vanebo z Partii Postępu, największego ugrupowania opozycyjnego, zaproponował intensywne http://langloo.com/ dla wszystkich sprawujących najważniejsze urzędy w państwie. – Sytuacja wygląda na tyle poważnie, że coś musi zostać zrobione, a od takich osób jak premier należy wymagać więcej – przekonywał Vanebo.

Niektórzy politycy jednak, szczególnie ci z obozu rządowego, uważają tak ostrą krytykę za całkowicie nieuzasadnioną. Ich zdaniem norwescy ministrowie posługują się angielskim na pewno nie gorzej niż większość ich europejskich kolegów. A ich wyraźny akcent jest nawet zaletą, ponieważ dzięki temu trudno jest na arenie międzynarodowej pomylić norweskich polityków z brytyjskimi lub amerykańskimi.

Polemikę z Hagtvedtem podjął także inny profesor Uniwersytetu w Oslo, językoznawca Rolf Theil. Jego zdaniem norwescy politycy mający problemy z wymową angielskiego nie mają się czego wstydzić. – Angielski jest najbardziej niekonsekwentnym językiem jeżeli chodzi o wymowę – przekonuję Theil. Broni ich także za odwagę posługiwania się tym językiem. – W ilu europejskich krajach politycy mogą udzielać wywiadu w języku angielskim? – pyta retorycznie Theil.

Posłuchaj angielskiego w wykonaniu norweskich polityków:
Jens Stoltenberg
Kjell Magne Bondevik
Erik Solheim

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.