Facebook Google+ Twitter

Polki co z wami?

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2007-05-18 11:02

Przed kilkoma dniami został trenerem zespołu mistrzyń Polski w koszykówce kobiet, Wisły Can-Pack Kraków. Należy zaś do jednych z najbardziej doświadczonych rodzimych szkoleniowców.

 / Fot. Jacek KoziołMa też i bogaty dorobek zawodowy. M. in. z koszykarkami Olimpii Poznań sięgał po mistrzostwo Polski i finał Pucharu Ronchetti, z gdyńskim Lotosem zdobywał krajowy championat i z powodzeniem zmagał się w Eurolidze, natomiast w 1999 roku żeńską reprezentację Polski doprowadził do tytułu mistrza Europy!

Teraz podjął się pracy z drużyną "Białej Gwiazdy", czyli... musiał się zgodzić, iż poprzeczka zostanie poprawiona bardzo wysoko. Czy rzeczywiście? - Podpisałem z Wisłą jednoroczny kontrakt - mówi trener Tomasz Herkt. - A zostanie on automatycznie przedłużony, jeśli wywalczymy mistrzostwo Polski i znajdziemy się w "final eight", czyli w czołowej ósemce Euroligi. Cele na przyszły sezon są więc jasne.

Tegoroczny finał kobiecej ekstraklasy stał na wysokim poziomie i dostarczył wspaniałych emocji. Jednakże w tym siódmym meczu - podobnie zresztą jak w całym sezonie i w większości klubów - Polki odgrywały drugo, a nawet trzeciorzędne role. Czy jest to może przejaw kryzysu rodzimej, kobiecej koszykówki?

- Moim zdaniem kryzys nie jest ani mniejszy, ani większy niż przykładowo w 2003 roku, kiedy w finałach mistrzostw Europy zajęliśmy trzecie miejsce. W kadrze grały przecież z powodzeniem Pałka, Kobryn i Lamparska, które są teraz czołowymi postaciami naszej ligi, czy też Bibrzycka, która teraz jest gwiazdą moskiewskiego Spartaka. Natomiast w ostatnich latach znacząco zmieniły się przepisy. Kiedy prowadziłem Lotos, to w zespole mogły występować trzy zawodniczki zagraniczne. Czyli w meczowej dwunastce mogło być dziewięć Polek. Ale nastała formuła open, gdzie w "piątce" na parkiecie wystarczy jedna nasza koszykarka. Tym samym, gdyby ktoś się uparł, mógłby mieć w zespole... dwie Polki. A drugą po to, żeby mogła ewentualnie zmienić zmęczoną lub kontuzjowaną rodaczkę... Naturalnie jest to przykład skrajny, ale przecież możliwy do realizacji.

Czyli mamy pogoń za sukcesem, pogoń za wszelką cenę?

- Nasi działacze, a przynajmniej ich większość, są niecierpliwi. Czyli ewentualny sukces chcą osiągnąć najszybciej jak można, a więc kontraktując głównie Amerykanki. Cóż, w większości przypadków koszykarki lepsze od naszych... Oczywiście, jest też druga droga, poprzez cierpliwe, systematyczne szkolenie, jednakże niewielu chce iść akurat w takim kierunku.

Ale jak zarzucimy szkolenie...

- Nie twórzmy aż tak czarnych perspektyw, ale istotnie problem jest poważny. Dam więc taki przykład. Polską kadrę objąłem w1996 roku, kiedy była w zaścianku Europy, w jej grupie B. I gdyby szefostwu Związku nie stało cierpliwości, to już po pierwszym sezonie zostałbym pogoniony. Wszak przegrywaliśmy mecze różnicą nawet dwudziestu i trzydziestu punktów. Dostaliśmy jednak przysłowiowe zielone światło i dużo czasu na spokojną pracę. Efekt - w 1999 roku Polska wywalczyła mistrzostwo Europy!

Czyli jednak można! Jak więc zamierza Pan podejść do problemu w kontekście pracy w Wiśle?

- Najkrócej odpowiem w ten sposób. Potrzeba rozsądnego połączenia ognia z wodą, czyli zawodniczek zagranicznych z polskimi. I z tej drogi nie zejdę!

Wojciech Batko

ŁS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.