Facebook Google+ Twitter

Polki są najpiękniejsze w Europie

Rozmowa z Jamesem Hopkinem, autorem książki Zatopiona zima.

Akcja twojej książki dzieje się w Krakowie. Jak to się stało, że właśnie to miasto wybrałeś na tło powieści?
- W Krakowie po raz pierwszy byłem w 1999 roku. Robiłem wtedy materiał o Wisławie Szymborskiej dla „Guardiana”. Zachwyciło mnie, że jest tu tak dużo pięknych kobiet. Poważnie. Polki są najpiękniejsze w Europie, a może i na świecie. Są inteligentne i eleganckie, na dodatek szalenie emocjonalne a jednocześnie racjonalne i zdeterminowane. Chciałem pokazać złożoność ich emocji. To, że są rozdarte między tradycyjną rodziną a jednocześnie otwarte na Europę. Stąd się wzięła postać Marty. Tak naprawdę teraz Polacy są bardzo otwarci na europejskie inspiracje. Wtedy, kiedy byłem tu pierwszy raz, tak nie było. To chciałem też uchwycić - moment zmiany.

Ale bohaterami twojej powieści są nie tylko Marta i Joseph, ale i miasto...
- Tak. Gdy tu byłem, poznałem je dokładnie. Nie tylko centrum, ale i obrzeża. Wędrowałem ulicami o każdej porze dnia i nocy. W swojej książce chciałem utrwalić klimat miasta. Teraz, gdy wróciłem do Krakowa widzę, że jest on zupełnie inny niż ten, który pamiętam. To miasto wciąż mnie zaskakuje. Ciągle próbuję odnaleźć jego esencję. W książce jest taki fragment - to Marta pisze do Josepha - że być współczesnym Europejczykiem, to znaczy mieć drugi dom, ale nie mieć pierwszego. Ja jestem Anglikiem, teraz mieszkam w Berlinie. Nie mam swojego „pierwszego miejsca”, ale uważam Kraków za swoje rodzinne miasto.

Byłeś w innych polskich miastach?
- Tak. Oczywiście w Warszawie. Znam Wrocław - książkowa Marta jest właśnie z Wrocławia. Poznań, Gdańsk...Te wszystkie miasta są kompletnie różne od siebie. Dlatego, gdy ktoś mnie pyta, jaka jest Polska, odpowiadam, że nie wiem. W książce nie opisuję Polski. Piszę o Krakowie. To fenomenalne miasto. Tradycyjne, konserwatywne, czarujące, ale jednocześnie bardzo nowoczesne, pełne energii. Tu tworzy niesamowicie dużo artystów. To miasto ma perspektywy. Porównuję je z Berlinem. Mieszkam tam w dzielnicy muzułmańskiej. Na ulicach słyszy się inny język, cały czas dudni arabska muzyka. W Krakowie nie widziałem ani jednego muzułmanina! Przyjazd tutaj jest jak wycieczka do innego świata.

Masz w Krakowie ulubione miejsce?
- Lubię Planty. W każdym miejscu na Plantach żyje inna grupa społeczna. Studenci, pijacy...Wielokrotnie jeździłem Plantami na rowerze. Często przez kilka godzin zafascynowany jeździłem dookoła Plant. Teraz razem z kolegą fotografem pracuję nad niewielką książką poświęconą Plantom. To raczej coś w rodzaju albumu, gdzie na jednej stronie jest zdjęcie, a na drugiej - tekst.

Anglik pisze książkę o Angliku, który przyjeżdża do Polski. To dosyć niezwykły temat, bo zazwyczaj to Polacy wyjeżdżają do Anglii. Czy taka książka - dziejąca się w Polsce - zainteresowała twoich rodaków?
- Tak, i to bardzo. Tak naprawdę Anglicy niewiele wiedzą o Polakach - poza stereotypami. Chociaż ostatnio przecież w Anglii jest wielu Polaków. Ale cieszy mnie coś innego. Książkę w Anglii, po angielsku czytało wielu Polaków i bardzo im się podobała. Żałuję tylko jednego - w wersji angielskiej listy Marty do Josepha są pisane po angielsku. Chciałem, żeby pokazywały one mentalność Polaków, dlatego angielszczyzna Marty jest poprawna, ale nieco akademicka, sztywna. Widać, że to nie jest jej język ojczysty. W wersji polskiej tego efektu nie widać. Nie ma też żadnego sygnału, że Marta pisze po angielsku.

A jak powieść przyjmują Polacy?
- Dla nich to, o czym piszę, jest oczywiste. Ale zetknąłem się z negatywnymi reakcjami młodych ludzi, młodych kobiet, na postać Marty. Pytano mnie, dlaczego obsadziłem ją w tak tradycyjnej roli? Np. dlaczego Marta gotuje zupę? Młodzi Polacy nie chcą być kojarzeni z tradycyjnym podziałem ról i polską tradycją. Nie chcą, żeby ich kojarzono z kapustą i zupą - a tymczasem w polskich rodzinach przecież to wciąż najważniejsze danie. Wielu z nich zadaje mi pytanie „co sądzisz no moim kraju” czy zarzuca mi, że nie opisuję „prawdziwego Krakowa”. Ale to nie było moim celem. Nie próbuję opowiadać o Polsce, nie oceniam. Moja książka to nie opis socjologiczny. To tylko wizja Krakowa. Wizja Josepha. Literacka fikcja.

Tekst publikowany na stronie Znak.com.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.