
Tym właśnie niekonwencjonalnym sposobem, według notatki na równie niekonwencjonalnej, co oficjalnej stronie, powstał zespół Łąki Łan.
Dalej czytamy: "Paprodziadowi udało się wygrzebać ze swojego tobołka dziwaczny flakon, którego zawartością poczęstował wszystkich członków Łąki Łanu. Wtem, wicher okrutny wzbił kurz w powietrze, zrobiło się ciemno jak w brzuchu gąsienicy, ptaki umilkły, kwiaty pozwijały płatki a straszliwy piorun przeszył zsiniały nieboskłon. Na szczęście nie nastąpiło nic więcej oprócz deszczu, który zmoczył im skrzydła i kubraki. Wrócili więc do swego grzyba prawdziwego, wyjęli instrumenty i zgrali ŁąkiFunka"
A teraz nieco poważniej. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego w Polsce tak niewielu artystów eksperymentuje z funkiem? Gatunek ten jest u nas praktycznie martwy. W niemal każdym zakątku Polski, zamiast rodzimego funku, słuchamy Red Hot Chili Peppers i Jamesa Browna, niezaprzeczalnych królów funku. Polacy z natury są mało rytmiczni, a co za tym idzie, mało funkowi. Wolimy pobujać się przy rockowych balladach, niż poklepać butem, nogą lub głową po podłodze w rytmie funku. Opinie te można uznać za słuszne, gdyby właśnie nie Łąki Łan. Któż to taki, te polne robaki?
Grają prosty i przyjemny funk z domieszkami punku i muzyki alternatywnej. Ich koncerty są energetyczne i pełne humoru. Kostiumy członków zespołu wydają się rodem nie z polnej łąki, lecz z kosmosu. Zgromadzeni na tegorocznym Przystanku Woodstock przecierali oczy ze zdziwienia, widząc na scenie grającego jeża. A to nie pierwszy ich występ na wielkiej imprezie. Łąki Łan zagrali już rok temu na Festiwalu Coke Live Music oraz dwukrotnie na Festiwalu Heineken Opener (2009 i 2010).