Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5215 miejsce

Połonina moją żoną. Rozmowa z ratownikiem Wojciechem Rybakiem

O miłości do gór i pracy ratownika w bieszczadzkim Górskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym opowiada Wojciech Rybak, nauczyciel przysposobienia obronnego w I LO w Łańcucie.

 / Fot. Archiwum Wojciecha RybakaPolak, który spłynął canoe rzeką Nahanni w Kanadzie oraz Orchon w Mongolii, pasjonat podróży i eksploracji, fanatyk gór, miłośnik powietrza, karateka, płetwonurek i... belfer o niezwykłym poczuciu humoru. Prawie jak każdy jeden, a jednak inny. Zakochany w Biesach tak, że można śmiało stwierdzić, iż Połonina Wetlińska to jego żona...

Z Wojciechem Rybakiem, zawodowym ratownikiem górskim i nauczycielem przysposobienia obronnego w I Liceum Ogólnokształcącym in. Henryka Sienkiewicza rozmawiała Gabriela Blajer.

Kiedy i jak zaczęła się Pana przygoda z GOPR-em?
Myślę, że warto na wstępie powrócić wspomnieniami do mojego pierwszego kontaktu z górami. Było to w IV kl. szkoły podstawowej, kiedy to wychowawczyni zabrała nas na wycieczkę w Bieszczady. Zakochałem się w nich od pierwszego wejrzenia i bez pamięci. Fascynacja tymi górami spowodowała, że zacząłem odwiedzać je coraz częściej, penetrując wzdłuż i wszerz. Podczas studiów zapisałem się na kurs przewodników beskidzkich, który ukończyłem z „blachą” nr 1. Kierując się zainteresowaniami oraz nieodpartą potrzebą jeszcze ściślejszego związania się
z górami pomyślałem, że skoro już tam jestem, to może mógłbym przy okazji pomagać innym.

 / Fot. Archiwum Wojciecha RybakaIdąc za głosem serca, w roku 1993 r. złożyłem stosowne dokumenty w siedzibie Bieszczadzkiego GOPR-u w Sanoku. Dokumenty zostały pozytywnie rozpatrzone przez Zarząd Grupy, dzięki czemu zostałem przyjęty na 2-letni staż kandydacki. Oczywiście dużym plusem były nabyte wcześniej umiejętności, od roku posiadałem uprawnienia przewodnika beskidzkiego, potrafiłem bardzo dobrze jeździć na nartach, wspinałem się oraz byłem w trakcie studiów na kierunku wychowanie fizyczne ze specjalnością organizacja i zarządzanie w turystyce. W trakcie stażu kandydackiego ukończyłem kurs pierwszego stopnia ratownictwa górskiego oraz odbyłem wymaganą liczbę godzin na dyżurach (minimum 120 godz. w roku). Ostatecznie, w 1995 roku złożyłem na ręce naczelnika uroczyste przyrzeczenie i zostałem ratownikiem ochotnikiem. Do dnia dzisiejszego mam na swoim koncie ponad 12 tysięcy wypracowanych godzin społecznych, jak również tytuł starszego ratownika górskiego, uzyskany dzięki ukończeniu szeregu szkoleń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.