Facebook Google+ Twitter

Polonus w krainie czerwonego kangura - wywiad z Rochem Jankowskim

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-02-20 23:10

"Nie opowiem wam o palmach i owocach, o zarobkach które wcale nie są złe. Lecz dlaczego nasi płaczą tam po nocach, tego nie wiem i kto ich tam wie" - tak śpiewał Andrzej Sikorowski. A ja emigrant, wsłuchałem się w tę tęsknotę...

Powiedz mi dlaczego i kiedy wyjechałeś z Polski?
Wyjechałem wraz z żoną i dziećmi w styczniu 1995 roku. Córka miała 9 a syn 11 lat. Zwyczajnie szukałem dla swej rodziny lepszego miejsca na ziemi. Nie jestem "męczennikiem” politycznym", jak wielu opuszczających Polskę w latach 80. Trudno mi było zrozumieć, do czego nasz rząd zmierza, chociaż podobno mieliśmy już demokrację.

Wyjechałeś bez znajomości języka? Ciężko było się odnaleźć w nowym otoczeniu i zupełnie innym klimacie?
Znałem kilka słów po angielsku, ale wbrew pozorom nie było mi ciężko, bo w każdym środowisku adaptuję się szybko. Klimat ? Hmm...W Warszawie był śnieg i minus 10-15 stopni, a w Adelajdzie pełnia lata i 35 kresek powyżej zera. Ale ja jestem ciepłolubny.

Miałeś problemy ze znalezieniem pracy?
A w życiu! Dzisiaj pracowałem tu, jutro mogłem pracować gdzie indziej. Grunt to mieć fach w ręku.

Uchyl rąbka tajemnicy...
- Pracuję jako mechanik samochodowy, choć to mało powiedziane. Nieskromnie powiem, że o autach wiem wszystko. Robiłem to zresztą jeszcze w Polsce, choć wykształcenie mam zupełnie inne. Czasami jednak, moja profesja odbija mi się czkawką. Chyba pora odpocząć.

Jak opisałbyś stosunek miejscowych do Ciebie, gdy stawiałeś pierwsze kroki w Australii.? Jaka jest opinia o Polakach?
- Zostałem miło przyjęty, złego słowa nie powiem. Nasi rodacy to jednak zupełnie inna historia.

?
- Widzisz... Miejscowa Polonia stworzyła pewnego rodzaju klany. Ot, takie grupy 4-5 rodzin spotykające się ze sobą i obrabiające tyłek pozostałym rodakom. Gdy pojawia się "świeżak",
takim jak ja wówczas byłem, wszyscy roztaczają przed Tobą wizje dobrobytu i wiecznej szczęśliwości. Rzecz jasna tylko z nimi należy trzymać, bo inni rodacy są tacy, siacy i owacy...

Ciekawe. Myślę Rochu, że to nasza cecha narodowa.
- Ja jestem pewien. 50 latek już za mną, a „nawijanie makaronu na uszy” jest dobre dla gówniarzy. Jednak przyznaję - nie uniknąłem uwikłania się w te gierki na jakiś czas. Młody emigrant - głupi emigrant. Dziś trzymam się od nich z daleka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Temat rzeka. Wymaga głębszego opracowania socjologicznego. Myślę że powinniśmy do tego tematu wkrótce wrócić.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.02.2010 10:55

A owszem. Bardzo ładnie mówi "cholera jasna":-))) Dla moich uszu brzmi jak poezja:-) Spostrzeżenie p. Joli całkowicie trafne. W Niemczech ta pseudo - życzliwość rodaków wygląda identycznie:-))) Z tęsknotą bywa zaś różnie: znam kilka osób, które po roku czasu siliły się na "niemieckość" zapominając języka w gębie:-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

no. no..... piknie .... cyt : ,"Wnuczek Olo ma 3,5 roku i nawet opanował podstawy przeklinania po polsku."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zastanawiam się, czy w przypadku polskich emigrantów pod każdą szerokością geograficzną nie jest podobnie, poza klimatem oczywiście?
A jeśli chodzi o Australię, ciekawiłoby mnie także zdanie Ani - link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.