Facebook Google+ Twitter

Polowanie na koty. Głupota czy już okrucieństwo?

Ludzie dzielą się na tych, co lubią psy i na tych, co lubią koty. Dzielą się też na tych, którzy krzywdy nie dadzą zrobić żadnemu zwierzęciu - w tym także kotom. Ale także na tych, którzy wykorzystają każdą, nadarzającą się okazję, by osiedlowe koty przypadkiem nie zaznały spokoju. Ta ostatnia uwaga dotyczy niektórych posiadaczy psów - o czym poniżej.

Kocie macierzyństwo. / Fot. foto: Ewa Łazowska Koty na moim osiedlu nie mają łatwego życia. Albo są przeganiane przez zapiekłych ich wrogów i to jeszcze jest pół biedy, albo urządza się na nie polowania z nagonką, czyli szczuje psami. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że w ubiegłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w próbie ratowania ciężko poranionej kotki, która nie zdążyła uciec przed psim napastnikiem. O tym, że pod okienkiem piwnicznym dogorywa kot, zawiadomił mnie jeden z pracowników sklepu zoologicznego, znajdującego się tuż obok "mojego" bloku. Ledwie dającą oznaki życia kotkę, która, jak się potem okazało, spadła z balkonu na trzecim piętrze "mojego" bloku, zaniosłam do lecznicy weterynaryjnej. Jak stwierdziła lekarka, kotka musiała być zaatakowana przez psa. Skutki pastwienia się psich zębów nad kotką okazały się być straszne. Zwierzę miało wyrwany odbyt i narządy rodne. Decyzja weterynarza była jednoznaczna. Kot musiał być uśpiony.

Od jakiegoś czasu dostaję informacje, że na osiedlu grasuje pewien osobnik, który wytresował swojego psa w zabijaniu kotów. Spacery z czarno-białą łajką łączy ów osobnik z polowaniami na koty bezdomne. Jedna z pań-osiedlowych karmicielek bezdomniaków opowiadała mi, że była świadkiem zagryzienia kota przez krwiożerczą łajkę. Właściciel psa nie zareagował, a nawet dał owej karmicielce do zrozumienia, że koty za pomocą swojego pupila będzie tępił... bo ich nie lubi. Prawdopodobnie ta śliczna, grafitowa kotka, którą trzeba było uśpić,
także padła ofiarą psiej ulubienicy owego tępiciela kotów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (33):

Sortuj komentarze:

Jestem nieco zaskoczona, że powyższy tekst został zgłoszony do konkursu. Trudno. Niech będzie. Okrucieństwa wobec zwierząt nie można traktować w sposób obojętny. A skoro już zostawiam tu swój komentarz - pragnę poinformować czytelników, którzy nad artykułem się "pochylili", że negatywny bohater tekstu, czyli właściciel krwiożerczej Łajki już nie uprawia swojego, krwiożerczego procederu. Z prostej przyczyny. Niedawno powiększył grono "aniołków".

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan Kowalski
  • Jan Kowalski
  • 07.04.2012 15:08

"11. A jeśli wie, że w jej okolicy ktoś okrutnie traktuje zwierzęta, co powinna zrobić?
Jak najprędzej zgłosić sprawę policji, straży miejskiej lub organizacji zajmującej się zwierzętami na danym terenie. Wszystko zależy od rodzaju sprawy. Ale przede wszystkim – nigdy nie powinna zostać obojętna, to właśnie obojętność daje przyzwolenie na okrutne traktowanie zwierząt i poczucie bezkarności. "

link http://www.puellanova.pl/1244,0,Stop-cierpieniu-zwierzat-wywiad-z-przedstawicielka-Viva.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arkadiuszu: Dziękuję za obszerny i wyczerpujący komentarz w tej bulwersującej sprawie. Jak znam życie - na "epizodzie" z tą śmiertelnie poranioną kotką sprawa się nie skończy. W ratowaniu kotki pomagał mi gospodarz bloku, czyli niejako pracownik administracji osiedla. Nagłaśniam sprawę gdzie się tylko da, ponieważ uważam, że niezależnie od powiadomienia stosownych organów o tych "kocich" praktykach - do "myśliwego" musi dotrzeć, że jego "działalność" nie stanowi tajemnicy wśród mieszkańców osiedla. Jak Pan wspomniał - nacisk opinii publicznej jest dobrym i skutecznym narzędziem - szczególnie gdy się żyje na co dzień w tej społeczności. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dopiszę jeszcze dwa zdania: na świadka w tej sprawie można powołać panią weterynarz. Z racji swojego zawodu, ma ona obowiązek udzielić informacji o psie i postępowaniu właściciela. A swoją drogą jeśli będzie pani miała zdjęcia ofiar tego człowieka / bo pies tu winy nie ponosi/, proszę to fotografować. Ma pani prawo zrobić z tego dramatyczny fotoreportaż. Może pani również podać miasto, osiedle i ulicę. Nacisk opinii publicznej to dobre narzędzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W Polsce istnieje prawo zabraniające stosowania wobec zwierząt okrucieństwa. Często jest to jednak prawo martwe. Choć rzadko stosowane ale jednak bywają przypadki ukarania. Jedyną metodą walki z tego typu patologią, jest zebranie dokumentacji zdjęcia, nagrania video i zgłoszenie tego na Policję. Reakcja Policji ograniczy się jednak do upomnienia właściciela psa a wszelkie dochodzenia zostaną umorzone, ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. Ale jest to przestępstwo, gdyż właściciel odpowiada za czyny swojego psa. Jest natomiast inna bardziej skuteczna droga możliwego działania. to zgłoszenie faktu do administracji. Kocia padlina to zagrożenie dla zdrowia bawiących się na osiedlu dzieci, a tak ukierunkowana agresja psa, wcale na kotach skończyć się nie musi. Administracja bowiem nie musi mieć wyroku sądowego, by zobowiązać tego pana do przestrzegania zasad które obowiązują na osiedlu dla wszystkich mieszkańców. Ma pani prawo do wniesienia skargi do różnych instytucji: Sanepid, Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt. Pierwszym krokiem jest jednak Policja i dopiero na podstawie tego zgłoszenia, iść dalej. Spotkałem się kiedyś przypadkiem / kilka latr temu/ , kiedy po długiej bezskutecznej walce z osobą maltretującą swoje dwa psy, zdesperowana pani sfotografowała sadystę i jego ofiary i zamieściła to w sieci, tam gdzie tylko to możliwe, wraz z odpowiednim ostrzeżeniem. Tekst był typu: uważajcie na tego człowieka bo jeśli maltretuje on psy, to również może być niebezpiecznmy dla sąsiadów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@lek.wet. - Tak. Ta pani skończyła studia we Wrocławiu. Znam jednak wspaniałych lekarzy weterynarii, którzy tę uczelnię także ukończyli. Piszę o nich czasami w moich artykułach, bo są tego warci.
Co do "tej" pani weterynarz -trafiła Pani w dziesiątkę. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
lek.wet.
  • lek.wet.
  • 25.03.2012 21:05

Żal mi tej Pani weterynarz. Najwyraźniej liczy się dla niej tylko kasa. Czyżby ukończyła studia we Wrocławiu? Ja odmówiłabym obsługiwania takiego niezrównoważonego klienta i powiedziałabym jemu co o nim sądzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marta Dutkiewicz
  • Marta Dutkiewicz
  • 25.03.2012 19:29

Również Panią pozdrawiam i wspomagam moimi życzliwymi myślami Panią oraz zagrożone koty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, sama sobie się dziwię, że udało mi się zachować zimą krew. Bywam porywcza, więc w tej sytuacji... sama Pani rozumie - rozum musiał wziąć górę nad emocjami. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marta Dutkiewicz
  • Marta Dutkiewicz
  • 25.03.2012 12:58

Dobrze Pani Ewo,że Pani zachowała" zimną krew". Ja kilka razy w życiu miałam podobną sytuację. Niestety,potrzeba czasu aby tego rodzaju sprawę rozwiązać. Gdyby ktoś miał dużo pieniędzy,to wynająłby prywatnego detektywa,który śledziłby i fotografował poczynania tego człowieka. Jak na razie,detektywem jest tylko Pani.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.