Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

66252 miejsce

Polowanie na wilkołaka

"Złoty wilk" Bartłomieja Rychtera to solidnie napisany kryminał, który mimo wszystko nie zachwyca. Brakuje mu tego "czegoś", co nie pozwoliłoby czytelnikowi ani na chwilę oderwać się od lektury.

 / Fot. WABDziewiętnastowieczny Sanok to, jak pisze w książce autor, "małe, ciasne i brudne miasteczko położone w samym środku austriackiej prowincji, w miejscu zapomnianym przez ludzi i Boga". Jednak to właśnie tu dochodzi do serii tajemniczych i brutalnych zbrodni, które sprawiają, że o wydarzeniach w mieście pisze już nie tylko lokalna "Gazeta Sanocka", ale i prasa z dalekiego Wiednia. Oto bowiem z niewyjaśnionych przyczyn, tuż pod murami miejscowego klasztoru franciszkanów, zostaje zamordowany jeden z rajców miejskich.

Niełatwego zadania rozwikłania zagadki jego śmierci podejmuje się austriacki komisarz policji, niejaki Witchenbacher. Zadanie ma o tyle trudne, że nie brakuje poszlak, a każdy trop prowadzi śledztwo w zupełnie innym kierunku, co wcale nie ułatwia sfinalizowania dochodzenia. Poza tym na funkcjonariuszach ciąży nieznośna presja czasu. W mieście dochodzi do kolejnych, zaskakująco do siebie podobnych, zbrodni. Łączy je to, że na ciałach ofiar znajdują się ślady ludzkich dłoni, ale i… wilczych kłów. Kierujący śledztwem Witchenbacher zaczyna mieć poważne wątpliwości, czy ściga psychopatycznego mordercę czy też bezwzględnego wilkołaka…

Natomiast my, jako czytelnicy, zastanawiamy się, czy mamy do czynienia z lekturą kryminału retro o poszukiwaniach wielokrotnego mordercy czy raczej z horrorem, w którym główną rolę odgrywa krwiożercza bestia. Wyraźnie widać, iż autor nie potrafił zdecydować, w jakim kierunku ma podążyć snuta przez niego opowieść, w efekcie czego otrzymaliśmy niezbyt udaną, bo rozdartą pomiędzy dwoma gatunkami mieszankę.

"Złotemu wilkowi" brakuje więc wyrazistości, a jego bohaterom charakteru. Rychter wprowadził do książki zbyt wiele postaci, którym następnie próbował na siłę przypisać znaczące role w prowadzonym przez Witchenbachera śledztwie. Śledztwie, które podobnie jak cała akcja rozwija się w mozolnym tempie. I właśnie te dłużyzny i przestoje w akcji okazują się być dla dramaturgii powieści zabójcze.

Udało się za to autorowi zupełnie coś innego, a więc stworzenie w powieści niesamowitego, mrocznego klimatu Polski czasów zaborów. Rychter, rodowity sanoczanin, znakomicie sportretował swoje miasto z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Nakreślony przez niego obraz nie tylko sprawia wrażenie autentycznego, ale jest też niezwykle plastyczny, co pomaga czytelnikowi uruchomić wyobraźnię i przenieść się w głąb ciemnych miejskich zaułków i brudnych uliczek, którymi spaceruje potencjalny bezwzględny morderca-wilkołak. Sceneria na tle której rozgrywa się akcja jest tym elementem powieści (być może jedynym), który czytelnik zapamięta na długo po zakończeniu lektury.

"Złoty wilk" nosi w sobie znamiona książki udanej, ale jako że występują w niej obok elementów dobrych także elementy słabe, całość można określić mianem przeciętnej powieści. Niewątpliwie potencjał tej historii jest ogromny, ale daleko jej do poprzedniego dokonania autora, czyli obsypanego nagrodami "Kursu do Genewy".

autor: Bartłomiej Rychter
wydawca: WAB
gatunek: kryminał/horror
data wydania: 2009
liczba stron: 328

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.