Albion. Magiczna kraina, w której Merlin niepostrzeżenie cudami raczy, kraina sprawiająca z niewyobrażalnego codzienność, państwo powstałe z idyllicznej wizji Platona.
Ostatnio zastanawiam się dlaczego tak się dzieje, co w tym kraju nad Wisłą powoduje jego marnotę. Porównuję doświadczenia zebrane w innych krajach próbując wyciągnąć wnioski. I dużą winę odnajduję w cechach narodowych Polaków: cwaniactwie, kombinatorstwie, zawiści... Jeśli jeszcze wrodzone kombinatorstwo znajduje rozsądne zastosowanie podczas napraw elektronicznych, którym się oddaję, tak już w Starostwie, czy Magistracie ma ściśle pejoratywne znaczenie.
Drugą ważną przyczyną jest nieświadome społeczeństwo przesiąknięte doszczętnie komunistycznymi realiami. Agitacji normalnego świata w mediach nie widać, bo uświadomienie ludziom nieudolności funkcjonowania aparatu władzy groziłoby powszechnym buntem. Tym bardziej, że wraz z ze zmianą systemu zmieniły się tylko czerwone szyldy budynków, kadra pozostaje nadal ta sama. Wałęsie zawdzięczamy bezkrwawą rewolucję. A szkoda...
Po wielu latach wpajania mi polskiego patriotyzmu jestem za przesunięciem granicy zachodniej Polski na Ren. Tyle, że wschodniej też. To państwo w tej formie nie powinno istnieć, jest siedliskiem zła i niesprawiedliwości, wyzysku i upodlenia. Osoby uczciwe w Polsce są niszczone z każdej z możliwych stron. Sądownictwo leży, sprawy trwają po dwadzieścia lat, znikąd sprawiedliwości. Zamiast pomocy gorzej radzący sobie dostają nóż w plecy... Dwieście funtów (w przeliczeniu) emerytury i jeszcze komornik na niej... A pracownik pomocy społecznej powie bezczelnie, że przecież sama sobie babina długów narobiła i odwraca się na pięcie. A jak cię nie stać na wychowanie dzieci w godnych warunkach, to urzędnicy zabierają je do domu dziecka pozbawiając praw rodzicielskich. To państwo Lecha.
Całe szczęście mam to już za sobą. Bariera językowa coraz mniejsza, czuję się jak w domu. Mimo propagandy w mediach traktowany jestem tutaj lepiej niż w Polsce - żadnych dyskryminacji, żadnego utrudniania. Nad morze mam niecałe dwie godziny jazdy autem, stać mnie na urlop poza Europą. Dzieci robią kolosalne postępy w nauce języka - starsze już dawno mnie przegoniło. Polacy na Wyspach mają bardzo duże zaufanie społeczne. Gdy wynajmowałem dom wystarczyło oświadczenie, że jestem pracującym Polakiem - gwarancja rzetelności, żadnych zaświadczeń, sprawdzania wiarygodności. Miłe.
Tu rzucam kotwicę, to jest mój kraj z moją królową. I zamiast zachęcać rodaków do przyjazdu na Wyspy wolałbym zachęcić Brytyjczyków do interwencji zbrojnej w Polsce i przejęcie władzy. Tak byłoby prościej i skuteczniej. Do Polski się nie wybieram. No, chyba, że RAF coś zaproponuje... Bo coś z mojej miłości do tego kraju jeszcze zostało....