Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10435 miejsce

Polska bez euro, czyli wizja, której chcemy uniknąć

Europa to wciąż, w znacznej mierze, tylko idea przekuwana powoli przez procedury i kolejne historyczne przemiany w rzeczywistość.

Ostateczny jej kształt jeszcze długo nie będzie pewny, ale jej ramy, wkrótce będzie można określić, co wpłynie na związane z dalszym rozwojem Unii procesy polityczne i pobudzane przez nie przemiany społeczne. Gra o to, kto i w jaki sposób będzie o tym decydować, toczy się na płaszczyźnie związanej z europejską walutą. Jeśli nie podejdziemy do kwestii euro poważnie, będziemy musieli pogodzić się z faktem, że w tworzeniu wspólnej polityki nieobecni nie mają głosu. Polska należy do Europy, ale w najbliższym czasie może stracić okazję do wpływu na swoją w niej pozycję.

Rozważania na temat aktualnej sytuacji Starego Kontynentu można zacząć od wyniku wyborów we Francji. Klęska populistów zaważyła na przyszłości Europy, przede wszystkim z powodu skali reform zapowiadanych przez zwycięzców, ale także w sposób symboliczny pokazując przewagę idei uniwersalistycznej nad nacjonalizmem. Chociaż reformatorzy znad Sekwany będą musieli liczyć się z opinią Berlina, na której ustalenie poczekamy jeszcze do wrześniowych wyborów do Bundestagu, możemy już teraz powiedzieć, że Europa nie tylko przestaje dryfować, ale i że szykuje się do wrzucenia drugiego biegu. Dlaczego francuscy nacjonaliści pomimo ogromnych szans na zwycięstwo ponieśli porażkę?

- Jeśli nie wiadomo o co chodzi, pewnie chodzi o pieniądze – tak było i w tym przypadku. Chociaż 60%francuskiego społeczeństwa krytycznie ocenia Unię Europejską, to jednocześnie w opinii ponad 70 % Francuzów euro jest lepsze od starego franka. Dlatego też, zgodnie z sugerowaną wolą większości - czyli demokratycznie - Francuzi będą koncentrować się przede wszystkim na zmianach strefy euro, w mniejszym stopniu zaś nad przeredagowaniem traktatów – wyjaśnia Krzysztof Sadecki, finansista i analityk biznesowy.

Pojawiły się już prognozy dotyczące możliwości reformy unii walutowej, do których miałoby należeć m.in. powołanie ministra finansów strefy euro i stworzenie, po powołaniu w Strasburgu drugiego parlamentu, osobnego budżetu. Nawet jeśli ostrożni Niemcy po wrześniowych wyborach będą wobec tych pomysłów sceptyczni, to i tak są one dla europejskich polityków wystarczającą inspiracją do działania. Na ich tle zaś będziemy mieć do czynienia ze zjawiskiem „dwóch prędkości” z jakimi Europa będzie podążać. „Druga prędkość” będzie tym wyraźniejsza, im bardziej niewielkie grono państw Unii – w tym Polska – będzie zwlekać z dołączeniem do unii walutowej.

- Jakiekolwiek zdanie będzie wówczas wyrażać opinia publiczna znad Wisły, niewielkie będzie ono mieć znaczenie, jeśli uprawnieni przez nią do działania politycy nie będą mieć dostępu do sfery, w której podejmowane będą decyzje. By się w niej znaleźć konieczne jest okazanie woli politycznej integracji, ale bez wypełniania podpisanych przecież zobowiązań dołączenia do strefy euro nie może być o niej mowy – kontynuuje Sadecki.

Przyjmowana taktyka powinna być rozpatrywana pod względem kosztów, a nie emocji. Kosztem jest miejsce przy unijnym stole, by je zdobyć warto poskromić emocje, inaczej zamiast wśród zamawiających można się znaleźć w menu. A jeśli taki los spotka państwa Grupy Wyszehradzkiej – nie przetrwają. W ostatecznym rozrachunku i tak trzeba będzie się dostosować do woli większości, chociaż nie miało się na nią wpływu, a jak to wygląda w praktyce można się przekonać analizując położenie np. Norwegów. Klimat dla nieobecnych jest też bardziej szkodliwy z powodu braku Wielkiej Brytanii przy europejskim stole decyzyjnym. To jej konstruktywne stanowisko deregulacji w ramach Unii było najbardziej korzystne dla otwartych na wolną konkurencję gospodarek państw Grupy Wyszehradzkiej. Bez Anglików w dyskusji i przy silnej pozycji rządu we Francji nie będzie siły zdolnej powstrzymać na przykład niekorzystne dla polskich przedsiębiorców zapisy o jednakowych stawkach dla pracowników delegowanych. Podobnie będzie wyglądać sytuacja w innych kluczowych sprawach.

Nowy układ sił
Po wyborach we Francji zmienił się układ sił wpływających na procesy rozwoju Unii Europejskiej. Zwróćmy uwagę, w jak krótkim czasie się to stało. Jeszcze na początku roku najważniejszym kłopotem wydawał się Brexit i jego konsekwencje, a zajęta nimi Bruksela pozwalała by V4 forsowała swoje koncepcje, w tym najbardziej znaną - dotyczącą kształtu stanowiska w sprawie uszczelnienia granic i kwestii uchodźców. Zwycięstwo Emmanuela Macrona wywołało natychmiastową reakcję w środkowej Europie – miejsce buty zaczęła zajmować rzeczowa kalkulacja.

- Na współfinansowanym z Funduszu Wyszehradzkiego forum Globsec w Bratysławie premier Słowacji oświadczył, iż cieszy się na perspektywę dalszej integracji strefy euro, do której należy także ciesząca się dobrobytem Słowacja – mówi finansista.

W międzyczasie Narodowy Bank Czeski podjął decyzję o zaprzestaniu interwencji walutowych regulujących kurs korony i euro, co jest tak naprawdę jednym z ostatnich przygotowań do znalezienia się w Unii Walutowej. Te wydarzenia nie zostały wywołane wyłącznie zmianami we Francji, ale tak jak i one, są wskaźnikiem procesów rozwojowych, których podlega Europa. I tak samo, w grze o przyszłość Polski w Europie nie chodzi tylko o pieniądze, o których myślimy mówiąc „euro” ale o wpływ na procesy, które euro spowoduje.

Przyszłość Unii Europejskiej
Nowe zasady, które mają z założenia wspomagać rozwój Unii będą ustalane w ciągu najbliższych lat przede wszystkim w ramach strefy euro. Możliwe, że w wyniku Brexitu zmieniany będzie Traktat Lizboński, ale dynamikę przemianom będą nadawać nowe inicjatywy, w tych zaś celują wieloletni orędownicy integracji Europejskiej – Francuzi, od których rozpoczęto rozważania na temat bieżącej sytuacji Starego Kontynentu. W Parlamencie Europejskim już teraz zaczynają się przygotowania do prac legislacyjnych, które w maksymalny sposób związałyby ze sobą mechanizmy Unii Monetarnej i prawa instytucji UE. Wynik tych prac jest niepewny, ale ostrożność wymagałaby jakichś zabezpieczeń. Upraszczając – Polska musi przyjąć euro, jeśli chce pozostawić sobie możliwość osobistego oddziaływania na stosowane u siebie prawo. A już teraz znajduje się w silnej strefie oddziaływania euro, na co reakcją są w tym samym stopniu, co w strefie obniżane i podwyższane stopy procentowe oraz ma handel w większości zorientowany na partnerów stosujących wspólną walutę. Jeśli oddziaływanie strefy euro jest tak silne na płaszczyźnie ekonomicznej, to jej konsolidacja zachwieje równowagą Polski na innych płaszczyznach, o ile Polska nie będzie sama do niej należeć. Wizja silnej Polski w Europie nie jest tego warta. Wizja polskiej suwerenności również, a to przecież droga nam wszystkim wolność może zostać ograniczona w wyniku nadchodzących reform. Może najwyższy czas zastanowić się nie tyle nad zasadnością, ile nad kompensatą decyzji o likwidacji Ministerstwie Finansów i NBP stanowisk, które pilotowały uśpione tymczasowo przygotowania do wejścia do unii walutowej. Jeśli zareagujemy zbyt późno, straty mogą być nie do odrobienia.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.