Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171805 miejsce

Polska chora na tandetę

Zespół Myslovitz po 12 latach ciężkiej harówki na polskich scenach udaje się na roczne wakacje. Chłopcy będą mogli odpocząć po trudach i znojach, jakich doświadcza wartościowa formacja, działając na naszym wyjątkowym rynku muzycznym.

W Polsce wiele rzeczy nie funkcjonuje jak należy. A jak należy? Tego chyba dokładnie nie wie nikt, ale w innych krajach rynki muzyczne rozwijają się prężnie i zdają egzamin.
Nasz egzaminu nie zdaje. Siedzi smętnie w ławce, pogrążony w zadumie i może i próbuje coś ściągnąć od bliskich sąsiadów, ale zazwyczaj ogranicza się do formy, ignorując treść.
Chociaż żyjemy w czasach dość uproszczonych, gdzie nawet przekaz muzyczny przypomina podawanie wątpliwej świeżości kotleta z mikrofalówki, to jednak ten kotlet musi być. I nawet czasem może się on po spożyciu okazać baraniną duszoną po gruzińsku, i to w warzywach!
Nie wystarczy, mili panowie z Universal Music Polska, zrobić casting i odnaleźć rodaków, którzy powielą amerykański wzorzec gwiazdy rodem z MTV, wtłoczyć ich w firmowe ubrania i polecić zanucić coś do mikrofonu. Nie wystarczy zrobić teledysku, w którym zarozumiali chłoptasie, kwiat polskiej młodzieży, z minami multimilionerów będą wylewali szampana na ziemię rękami zbrojnymi w dwa Rolexy.
A może by i wystarczyło, gdyby Rolexy nie były kupione przy Stadionie Dziesięciolecia, a widz nie miał wrażenia, że po ujęciu z szampanem ekipa rzuca się, żeby jeszcze jakoś zużytkować resztki.
Bo nawet forma pozbawiona treści musi być formą ładną i kunsztowną, profesjonalnie maskującą swoją pustkę wewnętrzną. Paris Hilton przecież do brzydkich nie należy i jej płyty idą jak świeże bułeczki.
W Polsce nie umiemy promować tych właśnie foremek, których mamy pod dostatkiem.
Dlaczego nasza swojska Doda nie jest piosenkarką znaną poza granicami kraju? Czy czegoś jej brakuje? Ma urodę, ma głos, ma kilka piosenek, które można by zaśpiewać po angielsku i podbić nimi chociażby Szwecję. Dlaczego nikt tego nie robi? Czyżbyśmy nie chcieli dzielić się naszymi ulubieńcami ze słuchaczami innych narodowości? Czy nikt nam nie powiedział, że o to właśnie chodzi w biznesie muzycznym? A szkoda, bo może w tej Szwecji fani Dody Rabczewskiej by się znaleźli i trochę szwedzkich koron za jej płyty by rodzimym wytwórniom przybyło.

Skoro więc nie umiemy sprzedać ładnych opakowań, może by się wreszcie zająć promowaniem wartościowej treści? Otóż nie. Dziwną właściwością polskiego rynku jest to, że swoje własne osobowości muzyczne obdarzone talentem traktuje delikatnie mówiąc po macoszemu, przy czym nierzadko znajdują one duże uznanie za granicą. Czy Polacy mają jakiś zbiorowy muzyczny kompleks niższości? Dlaczego nie dostrzegamy pereł na swoim własnym podwórku?
Gust polskich słuchaczy doprowadza do sytuacji, gdy utalentowana piosenkarka, jaką jest Kasia Stankiewicz, za własne oszczędności wydaje płytę, gdyż żadna z wytwórni, wiedząc, że jest to materiał za ambitny dla przeciętnego słuchacza, nie chce się tego podjąć, by nie stracić zainwestowanych w projekt pieniędzy.
Masy decydują o tym, co słyszymy w komercyjnych stacjach, jakie płyty znajdujemy na półkach i jakimi teledyskami jesteśmy najczęściej terroryzowani. A te masy chcą muzyki w typie fast-food, zrobionej na szybko i byle jak, ładnej z zewnątrz lecz pustej w środku. I dudniącej w głowie toksycznym echem przez długie lata po spożyciu. Ja sam cierpię na ciężką niestrawność i nie dziwię się chłopakom z Myslovitz, że robią sobie wolne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.