Facebook Google+ Twitter

Polska - Czarnogóra. Remis o smaku porażki

Ten mecz trzeba było wygrać. Były chęci, sytuacje, do pewnego momentu pomysł. Zabrakło skuteczności, regularności i zdecydowania. Drugi z rzędu mundial bez udziału Polaków staje się rzeczywistością.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiJak na kulminacyjny moment eliminacji eksperymentów było dużo - w porównaniu z meczem w Podgoricy na boisku pojawiło się aż dziewięciu nowych zawodników. Wobec wcześniejszych niepowodzeń udziałem bardziej ogranego składu, ryzyko wydawało się nieodzowne i usprawiedliwione.

Po 10 minutach nadzwyczaj zmobilizowani Polacy mogli prowadzić trzema bramkami, ale Błaszczykowski, Zieliński i Sobota zmarnowali sytuacje te z gatunku "musisz trafić". Goście na swoją pierwszą akcję czekali długo, ale gry już przekroczyli linię środkową boiska, od razu zrobiło się gorąco. Po prostopadłym podaniu na czystą pozycję wyszedł Dejan Demjanović, który strzelił obok bezradnego Boruca.

Strata bramki nie zachwiała mentalnością biało-czerwonych, jak miało to miejsce w meczu z Ukrainą. Wspomniany Zieliński i Mateusz Klich przejawiali ogromną ochotę do gry, przez nich przechodziła zdecydowana większość akcji. Taką lekkość prowadzenia piłki, świeżość koncepcji, jaką obaj zaprezentowali, dawno nie widziano na polskich boiskach. Po Ludovicu Obraniaku raczej nikt nie będzie płakał, a Eugen Polanski na dłużej może usiąść na ławce.

Wyrównujące trafienie dla Polaków zrodziło się z przypadku - fatalne podanie Milosa Krkokicia przejął Robert Lewandowski i mimo asysty czarnogórskich stoperów wypracował sobie świetną sytuację. Nie licząc dwóch trafień z San Marino, napastnik Borussii trafił po raz pierwszy od meczu z Grecją na inaugurację Euro.

Dalsze 75 minut to nierówna gra gospodarzy - od totalnej dominacji do końca pierwszej połowy, po oddanie inicjatywy rywalom w środkowej fazie drugiej i szarpane akcje w końcówce. Kiedy reprezentacja Polski była przy piłce, Kamil Glik i Łukasz Szukała ustawiali się bardzo wysoko, nawet na połowie rywali. Kiedy jednak do głosu dochodzili goście, nasi stoperzy gubili się jak we mgle. Czarnogórcy atakowali rzadko, ale dzięki ich niechlujnej postawie zwykle groźnie. Na wzajemne nieporozumienia musiał wpłynąć fakt, że zagrali ze sobą dopiero drugi raz, pierwszy w meczu o punkty.

Fornalik chciał wykorzystać dobrą formę Waldemara Soboty, ale jego największym problemem było to, że nominalnie gra na tej samej stronie co Błaszczykowski. Obaj wymieniali się pozycjami, byli bardzo aktywni, ale ze strony świeżo upieczonego skrzydłowego Brugge brakowało to wykończenia, to zdecydowanego dogrania. Nieodżałowana bramka w doliczonym czasie gry rozgrywającego 63. mecz z orłem na piersi kapitana nieco zamazuje obraz tej fazy, bo kilka minut wcześniej tylko przez własną nieporadność podopieczni Branko Brnovicia nie wyszli na prowadzenie.

Wicelider grupy H nie pokazał jednak niczego nadzwyczajnego. Zwykle szybko gubił piłkę, jeśli już wymienił kilka podań to bez specjalnie wyszukanej koncepcji. W dodatku był/został pozbawiony swoich największych gwiazd. Mirko Vucinić zszedł po pół godzinie, lekko kontuzjowany Stefan Jovetić nie wstał z ławki rezerwowych. Ich koledzy, zepchnięci do defensywy, nie bawili się w subtelności i ostro przerywali akcję Polaków. - Były momenty, gdy za łatwo dochodzili do sytuacji. Nie graliśmy dobrze w obronie - przyznał po meczu Fornalik, który oburzył się pytaniem o dymisję i surowo stwierdził, że jej nie rozważa. Możliwe, że był to jego ostatni mecz w roli selekcjonera w Polsce. Wygasający w grudniu kontrakt zostałby automatycnie przedłużony tylko w przypadku awansu.- Wierzę w tą drużynę. Widać, że mieliśmy pomysł na grę - mówił na konferencji, nie wzbudzając minimum entuzjazmu. Ta kadra zaczęła podróż długą, kamienistą drogą i dopiero wychylała się zza zakrętu u podnóża wielkiej góry. Tyle tylko, że dotąd nie znalazła sposobu, jak na nią wejść, a lada chwila, czyli już może we wtorek, spadnie na nią lawina.

Selekcjonerowi po 13 miesiącach pracy nadal nie udało się znaleźć nieodnalezionego, wszelkie tłumaczenia brzmią coraz mniej wiarygodnie. Jego reprezentacja potrafiła wygrać tylko z Mołdawią (ledwie raz) i San Marino, przedstawicielami futbolowego analfabetyzmu. Przez zaakceptowanie fatalnego terminarza będzie kończyć eliminacje na boiskach głównych rywali. Może je potraktować jako początek przygotowań do Euro 2016.

Polska - Czarnogóra 1:1 (1:1)

Bramki: Dojmović 11' - Lewandowski 15'

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.