Facebook Google+ Twitter

Polska czwarta w finale LŚ - wszystko pod kontrolą!

Po zajęciu czwartego miejsca w finale Ligi Światowej głosy kibiców w Polsce są podzielone. Jedni uważają, iż jest to porażka kadry Raula Lozano, drudzy zaś tonują te negatywne nastroje twierdząc, że nic się nie stało. Kto ma rację?

Siatkówka jest w chwili obecnej sportem numer dwa w naszym kraju. Tak wielkie zainteresowanie wywołane jest rzecz jasna sukcesem w listopadowych Mistrzostwach Świata, kiedy to nasi reprezentanci zdobyli tytuł v-ce mistrzowski. Na szczęście, duże zainteresowanie tym pięknym sportem zaczęło się dużo wcześniej. Wielkie "boom" na siatkówkę trwa tak naprawdę od dobrych siedmiu lat. Mniej więcej od tego czasu każdy, kto sam siebie nazywa kibicem sportowym nie odpuści żadnego ważniejszego turnieju w którym grają Polacy. Tak naprawdę sukces tej reprezentacji nie byłby możliwy, gdyby nie narodziny nowego pokolenia siatkarzy. Kto z nas pamięta, że w Atlancie, podczas Igrzysk Olimpijskich w 1996 roku grał Piotr Gruszka?

Przez wiele lat popularność siatkówki nie do końca szła w parze z wynikami osiąganymi przez reprezentacje. Były wprawdzie sukcesy, jak m.in dwukrotna wygrana z Brazylią podczas fazy grupowej Ligi Światowej (lipiec 2002r.), czy inne małe wiktorie, jednak brakowało nam czegoś dużego, potężnego. Czegoś, co sprawiłoby, że każdy Polak poczułby się dumny. Na imprezach rangi mistrzowskiej kończyliśmy w najlepszym wypadku jako piąta drużyna turnieju. Mieliśmy świetnych kibiców, do których cały czas próbowali równać siatkarze. Żeby jednak ta sztuka musiała się udać potrzebny był - wydawało się - drastyczny, ale i obiecujący krok. Trenerem został Raul Lozano. I od tej pory systematycznie wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze.

Przyzwyczaiłem się już do tego, że co roku Liga Światowa spychana jest trochę na boczny tor. Stawiana jest jako element treningowy mający przygotować naszą reprezentacje do imprezy wyższej rangi. Tak się bowiem składa, że co sezon możemy emocjonować się rozgrywkami o mistrzostwo Europy lub świata (ME odbywają się co dwa lata). Dodatkowo dochodzą jeszcze Igrzyska Olimpijskie, turnieje eliminacyjne do tychże etc. Podobnie jest i tym razem, gdy główną imprezą są Mistrzostwa Europy. Biorąc pod uwagę ten czynnik stwierdzam, że czwarte miejsce Polaków w finale Ligi Światowej na pewno nie jest powodem do zmartwień czy kpin. Pamiętając, że to właśnie nasi reprezentanci wygrali pod rząd 14 spotkań, przegrywając dwa ostatnie trzeba uczciwie stwierdzić "sukcesu nie osiągnęliśmy, ale nasza forma rośnie zgodnie z planem". Wszyscy widzieliśmy w jakiej formie fizycznej Polacy przystępowali do Final Six. I bynajmniej niech ten brak sił nie będzie argumentem przeciwko Lozano. Jego kadrowicze cały czas są w cyklu treningowym, pracują na najwyższych obrotach, a do katowickiego finału podeszli z marszu, bez świeżości. Mimo to pokonali groźnych Francuzów, oraz ekipę ze Stanów Zjednoczonych, walcząc ponadto z Brazylią. Wszyscy wiemy, że mecz o trzecie miejsce to była "porażka", ale również wszyscy widzieliśmy, że nie wynikała ona z nieudolności, czy też zdecydowanej wyższości rywala.

Błędne jest również stwierdzenie, że Polacy przegrali te finały mentalnie. Faktem jest, że psychika była zawsze głównym powodem naszych słabych startów w imprezach wyższej rangi, jednak od jakiegoś już czasu oglądamy drużynę, która wydaje się być w tym elemencie odporna. Z Brazylią spotkanie nie zostało przegrane "w głowie", lecz w nogach. Jeżeli nie ma się siły to zawodzą podstawowe cechy sprawnego siatkarza: świeżość i szybkość, jedna zależna od drugiej. Klasycznym przykładem spotkania przegranego przez słabe przygotowanie psychiczne jest półfinał Ligi Światowej sprzed dwóch lat, kiedy to przegraliśmy z Serbią i Czarnogórą mimo prowadzenia 23:17.

Jestem przekonany, że nie straciliśmy miejsca, o które tak bardzo walczyliśmy podczas japońskich MŚ. Nadal jesteśmy w ścisłej czołówce, do której należy jeszcze Brazylia i Rosja. Nie ma co krzyczeć i narzekać, że jest tylko czwarte miejsce w Lidze Światowej. Ja wierzę w to, że krzywa przedstawiająca formę naszej reprezentacji cały czas rośnie, i swoje apogeum osiągnie na przyszłorocznych Igrzyskach w Pekinie. Przez lata mówiło się, że mamy drużynę, która ma potencjał, ale z czasem zaczeliśmy martwić się, że ten potencjał wkrótce zniknie (tak jak to stało się ze "srebrną drużyną" z Barcelony '92 w piłce nożnej). Od kilku miesięcy możemy odetchnąć z ulgą, bo nawet jeżeli w najbliższych latach nie powtórzymy sukcesu z Japonii, to i tak już jesteśmy na szczycie. Od samych zawodników zależy teraz czy tym szczytem będą Rysy czy Mount Everest.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Brawo dla naszej ligi Światowej

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ miło Cię znów poczytać;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.