Facebook Google+ Twitter

Polska grupa w Tour de France? To nie jest niemożliwe

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-07-09 19:14

Jeżeli Michałowi Kwiatkowskiemu uda się wygrać etap podczas tegorocznej „Wielkiej Pętli”, jego miejsce w klasyfikacji końcowej stanie się sprawą drugorzędną – uważa Cezary Zamana, ostatni polski zwycięzca Tour de Pologne i uczestnik TdF'94.

W tym roku mija równo 20 lat od czasu, gdy ukończył pan „Wielką Pętlę”. Jakie są pana pierwsze skojarzenia z tą imprezą?
Do tej pory jestem dumny z tego, że nie tylko dane mi było wystartować w Tour de France, ale również z tego, iż ukończyłem ten wyścig w czasach, kiedy stosunkowo najmniej zawodników dojeżdżało do mety w Paryżu. Wyruszenie na trasę „Wielkiej Pętli” to wielka sprawa, a jeszcze większa – pokonanie jej w całości. Oczywiście jest też grupa zawodników, których celem jest walka o najwyższe lokaty. Mam nadzieję, że w tym roku znajduje się w niej również Michał Kwiatkowski. Liczę, że na kolejnych etapach „Kwiatek” potwierdzi światową klasę.
Jak ocenia pan brytyjską część tegorocznego touru?
Brytyjska część jest mi wyjątkowo bliska, bo kiedy sam startowałem, również parę etapów rozegranych było w Anglii. Uważam, że jest to bardzo dobry pomysł. Przede wszystkim ze względu na kibiców, którzy wyjątkowo tłumnie wylegli na trasę, aby dopingować zawodników. W związku z Tour de France na Wyspach Brytyjskich zapanowała wspaniała atmosfera, a na dodatek okazało się, że te angielskie odcinki są o wiele ciekawsze niż płaskie etapy we Francji. Przez te pierwsze trzy dni tegorocznej edycji wydarzyło się naprawdę wiele. Weźmy choćby takiego „górala” jak Vincenzo Nibali, który potrafił zaatakować, wygrać etap i już na wstępie zdobyć koszulkę lidera.
Wśród blisko dwustu pozycji na liście startowej widnieją nazwiska pięciu Polaków. W ofercie firmy bukmacherskiej Fortuna pojawił się nawet zakład specjalny, w którym można stawiać na etapowe zwycięstwo jednego z naszych reprezentantów . Warto spróbować?
Myślę, że tak. W końcu ile razy Michał Kwiatkowski może być trzeci na mecie etapu Tour de France? Jeśli ktoś w tak młodym wieku już tyle razy stawał na podium w tak wymagającej imprezie, dlaczego nie miałby wreszcie wygrać któregoś dnia… Aczkolwiek Bartek Huzarski czy Rafał Majka również nie są wcale bez szans, aby zanotować etapowy sukces. „Huzar” podczas Giro d’Italia i Vuelta a Espana pokazywał już, że potrafi zakręcić się koło podium podczas najważniejszych tourów. Rafał natomiast ma w tym roku o tyle niewdzięczną rolę, że przede wszystkim musi pracować na Alberto Contadora, który mierzy w kolejne zwycięstwo w „Wielkiej Pętli”.
Jakich wyników na koniec oczekuje pan od naszych reprezentantów?
Czy Michał Kwiatkowski będzie 6., czy 19., nie będzie miało moim zdaniem aż takiego znaczenia – o ile uda mu się dokonać tego, o czym przed chwilą mówiliśmy. Trzymam mocno kciuki za jego etapowy triumf, bo w zawodowym peletonie przede wszystkim liczą się jednak pierwsi na mecie. Oczywiście nikt z nas nie miałby nic przeciwko, gdyby Kwiatkowski był też pierwszy w „generalce”, ale na to – według mnie – jest jeszcze trochę za wcześnie w tym roku.
A co z pozostałymi Polakami?
Z odpowiedzią musimy poczekać na pierwsze góry. Dotychczasowe etapy są jak na razie pod kontrolą drużyn, które mają w szeregach najlepszych sprinterów. Kiedy znaczną się pierwsze podjazdy, wszystko powoli zacznie się wyjaśniać. Wówczas zobaczymy, jaką taktykę obierze Contador i jego najgroźniejsi rywale w walce o końcowe zwycięstwo. Ta 101. edycja naprawdę zapowiada się bardzo ciekawie do samego końca, bo zawodników z apetytem na podium w Paryżu jest co najmniej 6-7.
W kim upatruje pan zatem głównych kandydatów do zwycięstwa w tegorocznym tourze?
Podejdę do tego nieco konserwatywnie i po analizie dotychczasowej kariery wskażę na Contadora. Hiszpan, który w minionych latach przeżył wiele wzlotów i upadków, imponuje przygotowaniem i umiejętnością atakowania. Jak dla mnie, zasługuje na wygraną, bo jest typem kolarza, który nie boi się atakować i brać losów wyścigu we własne ręce. Aczkolwiek jego drużyna, Tinkoff-Saxo, nie jest może tak mocna jak Sky, gdzie liderem był Christopher Froome. Na tej rywalizacji może skorzystać Nibali, ale mimo wszystko stawiam na Contadora.
Zespołowo, która ekipa wydaje się być najmocniejsza?
Sky już od trzech lat pokazuje, że jest najmocniejszą drużyną. Tyle że jak w przypadku piłkarskiego mundialu, tak i w kolarskim peletonie ten poziom bardzo się wyrównuje. A w tym przypadku nie walczy się tylko z drugą grupą, a z ponad dwudziestoma. Paradoksalnie zatem, zawodnikom Sky może być coraz trudniej rozdawać karty, bo wszyscy będą na nich szczególnie uważać. Bardzo solidnie prezentują się także ekipy Tinkoff-Saxo i Astany. Obie stać na nawiązanie walki z brytyjskim potentatem.
Są takie etapy, na które czeka pan w tym roku ze szczególną niecierpliwością?
Chyba jak co roku najwięcej emocji towarzyszyć będzie podjazdowi pod Mont Ventoux w Alpach oraz Col du Tourmalet w Pirenejach. Wielu osobom wydaje się, że to właśnie tam będą rozstrzygać się losy rywalizacji, ale nie zapominajmy, że kolarstwo potrafi zaskakiwać i wspomniane miejsca raczej nie będą decydujące dla końcowego układu sił. W Tour de France bowiem bardzo często okazuje się, że ważniejsze od tego, kto wygra dany etap, jest to, kto jak najmniej na nim straci. Każdego z potencjalnych zwycięzców może w każdej chwili dopaść kryzys na trasie. Mówiąc inaczej, każda góra w Alpach czy Pirenejach może się być decydująca w ostatecznym rozrachunku.
Pięciu Polaków w Tour de France, liczba dotąd niespotykana, przełoży się w jakiś sposób na wzrost popularności kolarstwa w naszym kraju?
Bardzo mnie cieszy, że i kolarstwo zawodowe, i amatorskie ma u nas coraz więcej przedstawicieli. Powiem więcej, marzy mi się, aby oprócz zawodów terenowych dla amatorów zacząć wkrótce organizować również podobne zmagania na szosie. Widzę, że za sprawą naszych zawodowców coraz więcej osób chce próbować swoich sił w jeździe szosowej i myślę, że już w przyszłym roku – na bazie doświadczeń zebranych w terenie – uda mi się dopiąć celu i zainaugurować nowy cykl. Jest już całkiem konkretny pomysł, aby organizować takie zawody – na płaskim terenie, ale w zupełnie nowatorskiej koncepcji. Chodzi między innymi o formułę „oesową” oraz start sektorowy, w którym zawodnicy są pogrupowani według posiadanych umiejętności. Mam nadzieję, że na dobry początek uda się przeprowadzić ze 3-4 takie szosowe maratony.
A kiedy doczekamy się profesjonalnej polskiej ekipy w najsłynniejszym kolarskim wyścigu świata?
Uważam, że jest to rzecz jak najbardziej do zrealizowania w najbliższych latach. Mamy przecież Dariusza Miłka i grupę CCC, która jest obecna w peletonie już od wielu lat – ma na koncie start w Giro d’Italia, przetrwała kryzysowy moment i powoli z powrotem wraca na najważniejsze toury, jak choćby Dookoła Szwajcarii. Do poważnego ścigania wraca też Piotr Bieliński z grupą ActiveJet Team. Posiadanie dwóch drużyn, które reprezentują nasz kraj w zagranicznych imprezach, jest bardzo ważne, bo nic tak nie sprzyja rozwojowi jak bezpośrednia konkurencja. Zarówno pan Miłek, jak i pan Bieliński od wielu lat wspierają kolarzy i chyba nie będą cały czas inwestować w drużyny tylko na poziomie drugiej czy trzeciej dywizji. Znając ich ambicje, na pewno będą dążyć do tego, aby pojawić się w końcu też i na najważniejszych imprezach. Może nie będzie to od razu Tour de France, ale życzyłbym sobie, żeby za rok zobaczyć CCC albo ActiveJet Team w Giro d’Italia lub Vuelta a Espana. To byłby kolejny dowód na to, że na różnych płaszczyznach kolarstwo w Polsce ma się całkiem nieźle…
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.