To nie jest materiał o partii, której jestem członkiem. To refleksje o podziałach w społeczeństwie.
Pytanie o to, jakim państwem ma być Polska, wisi nad nami i każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie na nie zgodnie ze swym sumieniem i przekonaniami.
Ostatnie wydarzenia na Marszu Niepodległości i wokół niego skłoniły nas wszystkich do głębszej refleksji. Jako człowiek o poglądach konserwatywnych z całą pewnością będę stronniczy i nie ma co oszukiwać, że ten materiał będzie w pełni obiektywny.
Zastanawia mnie skąd się wzięła w Polsce taka moda na wyśmiewanie patriotyzmu? Jeżeli obiektywnie spojrzycie na postawy lansowane w mediach, to sami przyznacie, że ludzie mówiący o Polsce językiem państwowca są traktowani jak taki folklor żyjący na poboczu głównego nurtu.
Jak można opisać ten lansowany nurt? To przede wszystkim grupa „autorytetów„ wmawiających nam, że jesteśmy zaściankiem Europy, a Polacy to nietolerancyjne katolskie ciemniaki.
Bronimy się przed światłymi wzorcami europejskimi. Któryś z autorów W24 opisywał już zjawisko tzw. multi-kulti. Społeczeństwo nie chce przyjmować w ciemno wzorców z Hiszpanii czy z Holandii. Nawiasem mówiąc, Holandia wycofuje się już z tzw. wolności, bo widzą, iż zaczyna się to przeradzać w anarchię. Tak więc to, że ogromna większość Polaków nie myśli jak Magdalena Środa oznacza, iż jesteśmy inni niż cała postępowa społeczność
europejskiego.
Zadam proste pytanie: Czy coś złego jest w tym, że jesteśmy inni bardziej konserwatywni? Nic w tym złego, a powiem wręcz, że to nasz ogromny atut. Ta nasza inność na przestrzeni wieków pozwoliła nam przetrwać jako naród. Wiem, że dla wojujących reformatorów naród nie istnieje, ale dla mnie istnieje. To właśnie silna tożsamość narodowa nie pozwoliła na wygraną zaborców, nazistów i komunistów. Wygrała Polska i z tego możemy być dumni. Nie wtłaczajcie nam w mózgi syndromu wstydu z powodu bycia Polakiem, bo nie wygracie, jeżeli nawet machiny totalitarne połamały sobie na tym zęby.