
Kierowcy, zamiast mknąć z Przemyśla do Zgorzelca, często stoją w korkach.
Ostatnio musieli też stać na parkingach, bo w naszym kraju – jedynym w Europie obok Białorusi – wprowadzane są ograniczenia lub zakazy poruszania się ciężarówek w upały. – Zakaz ruchu zaburza ustalone harmonogramy, co ma niebagatelne znaczenie dla firm przewożących codziennie, w ruchu krajowym i międzynarodowym, kilkadziesiąt tysięcy przesyłek – mówi Zbigniew Pabian, zastępca dyrektora do spraw produktu i produkcji dużej międzynarodowej firmy logistycznej.
Drogi sprzed 30 lat
Nic więc dziwnego, że przewoźnicy ostro protestowali przeciw zakazom i częściowo dopięli swego. Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad zadeklarował ograniczenie zakazów ruchu ciężarówek w upały. – Podejmując takie decyzje, musimy ważyć racje wielu stron – tłumaczy Andrzej Maciejewski, rzecznik prasowy GDDKiA. – Z jednej strony nie chcemy narażać na straty przewoźników i dezorganizować transportu krajowego i międzynarodowego. Z drugiej jednak – zdajemy sobie sprawę, że stan polskich dróg jest opłakany i ruch wielkich ciężarówek w upalne dni tylko go pogarsza.
Maciejewski dodaje, że tylko ok. 50 proc. dróg krajowych doczekało się do tej pory gruntownych remontów. Reszta na nie jeszcze czeka. W jeszcze gorszym stanie są drogi wojewódzkie czy powiatowe. – Musimy sobie uświadomić, że były one budowane 20-30 lat temu – podkreśla Maciejewski. – Wtedy były zupełnie inne technologie, materiały i – co tu kryć – nie przewidywano, że w Polsce będzie tak dużo samochodów i tak ogromny ruch tranzytowy.
NIK: Polska staje się komunikacyjnym korkiem
Słowa rzecznika GDDKiA potwierdza raport NIK na temat funkcjonowania transportu drogowego i kolejowego. Informacja powstała na podstawie 45 kontroli przeprowadzonych przez NIK w latach 1990-2004. Ale od tego czasu niewiele się na Polskich drogach zmieniło.
– Polska staje się korkiem komunikacyjnym Europy; główne szlaki transportowe, nowo budowane autostrady i drogi szybkiego ruchu zaczynają omijać nasz kraj – twierdzi NIK. – Polskie drogi należą do najgorszych i najbardziej niebezpiecznych w Europie – to kolejna smutna konkluzja.
Udział dróg o najwyższej jakości, tj. autostrad i dróg ekspresowych, jest znikomy. Dość powiedzieć, że na koniec 2004 roku autostrady o długości 552 km stanowiły tylko 0,21 proc. ogółu dróg publicznych o twardej nawierzchni, czyli dziesięć razy mniej niż średnio w krajach "starej Unii". Tymczasem wszyscy na drogi płacimy, kierowcy ciężarówek nawet podwójnie – żeby jeździć, muszą wykupić specjalne winiety.
(mu)
-
Dziennik Zachodni