W Polsce powszechna jest inwigilacja. Jak podaje
wyborcza.pl polskie służby (głównie policja) wystosowały do teleoperatorów, około 1,06 mln zapytań dotyczących billingów i danych internetowych abonentów. Wynika z tego, że na tysiąc dorosłych obywateli Polski, przypada aż 27,5 zapytania.
Zaraz za Polską plasują się Czechy z wynikiem 10 zapytań na tysiąc mieszkańców. W Niemczech takich zapytań było około 0,2 na tysiąc mieszkańców, czyli aż 35 razy mniej, niż w Polsce.
Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że w wielu krajach Unii Europejskiej służby mają różnego rodzaju ograniczenia w kwestii ingerencji w dane operatorów telekomunikacyjnych. W Polsce takich ograniczeń nie ma, służby mogą dobrowolnie korzystać z takich zasobów, nie podając nawet powodów ich wykorzystania (niedozwolonym jest jedynie stosowanie podsłuchu i łamanie tajemnicy korespondencji).
Takie informacje zebrał Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, by przygotować pierwszy raport dla Komisji Europejskiej, w sprawie wykonywania dyrektywy o retencji danych. Dyrektywa ta została wprowadzona w 2006 roku w celu walki z terroryzmem i nakazuje operatorom przechowywanie danych abonentów przez 6-24 miesięcy.
Polskie służby najczęściej pobierają billingi (tym samym kontakty) dziennikarzy. Dzięki inwigilacji mogą obejść tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji (zagwarantowaną w kodeksie postępowania karnego).
Jak mówi Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon: "W innych krajach są ograniczenia", niestety w Polsce inwigilacja jest poza jakąkolwiek kontrolą.