Pozycja materiału w rankingach:
Obserwuję Polaków od lat i zaczynam się bać. Czyżby nasz kraj nie rozwijał się intelektualnie?
Przebywając od czasu do czasu w różnych częściach Polski, spostrzegłam, że ludzie wierzą w przeróżne zabobony. Najczęściej jest to czerwona wstążeczka, zapobiegająca urokom rzucanym przez mających "złe oczy" oraz czarny kot. Odkąd mieszkam w powiecie częstochowskim, odkryłam jeszcze większe zacofanie myślowe, które pośrednio dotknęło mnie. Zobacz także:
Artykuły
(12)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.45)
Wiek: 43 | Miejscowość: Koniecpol | Kraj: Polska
O mnie: Mam poczucie sprawiedliwości,co nie wszystkim się podoba.Uwielbiam czytać(wszystko,z wyjątkiem romansów itp.).Nigdy się nie nudzę.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Klaudia Psiurska 01.02.2012 11:12
Fajny artykuł. Nie jestem osobą wierzącą w przesądy, nie miałam czerwonych majtek na studniówce i maturze, suknię ślubną wybierałam z mężem, ślub nie odbył się w miesiącu z "r", przestraszona w ciąży dotknęłam się gdzieś, nie noszę łuski karpia, nie wierzę, że 365 dni będzie pękała mi głowa, bo przecież jaki Nowy Rok...
Nie jestem jednak zażenowana faktem, że tyle zabobonów jest nadal "aktywnych" w naszym kraju. Niektóre z nich stały się elementem kultury, tradycji, tak jak już napisała Barbara. Nie wyobrażam sobie świąt bez choinki, choć nie wiedziałam, że jej brak źle wróży. Gdyby dziecko darło mi się dniami i nocami, pomimo, że najedzone, przewinięte, wytulone, bez kolek, pewnie przelałabym wosk. Nie dlatego, że jestem przekonana o możliwości zauroczenia, ale dlatego, że byłabym gotowa wypróbować wszystkich sposobów, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku...do pieca bym nie wsadziła ;). Niektóre przesądy są stosowane na zasadzie chwytania się wszelkich możliwości, chcemy wierzyć, że zawsze jest jakaś deska ratunku. Nosimy szczęśliwe medaliki, kamyki, monety, czy pierścienie, bo dzięki nim czujemy się bezpieczniej. Jak zdawałam maturę, na wszystkie egzaminy nosiłam ze sobą maleńkiego słonika, kiedy wyszłam z ostatniego ustnego, który jak uważałam nie poszedł mi najlepiej, słonik wyśliznął się z dloni i w zderzeniu z podłogą stracił trąbę. Byłam przekonana, że oblałam, to znak! Znaczylo to jednak tylko tyle, że słonik był kruchy ;)
Od tamtej pory nie noszę żadnych przynoszących szczęście pierdółek, w obawie, że jeszcze bym uwierzyła w ich działanie i w przypadku zgubienia, zniszczenia, oczekiwałabym na pecha.
Część wierzeń wynika z poszukiwań odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Nie zawsze ją znajdujemy, nie zawsze chcemy się do niej przyznać. Dlaczego moje małżeństwo się rozpadło? Ano na pewno dlatego, że w dniu ślubu padał deszcz! Dlaczego moje dziecko chciało sie powiesić na pępowinie? Zapewne to wina tego sznura! A dlaczego Kochanie nasz synek jest tak czarny jak sąsiad? Ach, muszę się przyznać Najdroższy, że zapatrzyłam się tak na niego w ciąży...
Mnie to nie irytuje, mnie to bawi :)
BARBARA Romer Kukulska 23.01.2012 19:21
@ Robert Miernik - hmmm wiara i wyobraźnia też nie gwarantują szczęśliwszego życia, może tylko łatwiej pozwalają się samemu oszukiwać. Droga która chcemy iść jest nam nieznana. szukamy jej ciągle, nie dojrzeliśmy naszym stanem duchowym - czyt. świadomości, aby ją znaleźć. Racjonalizm "szkiełko i oko" jest szybsze... i w tym cały kłopot. Tak mi się wydaje. Dlatego coraz mniej zadowolonych ludzi a coraz więcej zestresowanych i zagubionych, nie- szczęśliwych
Robert Miernik 19.01.2012 22:06
Oczywiście, że można żyć w świecie zer i jedynek, ale czy takie 'szkiełko i oko' gwarantuje szczęśliwsze życie, czy naprawdę życie bez wyobraźni i wiary (w co by się nie wierzyło) to droga w którą chcemy iść?
Marzena Marcinkowska 19.01.2012 10:47
Przypomniał mi się jeszcze jeden przesąd. Mianowicie, jak dziewczynka jest chrzczona szybko po urodzeniu, to wcześnie wyjdzie za mąż, a jak tych miesięcy do chrztu upłynie wiele, to wyjdzie poźno lub wcale,a bez chrztu -panna do końca życia. I tu przykład: znam panią z rodziny ateistów.Jest nie chrzczona,ma dobrego męża,troje dzieci (też nie chrzczonych),wnuki.Żyją na ślubach cywilnych,mają się dobrze.Mnie chrzcili,jak miałam 2,5 roku,a na brak powodzenia nie narzekałam i męża też mam...:-)
BARBARA Romer Kukulska 17.01.2012 13:45
Dodam, wg. mnie niektóre niby gusła, zabobony, przesądy, są częścią naszej tradycji i kultury. Przynajmniej ja je tak rozumiem, i dlatego nie ganię, a nawet sama szoruję łuskę z wigilijnego karpią naklejam na przeźroczysta taśmę i chowam do portmonetki, bo to pamiątka wieczerzy wyjątkowej, jedynej w roku. Dlatego wkładam siano pod obrus wigilijny i ubieram choinkę, dlatego wieszam jemiołę. Kocham tradycję i zwyczaje i obyczaje, staram się je pielęgnować. A że niektóre ocierają się o przesądy? no cóż , wiara czyni cuda. Czyż nie? Można przecież doskonale odróżnić zabobon, przesąd, czy wiarę w gusła,( Anielka w piecu ) od tradycji , obyczaju. zwyczaju... itd....
BARBARA Romer Kukulska 17.01.2012 13:21
@Marzena Marcinkowska. - o chrzcei Costa Concordia napisałam nie dlatego, że wierzę iż nierozbita butelka szampana , oraz 13 ty piątek przynoszą pecha i katastrofy, lecz dlatego iż autorka sugeruje jakoby Polska i Polacy byli tylko krajem pogańskim wierzącym w przesądy. Otóż nie, Nie tylko w Polsce ludzie bawią się tymi przesądami.
"Bawią się " w wielu innych krajach w których pogaństwa nigdy nie było.
Napisałam o Hamsie - dłoni , która "chroni" od zła
link
Dla jednych medalik i talizman, dla innych różaniec , a dla kogoś
siadanie na 3 minuty przed wyjściem z domu w daleką podróż. To ostatnie to stało się zwyczajem bardziej niż wiarą w przesąd.
Jest jeszcze rękawiczka, która spadnie )prawa lub lewa.) swędząca dłoń, lub głowa.
Jeśli chodzi o mnie, oczywiście nie wierzę w żadne przesądy, ale...hihihi, niektórym jestem wdzięczna za włączenie mojej czujności i ostrożności...o której czasem zapominamy w zuchwalstwie, brawurze, pewności siebie
pechowiec 16.01.2012 15:50
Wierzę tylko w jeden zabobon , gdy kobieta przechodzi z pustym wiadrem albo innym pustym przedmiotem (torby , siatki, reklamówki itp) ale z przymrużeniem nie jednego ale obu oczu .Pomimo takiego mego pechowego zdarzenia.
Otóż , było to kilkadziesiąt lat temu gdy po raz pierwszy w życiu jechałem motocyklem i to jako świeżo upieczony kierowca z Prawem Jazdy w kieszeni.Ledwo co wyjechałem na rogatki miasta a tu pech -kobieta z domku jednorodzinnego przechodziła przez jezdnię !!!Prz-chodziła z pustym wiadrem do ogródka i gdy ją minąłem ujechawszy jeszcze z 500 m , powietrze z tylnego koła całkowicie uszło.Przez około 3km. poprowadziłem ten motocykl do garażu.Tak robiłem z 5 razy .Wymieniałem dętkę na sklejona i zawsze jechałem ale najdalej 3-4 km.
Tak to całą niedzielę jeździłem z jako pełnoprawny użytkownik drug.
Do dzisiaj z przymrużeniem oka ale jednak , przepuszczam panie z pustymi torbami , czy wiadrami i czekam!Czekam jak inny przejdzie przez ten trefny dla mnie teren albo przejedzie .
Teraz odpukać w niemalowane drewno aby nie zapeszyć .
Marzena Marcinkowska 16.01.2012 15:22
...niektórzy dorzucają jeszcze różaniec,chociaż ma on pogańskie korzenie...a wypadkom to nie przeszkadza
Grzegorz Wink 16.01.2012 15:18
Mnie i tak najbardziej śmieszy przesąd, że jak się umieści obrazek świętego Krzysztofa w samochodzie i da owo auto księdzu do poświęcenia, to potem takim pojazdem można dowolnie przekraczać dozwoloną prędkość, bo jest "chronione ode złego"...
Marzena Marcinkowska 16.01.2012 15:04
...w inne dni też są katastrofy,drobne wypadki...
Gdy ktoś usilnie przestrzegał mnie kiedyś przed podrożą dn. 13-go,powiedziałam,że nie wierzę w przesądy,zabobony itp.-jestem wolna-ten ktoś się oburzył i spytał,w co ja w końcu wierzę.Spotykam się z ty do tej pory i nadziwić się nie mogę,że nie mogę być wolna od zamartwiania się z powodu biednego kota czy nr 13-go,czy innych dziwnych ograniczeń,które mi w życiu nie pomogą.Mialam raz w życiu wypadek i to nie w piątek, nie 13-go,nie w maju i żaden kot przez drogę ani obok nie przechodził:-)