Facebook Google+ Twitter

Polska mowa trudna być?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-09-19 22:11

"Sążnisty elaborat pisany szwabachą", "ćwierćmityczny niby-astrolog, pół-Asyryjczyk, pół-Katalończyk" - z takimi i podobnymi kruczkami językowymi zmierzyli się dziś po 18 uczestnicy pierwszego Gadu Dyktanda.

Kilka minut przed godziną 18. zrobiłam sobie kawę i usiadłam przed komputerem z zamiarem sprawdzenia swoich kompetencji językowych. Dopełniłam wszelkich formalności, czyli otworzyłam okienko rozmowy z numerem 8899 i włączyłam Gadu Gadu Radio. Po chwili usłyszałam coś w stylu "instrukcji obsługi" dyktanda, a po chwili na antenie pojawił się znajomy głos prof. Bralczyka. Klawiatura paliła mi się pod palcami, jakoś jednakże obyło się bez opuszczania poszczególnych słów czy fragmentów. Postawiłam ostatnią kropkę i, już ze świadomością kilku popełnionych błędów, wysłałam końcowy fragment dyktanda.

Chwilę potem zerknęłam na forum użytkowników strony www.mojageneracja.pl. Większość internautów, biorących udział w dyktandzie, uważa, że tempo dyktowania było zdecydowanie za szybkie, w odczuciu kilkunastu osób jakość i zrozumiałość nagrania pozostawiła wiele do życzenia, a wymowa prof. Bralczyka odebrana została przez nich jako niewyraźna. Kilka osób przyznało, że w trakcie czytania pierwszego fragmentu tekstu zrezygnowało z dalszego udziału w konkursie.

Sądząc po liczbie użytkowników wypowiadających się na forum Gadu Dyktanda, wnioskuję, że pomysł cieszył się dużą popularnością. Tego typu inicjatywy są, oczywiście, jak najbardziej słuszne i potrzebne, warto jednak popracować nad ich stroną techniczną.

Tekst Gadu Dyktanda:
Nowo przybyły z Suwalszczyzny superspecjalista, nie sprzeniewierzając się niezbyt wprawdzie wyraziście, ale przecież jednoznacznie sformułowanym półrozporządzeniom, spośród pożółkłych, wielostronicowych manuskryptów wybrał upstrzony niemal do nieczytelności przez muchy i chrząszcze sążnisty elaborat, pisany po części szwabachą, którego wygląd wskazywałby na pochodzenie sprzed mniej więcej sześciuset pięćdziesięciu lat, a w każdym razie należałoby go uznać za ponadpółwieczny. Tak byłoby na pozór… Jednakże przejrzawszy go nieledwie pobieżnie, lecz ze znawstwem, od razu spostrzegł znaki niespotykane nie tylko w trudno odczytywalnych średniowiecznych inkunabułach, ale nawet w renesansowych, przystępniejszych tekstach. Może w niedostępnych dziś półlegendarnych szesnastowiecznych quasi-instruktarzach dla pseudoartystów znalazłoby się coś z grubsza przypominającego te hieroglify…
Byłżeby ów na wpół zniszczony plik kart owym tajemniczym kodeksem, sporządzonym przez ćwierćmitycznego niby-astrologa, pół-Asyryjczyka, pół-Katalończyka, który na przełomie czternastego i piętnastego stulecia buszował we Flandrii, a przeznaczonym dla przyszłych, a nawet, by tak rzec, pozaprzyszłych czasów?
Owe znaki bowiem nasuwały na myśl coś niemalże rażąco współczesnego, znajomego, co dzień spotykanego… Coś, co spomiędzy ledwie czytelnych liter zdawało się uśmiechać i mrugać do zupełnie skonfundowanego suwałczanina…
Tak, nie mógłby się przecież mylić! Były to jako żywo emotikony, wszystkich rodzajów, skrzętnie wpisane w archaiczny tekst, sprzed kilku wieków, przesyłające nam od naszych prapraprzodków ten półuśmiech, pełen tajemnej, pozazmysłowej, wróżebnej wiedzy…


Źródło: www.mojageneracja.pl/8899

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.