Facebook Google+ Twitter

Polska piłka przez najbliższe 20 lat nie odniesie sukcesu

Po meczu z Irlandią wszyscy widzą, że nasza kadra stoi w miejscu, o ile nie robi dużego kroku w tył. Smuda miał swoich stałych graczy i nic z tego nie wyszło. Fornalik robi rotację, pozwala grać młodym i nic z tego nie ma.

Zdjęcie stockowe Royalty Free o tematyce Football #48613567 / Fot. 63016959 PicmaxPolskie kluby nie awansują do Ligi Europejskiej, o Lidze Mistrzów nie wspominając. Poziom Ekstraklasy jest daleki od ideału. W czołowych drużynach grają polskie nieudane kariery zagraniczne, które w nadziei na sukcesy wyjechały, a potem wracały z podkulonym ogonem do ojczyzny. Zagraniczne nazwiska w polskiej piłce praktycznie nie kopią, chyba że na siłę się kogoś znaturalizuje, to mamy polskich Francuzów, Niemców...

Cały czas mówi się o szkoleniu młodzieży i o pieniądzach. Tylko nic tak naprawdę się nie zmienia. Ostatnie 10-11 lat, to jedynie awanse na mistrzostwa świata, czy Europy, gdzie w jednym przypadku zagraliśmy jako gospodarze turnieju. Gdybyśmy musieli o ten awans walczyć, pewnie by nas zabrakło.

Dlaczego stan polskiej piłki jest krytyczny i dlaczego przez najbliższe lata nic się nie zmieni?

Każdy, kto słucha tych moich słów i wprowadza je w czyn, jest podobny do człowieka rozsądnego, który zbudował dom na skale. Spadł ulewny deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się silne wiatry i uderzyły w ten dom. Ale on nie runął, bo zbudowany był na skale. Każdy, kto słucha tych moich słów, ale nie wprowadza ich w czyn, podobny jest do człowieka głupiego, który dom zbudował na piasku. Spadł ulewny deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się silne wiatry i uderzyły w ten dom, a on się zawalił. A upadek jego był wielki. (Mt 7, 21-29)

Może za powyższe słowa z Ewangelii św. Mateusza poleje się na mnie fala krytyki, ale mają one odzwierciedlenie w piłkarskiej rzeczywistości.

Zobacz również: Niepewność uczuć do kadry narodowej w trudnych czasach XXI wieku


Wszyscy wiemy na jakim poziomie stoją w szkołach lekcje wychowania fizycznego. Sama do niedawna byłam jeszcze uczniem/studentem. Zdaję sobie sprawę, że istnieją gdzieś szkoły, gdzie poziom jest niezwykle wysoki i są nauczyciele, którzy do tych zajęć podchodzą z pasją i zaangażowaniem. Tylko są to wyjątki. Wiem, że są i takie szkoły, gdzie dzieciaki robią co chcą. Zero jakiejś szczególnej presji i wymagań. Chcesz, ćwiczysz, nie chcesz, nie ćwiczysz. Czasem załatwisz sobie na lewo zwolnienie lekarskie albo zwalasz na niedyspozycję. Wychowanie fizyczne to i tak zaledwie trzy czterdziestopięciominutowe lekcje. Czy one mogą cokolwiek zmienić w polskim sporcie?

Komu się chce trenować i ćwiczyć po zajęciach? Zwłaszcza, że większość przedmiotów w szkole ma arcyważne znaczenie, a wf to sprawa drugiej czy trzeciej kategorii. Z reguły brakuje czasu na to, by po prostu pójść pobiegać, czy pograć w piłkę. Do tego żyjemy w dobie komputerów i Internetu. Lepiej pograć w FIFĘ na komputerze niż w realnej rzeczywistości, na prawdziwym boisku, z prawdziwymi kolegami...

Lepiej i przede wszystkim wygodniej. A kto jeszcze pamięta czasy, gdy całymi popołudniami dzieciaków nie było w domach, gdzie ciężko było je zaciągnąć wieczorem do domu? Gdzie na podwórku obdzierało się kolana, nie robiąc sobie z tego większego problemu? Sama, stojąc na bramce dostałam kawałkiem gruzu w oko, co prawda wykluczyło mnie to na pół roku z gry w piłkę, bo było sporo komplikacji i zagrożeń, ale do sportu, tudzież piłki się nie zraziłam.

Czasy skrobania się po drzewach i maniakalnej gry w piłkę przeminęły

Dawniej nikt nikogo nie musiał zachęcać do aktywnego spędzania czasu, szczególnie dzieci. Teraz? Obecnie dzieciaki ciężko jest zmobilizować na trening w tygodniu. Jeśli już któreś chce grać, to przyjeżdża tylko i wyłącznie na mecz. Mecz staje się chwilowym oderwaniem od codzienności i przejawem aktywności, a nie sposobem na poprawę własnych umiejętności. Trenerzy, którymi najczęściej są albo koledzy z drużyny seniorskiej, albo fachowcy, którzy są równocześnie wpisani w pięciu innych sprawozdaniach meczowych i ciągną na raz siedem etatów trenerskich, nie potrafią nikogo zmobilizować do gry, a tym bardziej niczego nauczyć.

Jeśli przypadkiem nie idzie, od małego uczy się dzieciaki postawy, że wszystkiemu winien jest sędzia. Mecze juniorów z kilkunastoma kartkami stają się powoli rzeczywistością. Należy dodać, że większość kartek jest wyłącznie związana z gadaniem, podważaniem decyzji sędziego, czy wulgarnością i opryskliwością. Patrząc na polski wymiar sprawiedliwości, sądy wychowawcze w tym kraju mają wychowywać, a nie karać. Taką postawę można przenieść na rolę sędziego piłkarskiego, który w meczu juniorów czy młodszych dzieciaków powinien pozwolić im na zabawę z piłką i swoimi decyzjami bardziej wychowywać, aniżeli karać. Tylko co może zrobić sędzia, jeśli jest samotną wyspą? Rodzice, trenerzy, wychowawcy dają dokładnie inny przykład.

Bawić piłką i grać z wielkim zaangażowaniem potrafią ci najmłodsi. Są sytuację, kiedy siedmioletni maluch dopuści się agresywnego zagrania, jednak nie ma w tym szczypty celowości i złośliwości, czysty przypadek. Sam staje nad poturbowanym kolegą z wielkim przejęciem na twarzy i przyznaje się do tego, że to on faulował, idąc tym samym na dwie minuty kary. Niespotykana sytuacja? A jednak. Z tym, że możliwa tylko u siedmiolatka. Trener jest oczywiście innego zdania. Trener czasem sam zapomina, że ma pod sobą dzieciaki i słowa jakie przy nich wypowiada są karygodne, ale uwagi mu nie można zwrócić. Raz, bo jesteś młodszy/młodsza, dwa, on ma "papiery" i się zna.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Piłkarze odzwierciedlają kondycję narodu... jak ją poprawić?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.