Facebook Google+ Twitter

Polska prowincja w reportażach. "B. Opowieści z planety prowincja"

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2013-05-27 18:46

"Dlaczego ty żeś pociągiem nie przyjechał? Ludzi w oczy kłujesz." - mówi matka do syna, który przyjechał z Niemiec w odwiedziny piętnastoletnim samochodem. Tak witają się mieszkańcy planety prowincja w reportażach Marcina Kołodziejczyka.

Okładka książki B. Opowiadania z planety prowincja Marcina Kołodziejczyka. / Fot. wyd. Wielka Litera"B. Opowieści z planety prowincja" są zbiorem piętnastu krótkich reportaży o mieszkańcach polskich małych miast i wsi. Reporter doskonale potrafi zobrazować świadomość bohaterów swoich opowieści, wiernie naśladując ich tok myślenia i sposób mowy. Posługiwanie się lokalnym slangiem w reportażach przybliża czytelnikowi tych ludzi, którzy stają się prawdziwi, jakby to sami czytający siedzieli wraz z nimi w przedziale pociągu i słuchali ich rozmów. A zakres ludzi z planety B i ich historii jest szeroki, od młodych i biednych mieszkańców popegeerowskich wsi do "słoików" codziennie rano odwiedzających wielkie miasta, żeby wieczorem wrócić do szarej rzeczywistości.

Marcin Kołodziejczyk przede wszystkim przedstawia środowiska zatęchłe, zamknięte we własnym świecie, który mimo wszystko ich nie zadowala. Największą zbrodnią wśród tych ludzi jest być odmiennym od reszty, wyróżniać się, co od razu stawia taka osobę w jednym rzędzie z innymi, znienawidzonymi przez otoczenie zbiorowościami - Po rusku z tym Ukraińcem szuszu, szuszu gadali, szeptali jak dwa pedały, konfidenckie ryje, książki jakieś sobie znosili, że niby lepsi od innych. Dla większości z nich najważniejszą sprawą są normy religijne i obyczajowe, jakby nie było, przyjmowane bezrefleksyjnie - Nie będziesz, kurwo ubecka, przy mnie na Maryję Pannę wydziwiał!, drę się, kłamco smoleński! W tym świecie nie ma miejsca na jakiekolwiek odstępstwo od normy. Ponadto światopogląd tych ludzi jest jasny i prosty, w społeczeństwie istnieje od zawsze opozycja "my i oni", czyli piewcy i strażnicy tradycji, męczennicy z fabrycznych hal oraz liberalni, zdolni, ale zepsuci dorobkiewicze z wielkiego miasta. Jednak również "oni" mogą okazać się ludźmi, jak zauważa jeden z bohaterów ... przecież nawet taki jak on też ma matkę i ojca i chrzczony jest jak trzeba.

Autor w swoich reportażach nie osądza wyborów i postaw spotkanych i opisanych ludzi. On po prostu rejestruje rzeczywistość taką, jaka jest. Opisuje miedzy innymi problemy egzystencjalne właściciela zakładu wulkanizacyjnego, pozostawionego samotnie ze swoimi zmartwieniami, prezentuje aktorki komediowe z małego miasteczka, sfrustrowane brakiem możliwości rozwoju kariery, opowiada o wiejskim Wajdelocie, który zapił się na śmierć. Wszystkie jego reportaże są niezwykle autentyczne. Ponadto reporter musiał wykazać się niezwykłą odwagą, tytułując książkę "Opowieściami z prowincji". Pojęcie Polski B jest problem szczególnie drażliwym, jednak te reportaże wyraźnie wskazują, że nie chodzi tutaj o jakość, czy bogactwo regionu, ale o stan świadomości konkretnego człowieka na tle ogółu.

Cytaty pochodzą z: Marcin Kołodziejczyk, B. Opowiadania z planety prowincja, Warszawa 2013.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.