Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4278 miejsce

Polska przegrała na Wembley. Anglicy jadą na mundial

Polska reprezentacja przegrała ostatni mecz eliminacji do mistrzostw świata w Brazylii z Anglią 0:2. Piłkarze Roya Hodgsona zajęli pierwsze miejsce w grupie i wystąpią na przyszłorocznej imprezie. Ukraina o mundial powalczy w barażach.

Jakub Błaszczykowski / Fot. Roger GorączniakBiało-czerwonym mistrzostwa w Brazylii uciekły już po spotkaniu z Ukrainą. W starciu z Anglikami w tzw. meczu o honor miał zostać jedynie podreperowany wizerunek polskiej kadry i ewentualnie, gdyby zdarzył się cud, mogłaby zostać napisana nowa historia. Patrząc obiektywnie na pełne 90 minut w wykonaniu biało-czerwonych, źle nie zagrali, ale historii też nie napisali.

Gra Polaków na Wembley wyglądała dokładnie tak, jak eliminacje do brazylijskiej imprezy. Nieskuteczność całej reprezentacji, a szczególnie Roberta Lewandowskiego kuła w oczy. Defensywa z każdym kolejnym meczem wyglądała lepiej, ale popełniała rażące błędy, które niewątpliwie wpływały na ostateczny wynik meczów i całych eliminacji.

Udany początek

Zaczęło się nieźle. Wpierw był remis z Czarnogórą 2:2, a potem dwubramkowe zwycięstwo z Mołdawią. W trzecim meczu Polacy szczęśliwie zremisowali u siebie z Anglią 1:1. W starciu rewanżowym z Anglikami biało-czerwoni początkowo stworzyli ciekawe i pełne emocji widowisko. Choć korzystny wynik kadra Fornalika zawdzięcza przede wszystkim szczęściu, które wyraźnie jej, a przede wszystkim Wojciechowi Szczęsnemu sprzyjało. Już w 9. minucie po dwójkowej akcji Welbecka i Townsenda desperacko interweniował Artur Jędrzejczyk, praktycznie kierując piłkę do własnej bramki. Na szczęście dla biało-czerwonych piłka minęła słupek na milimetry. Polacy odpowiedzieli atakiem, ale Robert Lewandowski uderzał za lekko.

Niewykorzystane szanse

Polski napastnik w sumie zmarnował na Wembley trzy bardzo dobre sytuacje. Po strzale Sturridge'a przebiegł z piłką blisko 70 metrów. W momencie oddawania strzału nie zdołał jednak wykrzesać z siebie już ani grama więcej siły i tylko podał bo bramkarza. W 23. minucie Adrian Mierzejewski ruszył z kontrą. Podał do Jakuba Błaszczykowskiego, który przepuścił piłkę do Lewandowskiego. Ten z ostrego kąta nie trafił w bramkę. Podobnie jak w starciu z Anglią, Polacy w eliminacjach przez długi czas nie mogli liczyć na gole czołowego snajpera Borussii Dortmund. Polak w tych eliminacjach strzelił zaledwie trzy gole, z czego dwa po rzutach karnych w meczu z San Marino. W eliminacjach biało-czerwoni nie wykorzystali umiejętności Roberta, ale też atutu w postaci Stadionu Narodowego i przegrali po bardzo słabej grze z Ukrainą 1:3. Polakom na otarcie łez pozostało jedynie zwycięstwo z San Marino 5:0, ale z tą drużyną każdy grupowy rywal wywalczył komplet punktów.

Przełom na niekorzyść

Wydawało się, że do przerwy uda się dowieźć remis. Na półmetku rywalizacji o mundial Polacy mieli swoje drobne wpadki, ale wciąż pozostawiali w grze. Gdyby udało się na Wembley po 45 minutach gry mieć wynik na zero z tyłu, w drugiej połowie Anglicy musieliby się bardziej otworzyć, bo to im najbardziej zależało na wyniku, a wtedy kto wie, jak potoczyłyby się losy spotkania. Niestety, polska defensywa do najszczelniejszych nie należy i jak w każdym praktycznie meczu eliminacyjnym musiała stracić gola.

W 35. minucie piłkarze Roya Hodgsona zaczęli mocno napierać na bramkę Szczęsnego. Steven Gerrard podał do wychodzącego sam na sam Welbecka. Tyle że polski bramkarz idealnie wyczuł sytuację i rzucił się pod nogi nabiegającego Anglika. Szczęście biało-czerwonym w tym spotkaniu wciąż sprzyjało, lecz już powoli się wyczerpywało. Sześć minut później Baines podał z lewego skrzydła do Rooneya i było już 1:0. Polacy do przerwy ciągle zachowywali szanse na dobry wynik, tyle że po przerwie musieliby zagrać jeszcze lepiej niż w pierwszej połowie.

W drugiej połowie eliminacji Polacy na dzień dobry zremisowali z Mołdawią i Czarnogórą po 1:1, ciągle zachowując szanse na zajęcie lokaty, dającej upragniony awans. Choć taki scenariusz z każdym kolejnym meczem bardzo się oddalał. Na Wembley swoją szansę dostał Mateusz Klich, który tuż po gwizdku sędziego w swoim pierwszym kontakcie z piłką mógł uciszyć Wembley. Tak się jednak nie stało ani przy pierwszym, ani przy drugim, ani też przy trzecim kontakcie. Świeża krew na boisku, podobnie jak zwycięstwo z San Marino 5:1 nie odwróciła trudnego losu Polaków.

Dokończyć dzieła

Anglicy wyraźnie złapali wiatr w żagle, a Polacy po swoich niewykorzystanych sytuacjach powoli zaczęli godzić się z losem. W 56. minucie bliski pokonania Szczęsnego był Grzegorz Krychowiak, który nie do końca wierzył w umiejętności polskiego bramkarza i sam postanowił interweniować po dośrodkowaniu Rooneya. Piłka znów na centymetry minęła słupek. Tym razem obeszło się bez samobójczego trafienia, czego nie można powiedzieć o eliminacjach. W swoim meczu ostatniej szansy Polacy skupieni wyraźnie na zadaniach defensywnych, próbowali pokonać w Charkowie Ukrainę. Ta sztuka im się nie udała, gdyż w najmniej odpowiednim momencie najlepiej grająca pod wodzą Fornalika defensywa mimo wszystko zawiodła. Grzegorz Wojtkowiak źle ocenił tor lotu piłki i Andrij Jarmolenko nie miał żadnych problemów z pokonaniem Artura Boruca.

Na otarcie łez pozostał nam mecz z Anglią na Wembley, gdzie wszyscy mieli nadzieję, że po czterdziestu latach historia się powtórzy i uda się wywieźć ze świątyni futbolu choć jeden cenny punkt. W końcówce spotkania z Anglią Polacy liczyli już tylko na sędziego, który mógłby zakończyć ich katorgę w tych eliminacjach. Niespełna na dziesięć minut przed końcem meczu dwukrotnie zerwał się jeszcze na skrzydle Sławomir Peszko, który ruszył z piłką pod pole karne rywala na tyle szybko, że wpierw Frank Lampard, a potem Rooney musieli zatrzymywać go faulem, oglądając za to żółty kartonik. Reszta polskich piłkarzy pogodzona z losem niechętnie opuszczała własną połowę.

Gwóźdź do trumny

By nie spekulować, że Polacy przegrali na Wembley podobnie jak z Ukrainą w Charkowie po jednym błędzie w obronie, tym razem w rolę egzekutora, a zarazem wybawiciela wszystkich zwolenników słów "a co by było, gdyby" wcielił się Steven Gerrard. Anglik otrzymał prostopadłe podanie, którego nie przeciął Wojtkowiak i tym samym podwyższył prowadzenie gospodarzy na 2:0.

I co dalej?

Gra Polaków na Wembley może i nie była najgorsza. Tyle, że to wynik idzie w świat. Dwubramkowa wygrana dla Anglii to znakomity wynik, który daje jej bezpośredni awans na mundial w Brazylii. Ukraina o prawo gry na przyszłorocznej imprezie, pomimo zwycięstwa z San Marino 8:0 będzie musiała powalczyć w barażach. Polakom pozostaje jedynie odrobienie zadania domowego i wyciągnięcie wniosków, co może już dziś zapoczątkuje prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek, mówiąc nam co dalej z Waldemarem Fornalikiem i kto ewentualnie zajmie jego miejsce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Myślę, że wniosków nasuwa się więcej. Sam Lewandowski, czy jest on czołowym polskim napastnikiem, skoro, gdyby nie dwa karne, w eliminacjach strzeliłby tylko jednego gola? Może warto by było zagrać na dwóch, mniej utytułowanych napastników, ale takich, którzy zaskoczą defensywę rywal? Trzeba zastanowić się, czy musimy grać czterema obrońcami, skoro lewego obrońcy nie mamy i decydujące bramki straciliśmy błędami na lewej stronie defensywy...

Zgodzę się z wysokimi pensjami. Gra w kadrze powinna być przywilejem i przyjemnością, a nie obowiązkiem, za który płacą...

A co do wmawiana ludziom, że piłka to sport numer jeden, wystarczy popatrzeć na to, co się działo na Wembley, ilu Polaków pojechało tylko po to, by zobaczyć mecz... Kibice na stadionach byli nawet na meczach z San Marino. Stąd też tu się zgodzić nie mogę. Co do priorytetów w życiu, to owszem piłka może i nie jest priorytetem, ale "rozrywką", a bez tej ludzie zatraciliby się w sobie i w codzienności już do granic... Priorytety priorytetami, ale nie można zajmować się wyłącznie problemami dnia codziennego... a człowiek z pasją nawet biedny jest na pewno dużo bardziej szczęśliwy od bogatego bez pasji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"wyciągnięcie wniosków"

Jakich wniosków? Wnioski są takie, że od 40 lat wszystkie stadiony powinny być w Polsce zaorane a piłkarze przekwalifikowani na ślusarzy i spawaczy.

Inna wersja.
Skończyć wreszcie z wysokimi pensjami dla kopaczy a zapłacić wysokie premie od wygranych, to jedyne wyjście aby zaczęli się starać.

Media i politycy wmówili Polakom, że piłka to sport narodowy, a tym co nie lubią piłki, że 90% Polaków uwielbia piłkę i nie może żyć bez transmisji wydarzeń sportowych (w domyśle piłki nożnej). Bzdura! Polacy głównie myślą jak przeżyć i jak wychować jedyne dziecko jakie im się urodziło, bo na więcej ich nie stać!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.