Facebook Google+ Twitter

Polska - Słowacja 0:2. Podsumowanie meczu i oceny zawodników

Nikt sobie chyba tego nie wyobrażał. Kolejny selekcjoner rozpoczyna pracę z kadrą od porażki, które można było uniknąć. Wystarczyło... No właśnie. Czego zabrakło?

 / Fot. PAP/Bartlomiej ZborowskiNajgorszy mecz dla reprezentacji to ten, w którym bohaterem jest bramkarz. Mimo tego, że Artur Boruc puścił dzisiaj dwa gole, to nie można mu nic więcej zarzucić. Gdyby nie jego dobra postawa, przegralibyśmy 0:5. Kapitalnie wybronił trzy sytuacje. Pokazał, że zasługuje na pozycję bramkarza numer jeden. Ale po kolei.

Już sama nominacja Adama Nawałki na selekcjonera reprezentacji Polski budziła bardzo mieszane uczucia. Niby trenerowi Górnika Zabrze nie można było za wiele zarzucić, ale do pewnych aspektów można się było jednak przyczepić. Wiadomo było, że wprowadzi swoje zasady. I to jedynie może wyjść zawodnikom na dobre, ale skupmy się tylko na konfrontacji Polski i Słowacji. Duże wątpliwości budziły same powołania zawodników. Wielu z nich dopiero miało zadebiutować w kadrze, a wiadomo, że nie wszyscy ten ciężar udźwigną. I tak też było. Przez 30 minut widzieliśmy, że Polacy coś próbują grać, ale niech znajdzie się ktoś, kto będzie stanowczo ich bronił. Jedyne, co można powiedzieć o tych fragmentach, to fakt, że potrafiliśmy utrzymać się przy piłce. Nic z tego jednak nie wynikało. Brak strzałów i dobrych, czystych zagrań. Akcji podbramkowych jak na lekarstwo. A to był nasz najlepszy okres...

Po pierwszej straconej bramce w szeregi kadrowiczów wkradła się nerwowość, zaczęli się gubić i... stracili drugą bramkę. To tak po krótcy pierwsza połowa, bo o drugiej nawet szkoda się rozpisywać. Pewien komentator powiedział, że trenera poznaje się także po tym, jak umie wpłynąć na zawodników w przerwie. I Nawałkę, według jego słów, można zaliczyć do prawdziwych milczków. Aż dziw bierze, że druga część gry nie przyniosła Słowakom kolejnych bramek. Obrona, którą budujemy już od kilku lat, znowu zawiodła kompletnie. Na pewno wpływ na to miał też fakt, że było dwóch debiutantów, a Marcin Kamiński ostatni raz w kadrze grał kilkanaście miesięcy temu. Ale faktem jest, że i tak powinni się lepiej zaprezentować. Z pomocą też nie było dobrze. A i z atakiem też nie.

Artur Boruc - najlepszy zawodnik, bez którego mogliśmy przegrać o wiele wyżej. Kilkakrotnie ratował nas w trudnych sytuacjach, przy golu na 0:1 i 0:2 nie miał nic do powiedzenia. Z piłką miał więcej kontaktów niż powinien, bo co rusz dostawał podanie od obrońcy. Był też tym, który rozpoczynał akcje, bo nie zawsze wyręczali go z tego ci, którzy powinni.

Paweł Olkowski - gorsza wersja Łukasza Piszczka. Często był podwieszony pod Jakuba Błaszczykowskiego, brał udział w akcjach ofensywnych. Niemniej jednak to jego stroną padła pierwsza bramka. Szczególnie widoczny był pod koniec drugiej połowy, kiedy to starał się dośrodkowywać. Ogólnie jeden z lepszych na boisku.

Artur Jędrzejczyk - Ci, którzy są jego fanami, powinni się nad tym zastanowić. Kolejny mecz, w którym niby nie zawiódł, pomijając oczywiście sytuację, w której nie trafił w piłkę i mało brakowało, żebyśmy przegrywali jeszcze więcej. Niczym się też nie wyróżnił. Czego innego spodziewają się fani, którzy ze wszystkich stron słyszą, że Jędza jest jednam z najlepszych zawodników w obronie w rosyjskiej lidze. Zamiast asekurować Kamińskiego i podpowiadać, sam był zagubiony.

Marcin Kamiński - widać, że gra w młodzieżowej reprezentacji to na ten moment optymalny poziom. Druga bramka zaliczona na jego konto. Często nie trzymał linii i zawodnicy słoweńscy mogli zagrywać prostopadłe piłki, nie martwiąc się o pozycję spaloną. Bezużyteczny z przodu, chociaż często był na dośrodkowaniach z rzutów rożnych. Ma jednak 21 lat i z każdym meczem powinien się prezentować lepiej.

Rafał Kosznik - Nawałka mówił, że Sebastian Boenisch i Jakub Wawrzyniak mieli już swoją szansę w narodowej reprezentacji, ale po tym, co pokazał lewy obrońca Górnika Zabrze, kibice chyba już tęsknią za Kubą. Nie zdążył z asekuracją przy golu na 0:1, gubił się w obronie, z przodu był niewidoczny, a jeśli już się pojawiał, to mieliśmy kiepski strzał w stylu Sergio Ramosa lub Neymara. Można zrozumieć, że debiut, stres, ale gość ma już 30 lat i to ostatnia szansa na zaistnienie nie w kadrze. Do tej pory jej nie wykorzystał.

Tomasz Jodłowiec - w Legii Warszawa gra jako stoper, u Waldemara Fornalika też był obrońcą, a u Nawałki zaczął jako defensywny pomocnik. W pierwszej połowie chyba mało który komentator wypowiedział jego nazwisko. Mało widoczny w obronie, niewidoczny w ataku.

Grzegorz Krychowiak - kolejny dobry mecz. Zawsze gra bardzo podobnie i nikogo już to nie powinno dziwić, że staje się podstawowym zawodnikiem. Trochę za mało brał udział w konstruowaniu akcji, ale skupił się głównie na obronie.

Jakub Błaszczykowski - kolejny mecz, w którym ciągnął zespół. Dobrze rozumiał się z Olkowskim, gorzej z Robertem Lewandowskim. Jeden strzał, ale za to bardzo niecelny, drugi, z wolnego, trochę za słaby, to jednak trochę mało, zwłaszcza, że przeciwnik nie był ciężki. Po zmianie pozycji z prawego pomocnika na środkowego też nie było dobrze.

Adrian Mierzejewski - chciał, mógł, ale znów nic z tego. Kolejny slaby mecz, czego dowodem był strzał z bardzo trudnych pozycji, które w ogóle nie powinny się zdarzyć. Zastanawiać też może fakt, że Mierzejewski znów nie zliczył żadnego dobrego dośrodkowania. Ani z rzutu rożnego, ani z akcji też. Jak on ma grać na pozycji dziesiątki, skoro nie może rozegrać piłki? I nie zmienia tego fakt, że rozegrał ponad 40 meczów w drużynie narodowej, bo tylko trzy były w wymiarze 90. minutowym.

Waldemar Sobota - zagrał, jak potrafił. A stać go na wiele więcej. Trochę za mało aktywny w akcjach podbramkowych, głównie szarpał na swoim skrzydle. Miał jedną dobrą akcję, ale strzał przeszedł nad bramką. Zbyt mało asekurował Kosznika, który tego potrzebował.

Robert Lewandowski - dobry mecz, chociaż nie udało mu się ani razu wymusić karnego. Zwłaszcza druga próba była żenująca. Więcej grał jako rozgrywający, brakowało go w ataku. Ciekawostką może być, że tyle razy, ile Robert podniósł ręce w górę, po tym, jak domagał się faulu, autu, rogu, nie widzieliśmy od II wojny.

Tomasz Brzyski - jego zmiana wniosła polot do gry. Pokazał to, z czego słynie. Każda zagrana piłka była idealnie dorzucona do tego, komu miała być dostarczona. Rzut wolny również dobrze wykonany. Zdecydowanie lepszy byłby na lewej obronie niż Kosznik. Szkoda go na lewą pomoc rzucać, bo brakłoby miejsca dla Soboty.

Marcin Robak, Adam Marciniak, Michał Pazdan, Krzysztof Mączyński zagrali zbyt krótko, żeby poddać ich lepszej ocenie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 16.11.2013 11:38

Typowałem 4:0 dla Słowacji, w tym jeden samobój. Samobója nie było, więc byłem blisko. W kolejnym meczu będzie już tylko 1:0, potem 0:0. I może coś kiedyś wygramy :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.