Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179728 miejsce

Polska teczkami żyje ...

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-01-25 00:13

Ostatnie wydarzenia w Warszawie w związku z ingresem księdza abp. Wielgusa i jego współpracą ze służbami specjalnymi PRL u każdego z nas wywołały jakieś emocje. Jednak rola IPN góruje chyba nad każdą kwestią tej sprawy.

Nie od dziś wiadomo, że kto żył w latach PRL-u i w jakikolwiek sposób był osobą znaną (publiczną), nie minęła go raczej "przyjemność" spotkania z SB. Każda z tych osób była mniej lub bardziej "ponaglana" do podpisania dokumentu o współpracy i donoszenia na swoich, zazwyczaj, zwierzchników. Różnie traktowano odmowy współpracy. Nie posiadam żadnych informacji jak było w przypadku abp. Wielgusa. Zakładam jednak, że jako osoba duchowna abp. Wielgus był albo mocno zastraszany albo był tchórzem czego nie chciałbym raczej przyjmować do wiadomości.

1. IPN - Instytut Pamięci Narodowej czy Instytut Podziału Narodu?

Gdy kilka lat temu odtajniono teczki IPN-u, zapanował szał na lustrację, na szukanie winnych czasów komunistycznych. Jakby nie patrzeć, kto zajmuje w Polsce jakieś znaczące stanowisko publiczne jest lustrowany i musi się przyznać czy był tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL czy nie. Kłamstwo jest dziś tak powszechne jak dostęp do internetu. Zatem naturalnym jest, że jeden nie przyznaje się do faktu współpracy z owymi służbami, a drugi według sumienia robi na odwrót, czyli rzekłoby się, że dobrze... Jak jest naprawdę?

Może fakt zatajenia wyjdzie komuś na dobre, bo jest możliwość, że go nie sprawdzą, a może zatajenie współpracy ma być korzystne dla ogółu jak w przypadku abp. Wielgusa? Dziwna ta Polska. Jedno jest pewne. Przypadek abp. Wielgusa IPN spowodował wyraźny podział i dezorientację nie tylko wśród polskiego narodu, ale także poza naszymi granicami odbijając się szerokim echem w mediach na całym świecie. Mało tego, ucierpiała również osoba papieża - głowy kościoła, którego znajomość całej sprawy pozostaje owiana tajemnicą.

2. Co na to Pismo Święte?

Początkowo nie zastanawiałem się nad tym, jak podobny przypadek może interpretować Pismo Święte. Z pomocą przyszedł Prymas Józef Glemp, który nawiązał do zaparcia się Piotra (Łk 22, 54-62):

– 54. Schwycili Go więc, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana. A Piotr szedł z daleka. 55. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. 56. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: «I ten był razem z Nim». 57. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: «Nie znam Go, kobieto». 58. Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: «I ty jesteś jednym z nich». Piotr odrzekł: «Człowieku, nie jestem». 59. Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: «Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem». 60. Piotr zaś rzekł: «Człowieku, nie wiem, co mówisz». I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. 61. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». 62. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał. (Biblia Tysiąclecia Online, tł.O.Walenty Prokulski TJ (†), Poznań 2003)

Ksiądz Prymas powiedział:

– Święty Piotr nie był ideałem bez skazy, zwłaszcza gdy zaparł się Jezusa. Mimo to Jezus powierzył Piotrowi Kościół (...) W życiu Piotra spotykamy słabości, czasem zawahania, czasem złe doradztwo. Zaparł się Jezusa, potem płakał. A Jezus pytał go: »czy mnie miłujesz«. Gdy ten potwierdził, wtedy zapada najwyższa nominacja: »paś baranki moje«, bo miłość była kryterium (...) inaczej jest paść baranki gdy one słuchają, a inaczej, gdy czują niechęć.

Cenna to uwaga i informacja. Człowiek, który zwątpił, okazał strach przed oprawcami Jezusa, zaprzeczając, że go zna (nawiasem mówiąc, dbał o własną skórę)... otrzymuje od niego najważniejsze zadanie, prowadzenie Kościoła... Sytuacja nie taka sama, ale czy nie podobna? Abp Wielgus zaprzeczył, że współpracował ze służbami specjalnymi PRL czym skłamał przed wszystkimi. Dziennikarze mają jednak teraz ogromne możliwości i prawda wyszła na jaw.

Dlatego zastanawia mnie fakt, że skoro Jezus wybaczył Piotrowi, to dlaczego my katolicy nie potrafimy wybaczyć komuś czynów, które popełnił bądź nie (współpraca nie oznacza, że Abp Wielgus wyrządził komuś krzywdę) około 30 lat temu. Do końca nie wiemy przecież jak wyglądała cała współpraca i w jaki sposób została zapoczątkowana (prześladowania, zastraszenia, a może dobrowolna współpraca? - nonsens). W ogóle jak możemy oceniać kogoś, a może nawet sądzić na podstawie świstka papieru z czasów, o których Polacy chcieliby jak najszybciej zapomnieć? A może tak naprawdę nie chcemy?

3. Wola przebaczania

My Polacy (wiadomo, że nie w większości) chyba zbyt bardzo chcemy czuć się władcami wszystkich i mieć możliwość sprawowania sądów nad ludźmi. Chcemy mieć władzę nad życiem drugiego człowieka, chcielibyśmy karać nawet za takie rzeczy, które wydarzyły się na długo przed naszym przyjściem na ten piękny, choć czasem bardzo dziwny świat.

Może dlatego, że często byliśmy, a może nadal jesteśmy pod rządami większych i bardziej wpływowych państw. Tak dużo młodych popiera decyzję rezygnacji abp. Wielgusa ze stanowiska metropolity warszawskiego. Ale na podstawie czego? Tego co słychać w mediach, co można przeczytać w prasie? Tylko karać i karać, a gdzie wola przebaczania?

Ostatnio w pewnej rozmowie stwierdziłem: "W Polsce niestety przeszłość ma zbyt duży wpływ na przyszłość. A szczególnie już IPN i jego »święte« teczki, z całym szacunkiem dla osób, które na decyzjach ówczesnych władz ucierpiały (...) I będę się upierał, że dopóki nie zaczniemy wybaczać, to Polska będzie taka, jaką jest. (...)."

Nauczmy się przebaczać, bo jeśli tego nie zrobimy teraz, to za 30 lat kiedy nastąpi całkowita wymiana pokolenia, na te które nie miało do czynienia z wojnami, ani nawet trudnymi czasami komunistycznymi, będzie po prostu za późno...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Motto: "Kłamstwo jest dziś tak powszechne jak dostęp do internetu."

"Zakładam jednak, że jako osoba duchowna abp. Wielgus był albo mocno zastraszany albo był tchórzem czego nie chciałbym raczej przyjmować do wiadomości."
Zapomnieliśmy już albo nie nauczono nas jeszcze, że nie można sądzić w oparciu o prasowe publikacje.
- Ja jeszcze pamiętam, jak oczerniano publicznie ks. Popiełuszkę. Wraz z mężem - kolegą Stanisława Wielgusa z lat studenckich - filozofem i absolwentem dwóch uczelni, poetą - więc osobą wrażliwą na słowo - czytaliśmy ową teczkę dostępną w internecie. Nasza opinia jako osób niejako zawodowo zajmujących się analizą tekstów jest jednoznaczna: to nie dowody współpracy, a bzdury.
Można co najwyżej potraktować te wypociny, jako dowody zamiarów SB w stosunku do Wielgusa. 2/3 tych materiałów to typowa dla owych czasów radosna twórczość urzędnicza pasująca jako planowanie pracy dla każdej bez wyjątku ważnej osobistości znajdującej się w sferze zainteresowania ww. ślużb. Nie zdziwimy się obydwoje, jeśli okaże się, że te same wypociny naukowcy znajdą również w innych teczkach: dokładnie te same powielone stronice. I aby to wiedzieć, nie trzeba fachowców: wystarczy, że ktoś żył w PRL-u i wie, co to były plany: miesięczne, półroczne, roczne: tworzone z powietrza i nigdy nie realizowane. (np. w naszych nieremontowanych przez 65 lata zawłaszczonych przez Państwo kamienicach przez 62 lata corocznie był planowany remont, co jestem w stanie udowodnić).
Pozostałe 1/3 materiałów świadczy o zainteresowaniu służb patriotyczną rodziną Wielgusa i tylko jeden tekst to opinia Wielgusa o innej osobie. Jest tam zanotowana piękna i szlachetna opinia specjalisty od średniowiecza o innym specjaliście w tej dziedzinie: że wysokiej klasy znawca tematu. Dla nas jako humanistów wzruszający jest w tej teczce obraz osoby mówiącej o niebie, tj. swoim zainteresowaniu średniowieczem, kiedy SB-cy mówią o chlebie: zanurzonego w swojej dziedzinie naukowca w konfrontacji z totalitarną rzeczywistością. I jeszcze karta z odręcznie zapisanym planem naukowego seminarium o średniowieczu wśród dziesiątek tych powielonych esbeckich... Konkret i iluzja, prawda i propaganda, wiara i komuna...
STANISŁAW WIELGUS TO WYJĄTKOWY I PIĘKNY CZŁOWIEK - JAK SZKALOWANY NIEGDYŚ POPIEŁUSZKO - I WIELU LUDZI KOŚCIOŁA, I KUL-u.
Takim pięknym i wyjątkowym człowiekiem jest też mój mąż: ani przez chwilę nie pozwolił, aby jwpływ na Jego sąd miał jakiś szmatławy dziennik czy zemsta esbeckich drani. Którzy i dzisiaj - niestety - nadal kształtują opinię naiwnie wierzących w słowo pisane czy rozpowszechniane kalumnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tak czały czas o tym trabia juz mam pomału tego dosc kazdy był agętem az zaczyna być to śmieszne pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.