Facebook Google+ Twitter

Polska vs Anglia, czyli jak zarobiłem nie jadąc na mecz

Największe wiadro świata – to nowy przydomek, raczej mało chlubny dla Stadionu Narodowego, ale jednak odzwierciedlający faktyczny stan rzeczy. Dlaczego mnie nie zalało i skąd wzięły się pieniądze w moim portfelu?

 / Fot. .Szesnasty dzień października – data pamiętna i dosyć szczególna. W 1978 roku kard. Karol Wojtyła zostaje pierwszym słowiańskim papieżem i przyjmuje imię Jan Paweł II. Trzydzieści cztery lata później, w Warszawie ma dojść do pojedynku piłkarskich reprezentacji Polski i Anglii. Ma dojść, ale nie dochodzi.

W tym czasie, czyli tuż przed godz. 21, siedzę wygodnie na swoim zdezelowanym studenckim krześle i inkasuję kwotę mającą być przeznaczoną na bilet na stadion – min. 90 zł. Doliczam jeszcze do tego koszt dojazdu pociągiem do Warszawy, mając na uwadze również powrót – 36.30zł x 2 = 72,60zł. Wniosek – prawie 200zł w portfelu. Ostatecznie do pojedynku nie dochodzi. Zaoszczędzam więc min. 50 zł na noclegu, który miałbym spędzić w stolicy. Nie doliczam do tego wszystkiego kosztów związanych z jedzeniem, przecież w swojej ciepłej i przytulnej stancji we Wrocławiu również coś zjeść na kolację muszę.

Siedemnasty dzień października – dzień jak co dzień, z jedną tylko różnicą. O godz. 17 czyli w tzw. teleexpresowej porze, na suchej murawie Stadionu Narodowego mają zaprezentować się dwie jedenastki i trzech panów, którzy dopilnują porządku podczas spotkania.

Mecz, jak mecz. Trochę więcej emocji, trochę więcej przekleństw w ustach każdego Polaka i trochę więcej nadziei, że może w końcu, po 39 latach uda nam się pokonać "Angoli". Niestety, zagrali jak nigdy, wynik jak zawsze. Remisowe 1:1 to wprawdzie nie powód do wstydu, ale radości i chwały również nie przysporzył. Przy tak grających Anglikach, Polacy powinni się pokusić o zwycięstwo różnicą dwóch, trzech bramek.

Mając na uwadze fakt, że emocjonalnie podchodzę do każdego oglądanego przeze mnie meczu, szczególnie gdy jest to mecz naszych "Orzełków", muszę stwierdzić, że zarobiłem dokładnie 212,60zł i to wybitnie zaciskając pasa.

W tym wypadku, podobnie
jak mój kolega, jestem milionerem. Człowiek ten od ponad dwudziestu lat regularnie nie gra w lotto. W tym czasie zaoszczędził więc sporą sumę, de facto został milionerem dlatego, że nie gra! Idąc za jego przykładem pragnę więc i ja być milionerem! Rezygnuję zatem z oglądania na własne oczy poczynań największych klubów w Lidze Mistrzów oraz meczów Reprezentacji Polski, której poziom podnosi się wprost nieproporcjonalnie do oczekiwań kibiców.
Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+


Znajdź nas na Google+



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.