Facebook Google+ Twitter

Polski bloger nie pyta "czy", ale "za ile"

Wszystko jest na sprzedaż, pytanie tylko za ile - to jedyna znana mi reguła obowiązująca w polskiej blogosferze. Blogerzy tracą szacunek, bo stali się żywymi billboardami reklamującymi ten czy inny produkt. Oczywiście mam na myśli przede wszystkim znanych twórców. Ale to właśnie oni wyznaczają standardy i są niedoścignionym wzorem dla 90 procent blogerów, którzy chcą zarabiać na swoich treściach.

Chowanie głowy w piasek?


 / Fot. Chris huh/CC 3.0,2.5,2.0W najnowszym miesięczniku "Press" (nr 6/2013) ukazał się artykuł pod tytułem "Polityka strusia". Jego autor, Mariusz Kowalczyk opisuje przypadki zastraszania dziennikarzy i blogerów przez osoby i firmy, które poczuły się urażone artykułem czy wpisem na blogu.

W tekście pada między innymi przykład biznesmena - Andrzeja Długosza, który pomstował na dziennikarza tygodnika "Newsweek". Chodziło o tekst Wojciecha Cieśli i Violetty Krasnowskiej-Salustowicz mówiący o tym, że przedsiębiorca miał interes w tym, by sponsorować film "Układ zamknięty" traktujący o nadużyciach władzy przez organy skarbowe. Sam Długosz jest jednym z oskarżonych w pobocznym procesie sprawy kościelnego wydawnictwa Stella Maris. Finał był taki, że dziennikarz się nie przestraszył i zapytał biznesmena ile filmów w życiu sponsorował.

Słynna sprawa z drogimi zegarkami i ministrem Nowakiem w rolach głównych również miała swój wątek w postaci prób zastraszenia dziennikarzy. Przysłowiowym kijem miało być żądanie przeprosin i zadośćuczynienia wynoszącego 30 mln złotych. W sprawie wypowiedziała się nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która wyraziła obawę, że roszczenia tego typu, formułowane przez urzędników państwowych, mogą wpłynąć na dostęp do informacji przez opinię publiczną.

Autor tekstu z "Pressa" jako stronę przeciwną, czyli taką która ulega presji firm żądających zadośćuczynienia, przywołuje blogerów. Sztandarowym przykładem jest Michał Olech z naTemat.pl, zamieszczający na Twitterze okładki wydań "Wprost", które jeszcze się nie ukazały. Autor nie miał hakerskich talentów, po prostu zauważył, że można je podejrzeć, gdy odpowiednio zmieni się link do strony. Prawnicy Platformy Mediowej Point Group zażądali wpłaty 25 tysięcy na konto Izby Wydawców Prasy i przeprosin. Olech poddał się, bo jak tłumaczył - z racji młodego wieku nie chciał wikłać się w procesy. W jego obronie stanął naczelny naTemat, Tomasz Machała, ale jak stwierdza "Press" ten również nie zachował się jednoznacznie nazywając Olecha blogerem i luźnym współpracownikiem. Słowo "bloger" w tym kontekście można interpretować, jako machnięcie ręki czy puszczenie oka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

To jest ta etyka marketingu Marto, o której napisałem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Małe uzupełnienie: dostrzegam w Pani blogu wyraźny dysonans między recenzjami książek, a recenzjami testowanych produktów. Jakby pisały je dwie różne osoby: jedna krytyczna, wymagająca i myśląca, a druga - zachwycona wszystkim bez wyjątku;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Weronika pisze:
"Dodatkowo śmiem twierdzić, że nie ma nic złego w polecaniu produktu, który wcześniej przysłała nam firma do testów. Bo jeśli produkt jest dobry, to chcę go polecić. Jeśli jest do bani to go krytykuję."
Hmm... Będę wobec tego wdzięczna za podanie linku do krytycznego wpisu na Pani blogu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mogę wyjść z podziwu dla tych, którzy z uporem próbują uzasadniać, że marketing może być etyczny. Pytanie: tylko dla kogo?

Bez tego pytania, formułowanie prawd ogólnych o etyce w marketingu, jest dosłownie takim samym wciskaniem kitu, jak działalność reklamowa. Ja wiem, że jest to niepoprawne politycznie, ale prawda jest bolesna i brutalna. Pod tym względem, praca w reklamie nie różni się od tej jaką wykonuje adwokat. Dotyczy to również wynagrodzeń za takie usługi.

Politycy także głoszą, że ich działanie jest skierowane ku powszechnemu dobru i ogólnej szczęśliwości całego społeczeństwa, ale ilu ludzi w to wierzy? W marketingu jak i w polityce wygrywają ci, którzy lepiej potrafią otumanić więcej ludzi w sposób, by nie wyglądało to na wierutne kłamstwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zadziwia mnie niezmiernie współpraca marek z ludźmi pokroju kominka. Koleś, który przyznał się, że ten cały artykuł o budyniu niczym redakcja faktu wymyślił sobie z dupy bo nie miał o czym pisać. On teraz mówi otwarcie o tym, a artykuł dalej wisi w internecie - noż kurde. O czym to świadczy? I to jest człowiek, z którym jakakolwiek marka chce mieć cokolwiek wspólnego? Bo że ludzie go czytają to patrząc na pudelka i wp się nie dziwie.

Niestety blogerzy są jak dziennikarze - są tacy jak autorzy genialnych tekstów z faktu i SE oraz tacy, którzy spędzą pół roku na dobrym dziennikarskim śledztwie. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że ludzie wolą czytać tych pierwszych, a Ci drudzy często ledwo żyją. Wystarczy wspomnieć, że CNN wywalił wszystkich dziennikarzy śledczych. Smutne czasy nastają.

Są też fajni i dobrzy blogerzy, tylko oni przeważnie używają bloga jako formy promocji siebie i swojej firmy, więc mają w dupie pisanie o jabłkowym pseudopiwie.

Wydaje mi się, że blogosfera podzieli się na kilka sposobów:
1. Blogerzy pokroju kominka piszący o wszystkim i o niczym, a głównie o tym za co im zapłacą - ludzie lubią czytać takich autorów, mają szeroką publike - oni się utrzymają sami, pewnie prowadząc kilka różnie ukierunkowanych serwisów.
2. Blogerzy marzący o tym żeby być tymi pierwszymi - ci nie będą nic zarabiać, będą pisać wieczorami po pracy i przeważnie po paru miesiącach dadzą sobie spokój.
3. Blogerzy fachowi - Ci albo zostaną na swoim i będą promować siebie i swoje firmy dalej, albo będą łączyć się w portale piszące na dany zakres wraz z kilkoma innymi blogerami takimi jak oni.

A dziennikarze? Myślę, że przebiedują swoje siedem chudych lat, aż w końcu ludzie nauczą się płacić za treści i te redakcje, które przetrwają będą żyły w dostatku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wypowiedź jednego z najlepszych blogerów, czyli Paweł Tkaczyk na Fejsie:

Paweł Tkaczyk
Po raz kolejny okazuje się, że z „dziennikarzami” z Press nie warto rozmawiać :) Pamiętam artykuł o „sprzedajnych dziwkach” z 2011 roku (o blogerach, którzy rozpoczęli komercyjne działania). Autorka nie zrozumiała ironii w komentarzach Opydo a artykuł był – moim zdaniem – pisany ewidentnie „pod tezę”. Teraz czytam kolejny pisany – IMO – „pod tezę”: o blogerach, którzy przestraszyli się procesów.

Odnoszę wrażenie, że „Press” (średni nakład w 2011 roku 7.288 egz, z czego nieco ponad 4 tys. w płatnej dystrybucji, spadek w porównaniu z poprzednim rokiem o ponad 20%, aż boję się zapytać o 2012 rok…) to taka oaza dla tradycyjnych dziennikarzy, w której mogą przeczytać, że z ich zawodem jest wszystko OK i nie ma się czym martwić ;) I nikt poza dziennikarzami tego nie czyta, więc trzeba pisać tak, jak piszą… ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mało tej "etyki" znasz widać. wszystkich do jednego gara ipo sprawie.
Bloger jak każdy człowiek chce zarabiać na swojej pracy, stad reklamy i inne propozycje.
Normalny rynek jak każdy inny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Rafale nie mam nic przeciw formie lokowania produktu. Oczywistym jest, że ma pan rację, podobnie, jak Weronika promując swój blog. Każdy ma rację. dzisiaj tzw. "racja" to kwestia (o)ceny. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Będę bronił Panie Marku być może mętnego hasła "program zawierał lokowanie produktu", bo to chyba ostatnia forma obrony widza przed reklamą, którą wciska się nawet w seriale familijne. To na pewno niedoskonałe narzędzie, ale lepsze to, niż strumień marketingu płynący nieograniczonym strumieniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ps. Weronika powinnaś dopisać: komentarze zawierały lokowanie produktu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.