Facebook Google+ Twitter

Polski emeryt nad Niagarą

Człowiek ma wiele wspomnień z przeszłosci, wynikających z pobytu w róznych ciekawych miejscach. Czasem mamy chęć podzielenia się przeżytymi wrażeniami z innymi. I to jest efekt takich chęci.

Jeden z największych wodospadów świata położony jest w środkowej części rzeki Niagara River łączącej jeziora Erie i Ontario, na pograniczu USA i Kanady.

O wielkości tego wodospadu nie decyduje jego wysokość, przyjmując takie kryterium Niagara Falls ze swoimi 48 metrami w części zachodniej oraz 51 w części wschodniej, jest w skali światowej wodospadem niewielkim. Dla porównania, najwyższy wodospad świata Salte del Angel na rzece Churlin w Wenezueli ma 1054 metry wysokości a najwyższy wodospad w USA, Yosemite na rzece Merced, ma 730 metrów.
O wielkości Niagary decyduje potężna ilość przepływającej wody, rozpiętość obu części wodospadu oraz wspaniała sceneria rzeźby i pokrycia terenu otaczająca ten prawdziwy cud przyrody.
Wodospad Niagara dzieli się na dwie części rozdzielone przez wyspę Goat Island (wyspa Kozia). Część wschodnia zwana Amerykańskim Wodospadem, ma postać falistej linii o długości 420 metrów przepuszcza na tej długości tylko dziesiątą część wody przepływającej przez wodospad. Zachodnia, kanadyjska część wodospadu, nosi nazwę
Horseshoe Falls (Wodospad Końskiej Podkowy) i nazwa oddaje tu kształt wodospadu, jest to potężne półkole o długosci 885 metrów, a przepływa tu przeważająca część wody należącej do rzeki Niagara River.
Obydwie części wodospadu są znacznie ciekawiej eksponowane od strony kanadyjskiej i mimo typowo amerykańskiego rozmachu w propagowaniu strony leżącej na terenie USA, to bezapelacyjnie przegrywa ona widokowo (moim zdaniem) z kanadyjską.
Wynika to z faktu, że terytorium Kanady zapewnia widzenie obu części wodospadu od czoła, co wywiera znacznie silniejsze wrażenie na obserwatora niż obserwacja z boku i od tyłu, która jest możliwa z terenu należącego do Stanów Zjednoczonych.
Niewątpliwie istotnym elementem dodatkowo uatrakcyjniającym kanadyjską stronę wodospadu są przepiękne kompozycje kwiatowe umiejętnie rozlokowane na skwerach wzdłuż całej promenady widokowej.

Moje pierwsze spotkanie z Niagarą w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku miało swój początek po stronie
kanadyjskiej, jechaliśmy z moimi yankeskimi kuzynami i jednocześnie sponsorami tej wycieczki niejako pod prąd rzeki Niagara River - bulwarem Niagara River Parkway. W pierwszej fazie bulwar oddzielała od rzeki strefa zieleni i praktycznie można było tylko słyszeć szum płynącej na dnie kanionu rzeki.
W pewnej chwili bulwar zbliżył się do krawędzi kanionu i ukazała się w całej okazałości cudowna Niagara River.
Rzeka płynęła tu we wspaniałej scenerii skalistego kanionu
wyżłobionego w skałach o różnej odporności na erozję, stąd niepowtarzalny efekt wizualny.
Już w odległości kilku
kilometrów od wodospadu słychać było jego szum, narastający w miarę zbliżania się, a w końcowej fazie przechodzący w potężny grzmot spadających tysięcy ton wody
rozbijającej się w pył u podnóża wodospadu. Ten pył wodny można było najbardziej odczuć na bulwarze widokowym w rejonie Wodospadu Końskiej Podkowy, gdzie bulwar maksymalnie zbliża się do krawędzi wodospadu.

Kilkadziesiąt sekund pobytu na skraju bulwaru zaowocowało całkowitym zmoczeniem mojej garderoby. Znacznie silniejsze efekty „kąpielowe” daje wycieczka statkiem podpływającym do podnóża wodospadu, tam już z obowiązku należy włożyć strój sztormowy, bo otoczenie to już nie jest
mgła wodna zawieszona w powietrzu a raczej niewielkie ilości powietrza w wodzie.
Wracając jeszcze do chwili najbliższego kontaktu z wodospadem na bulwarze, zaowocował on sytuacją, w której popadłem w kolizję z prawem ustanowionym przez Jej Królewską Wysokość. Maksymalne zbliżenie bariery bulwaru do krawędzi wodospadu wręcz prowokowało do zajrzenia w jego głębię i oczywiście wykonanie zdjęcia.
Aby maksymalnie zbliżyć się do „oka cyklonu” wszedłem częściowo na barierę oddzielającą promenadę od wodospadu i tu jak z pod ziemi pojawiła się sympatyczna przedstawicielka kanadyjskiego prawa, która już w mało sympatyczny sposób dała mi do zrozumienia, jak powinien zachowywać się w cywilizowanym kraju średnio inteligentny turysta. Był
tam jeszcze wątek nawiązujący do różnic ewolucyjnych między człowiekiem i małpą i tego co wypada a czego nie wypada czynić każdemu z tych ssaków.
Całe szczęście, że skończyło się na reprymendzie a nie na bardziej wymiernym wyegzekwowaniu prawa. Jak się później dowiedziałem, miejsce moich ekwilibrystycznych popisów było ulubionym
przez potencjalnych samobójców i stąd nadmierna „opiekuńczość” ze strony
policji kanadyjskiej.

Najwspanialsze wspomnienie widoku wodospadu wyniosłem obserwując Niagarę z
restauracji umieszczonej
w kanadyjskiej wieży widokowej The Skylon Tower, wznoszącej się na wysokość 240 metrów ponad poziom wodospadu.
Już sama podróż zewnętrzną windą na wysokość ponad sto metrów daje niezapomniane wrażenia, nie mówiąc o przepięknej panoramie obu części wodospadu widzianej z wnętrza restauracji. Widok taki skutecznie łagodził negatywne odczucia smakowe związane z konsumpcją krwawego funtowego steku z woła, który musiał
długo żyć na tym świecie zanim trafił na nasz stół. Niestety, warunkiem sine qua non, usprawiedliwiającym pobyt w restauracji było zamówienie czegokolwiek do jedzenia.
Trzeba też gwoli sprawiedliwości dodać, że cena takiego posiłku z wliczoną marżą „widokową” nie jest zachęcająca dla przeciętnego turysty. Myślę, że moi sponsorzy chętnie pominęliby tą atrakcję, ale tak dobrze się złożyło, że w rejonie bulwaru Niagara River Parkway jedyny parking, który dysponował wolnymi miejscami to był
właśnie ten, należący do restauracji w Skylon Tower.
Samochód, tak czy inaczej, na czas zwiedzania trzeba było zaparkować, a parkowanie na restauracyjnym parkingu obligowało do skorzystania z restauracji. Jedzenie
(typowa kuchnia amerykańska) nic nie warte, ale widoki niezapomniane.

Istotną konkurencję dla widokowych walorów wodospadu stanowi morze kwiatów ozdabiających jego kanadyjską część.
Praktycznie całe pogranicze rzeki i wodospadu to ciąg parków, skwerów i innych ukwieconych atrakcji.
Jedną z ciekawostek turystycznych parku Niagara Falls Queen Victoria Park leżącego w bezpośrednim sąsiedztwie wodospadu jest wspaniały (i działający) zegar kwiatowy o dwunastometrowej tarczy uformowanej jako kompozycja z ponad 20 tysięcy kwiatów.
Z ciekawostek może nieco oddalonych od wodospadu ale też zapierających dech w nieco słabszej piersi, była
przeprawa przez Niagara River wiszącą kolejką linową
w rejonie Whirlpool Rapids.
Kolejka to niewielki wiszący na linie stalowej wagonik poruszający się na wysokości ok. 50 metrów nad poziomem rwącej w kamienistym kanionie rzeki. Miałem nieodparte wrażenie, że lina jest stanowczo za cienka a wagonik przebywa zbyt długo nad przepastnym kanionem.

Po zwiedzeniu wodospadu po stronie kanadyjskiej przeprawiliśmy
się mostem Rainbow Bridge na „yankeską” stronę i oglądaliśmy Niagarę jeszcze raz, tylko niejako od odwrotnej strony. I, jak już sugerowałem na początku, wrażenie, mimo usilnych starań gospodarzy, było jakby nieco gorsze (być może jest to tylko moje subiektywne odczucie).
Widok wodospadu od tyłu i z profilu nie wywołuje tak silnych wrażeń jak od frontowej strony kanadyjskiej. Ale i tu było wiele ciekawych atrakcji, między innymi: możliwość obserwacji profilu
wodospadu z tarasów widokowych usytuowanych poniżej jego krawędzi, czy też tunel prowadzący do wnętrza wodospadu i pozwalający obserwować go od środka.

Po zakończeniu tego pełnego niezapomnianych wrażeń dnia miałem tylko jedno pragnienie - aby tu jeszcze kiedyś wrócić. Udało się mi to zrealizować dopiero po pięciu latach, niestety miałem możliwość być tylko po stronie wodospadu należącej do USA (problem z wizą kanadyjską), mimo to, była to następna przepiękna przygoda, kolejne niezapomniane wrażenia, i następne niezłomne postanowienie złożenia ponownej wizyty w tym wspaniałym zakątku świata. Postanowienie raczej już nierealne bo sponsorzy w tak zwanym międzyczasie wymarli a nikt chyba nie uwierzy w to, że polski emeryt starego portfela jest w stanie sam sobie zafundować taką eskapadę.
Po przeżyciu takiej przygody narzuca się nieodparcie jeden wniosek- być w Ameryce Północnej i nie widzieć Niagary -
to tak, jak być w Rzymie i nie widzieć Papieża.

Inne i chyba nie mniej ważne spostrzeżenie – to, jak
Amerykanie potrafią przekuwać piękno własnej przyrody na pieniądze.
Ten jeden obiekt przyrodniczy jest maksymalnie nastawiony na zdobycie i zatrzymanie u siebie
potencjalnego turysty.
Oprócz normalnej infrastruktury turystycznej w postaci sieci parkingów, restauracji, hoteli i placówek handlowych posiada cały szereg dodatkowych atrakcji, takich jak: wieże i tarasy widokowe, kolejki wiszące, wyprawy statkiem do podnóża wodospadu, loty nad wodospadem samolotem lub śmigłowcem, możliwości zwiedzania wodospadu od jego wewnętrznej strony, niezapomniane efekty wizualne, jakie wyzwala podświetlony nocą wodospad nie wspominając już o przepięknej promenadzie wzdłuż całej Niagary.
Za korzystanie z tych wszystkich atrakcji wpływa potężny „wodospad” pieniędzy, których część jest niejako zwracana przyrodzie, inwestowana w utrzymanie walorów przyrodniczych tego regionu.
I tego moglibyśmy się uczyć od naszych młodszych kulturowo braci Amerykanów...




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.