Facebook Google+ Twitter

Polski europoseł wzywa do ataku na Iran?

Konrad Szymański, dolnośląski poseł PiS do Parlamentu Europejskiego powiedział, że Unia powinna utrzymać "jak najsilniejszą presję na Iran, nie wykluczając rozwiązania militarnego". Słowa te padły podczas plenarnej debaty w Brukseli. Skąd militarne zapędy posła?

Tak przebiegła akcja izraelskich samolotów podczas ataku na iracki reaktor Osirak (Tammuz) pod Bagdadem w 1981 roku... / Fot. Erwin P. GNU Free Documentation License http://en.wikipedia.org/wiki/Image:OsirakLocation.gifSzymański uważa, że irański program wzbogacania uranu może służyć celom wojskowym. Ambasada Iranu w Polsce zaprzecza i stwierdza, że słowa posła "nie są konstruktywne i pomocne w rozwiązaniu problemu".

Debata na temat polityki Unii wobec Iranu była częścią pierwszej w tym roku, dwudniowej, plenarnej sesji parlamentu. 30 stycznia podczas przedstawiania stanowisk grup politycznych, poseł Szymański poszedł najdalej. Zabierając głos, jako przedstawiciel Grupy UEN (Unia na rzecz Europy Narodów) stwierdził: "Najważniejszą i najbardziej pilną sprawą w stosunkach z Iranem jest uzyskanie gwarancji, że to państwo nie stanie się posiadaczem broni atomowej. Mimo różnych sygnałów, w tym raportu National Intelligence Estimate, nie możemy być dziś pewni, że taka broń nie zostanie w Iranie opracowana. Przekonanie, że wzbogacanie uranu w Iranie służy od 2003 roku celom cywilnym jest naiwne. Od tego czasu reformistycznie nastawiony prezydent Khatami został zastąpiony przez przedstawiciela dużo bardziej agresywnej linii politycznej.




- Musimy też pamiętać, że każdy program jądrowy był w fazie wstępnej ukrywany za parawanem projektów cywilnych - mówił poseł Szymański. - Tak było i w Rosji, i w Indiach, w Chinach, czy Izraelu. Jest wysoce prawdopodobne, że dzisiejszy program cywilny jest tylko etapem na drodze do ostatecznego wzbogacania uranu do celów militarnych. Unia Europejska z tych właśnie powodów powinna utrzymać jak najsilniejszą presję na Iran, nie wykluczając rozwiązania militarnego.

Jak wynika z zapisów udostępnionych nam przez służby prasowe Parlamentu Europejskiego, inni posłowie oficjalnie nie wspomnieli o podobnych krokach. Europosłowie z Belgii, Holandii, Niemiec, Czech doradzali raczej poszukiwanie dróg do dialogu, co najwyżej izolowanie Iranu na arenie międzynarodowej. Tobias Pfluger z Niemiec, zalecając kontynuowanie negocjacji, podkreślił wręcz, że nie należy uciekać się "do żadnych gróźb".

Co na to irańscy dyplomaci?

– Iran nigdy nie planował budowy bomby atomowej. Według orzeczenia religijnego (fatwy) najwyższego przywódcy Islamskiej Republiki Iranu, wydanej w oparciu o islamskie prawo szariatu, korzystanie z broni atomowej jest zabronione, toteż w doktrynie obronnej Iranu nie ma miejsca na broń jądrową - zapewnia Wiadomości24.pl ambasada Islamskiej Republiki Iranu w Polsce. - Irańskie urządzenia służące do wzbogacania uranu są w stanie wzbogacić go zaledwie do poziomu maksymalnie 5 proc. aby stosować uran jako paliwo w elektrowni, natomiast do skonstruowania broni atomowej niezbędny jest uran wzbogacony do poziomu min. 95 proc. Wszystkie instalacje atomowe w Iranie znajdowały się pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i współpraca Iranu z tą Agencją będzie kontynuowana - dodaje ambasada w przesłanym redakcji Wiadomości24.pl stanowisku.

Co Irańczycy sądzą o wypowiedzi Szymańskiego? - Wypowiedź polskiego eurodeputowanego w tej kwestii nie będzie miała wpływu na dobre i przyjazne stosunki między Polską a Iranem - dodaje ambasada. - W każdym razie nie uznajemy tej wypowiedzi za wypowiedź konstruktywną i pomocną w rozwiązaniu problemu. Jesteśmy gotowi przedstawić różne aspekty programu atomowego Iranu i udzielić odpowiedzi na wszelkie pytania związane z tym tematem.

Prywatna opinia posła?


Fragment strony posła Konrada Szymańskiego. / Fot. http://www.konradszymanski.pl/multimedia_nowe.phpPoprosiliśmy posła Szymańskiego o wypowiedź na temat jego wystąpienia. (Wywiad autoryzowany)

Komu może zagrozić Iran?
- Potencjalnie Iran może wykorzystać broń atomową wobec krajów regionu. Przede wszystkim wobec Iraku i Izraela.

Czy takie same kroki powinno się zastosować wobec innych krajów regionu, dysponujących bronią atomową? Myślę o Pakistanie, Indiach, Izraelu...
- Nie. To dotyczy Iranu. Społeczność międzynarodowa oczekuje od krajów, które mają problemy z wiarygodnością, by nie rozwijały programów jądrowych o przeznaczeniu militarnym. Jeśli Iran będzie parł w tym kierunku, nie można wykluczyć opcji militarnej. Europa jej oczywiście nie podejmie, ale w przypadku Stanów Zjednoczonych i Izraela takiej opcji wykluczyć nie można. I nie można być zaskoczonym, że tak się to może skończyć.

Mówimy o wojnie, tak?
- Niekoniecznie. Iran ma ograniczone możliwości prowadzenia wojny z kimkolwiek. Mówimy o interwencji, chociażby takiej, jaka miała miejsce w Syrii parę miesięcy temu (we wrześniu 2007 roku izraelskie samoloty zbombardowały domniemany ośrodek badań nad bronią jądrową w północnej Syrii - przyp. red.)

Ewentualny konflikt, jak pan wspomniał, dotyczyć może Bliskiego Wschodu. Czy to więc nasza wojna? Nasza sprawa?
- Nie mówimy o żadnej wojnie. Mówimy jedynie o oczekiwaniu społeczności międzynarodowej, by Iran nie prowadził działań w kierunku programu jądrowego. I o tym, by w żaden sposób nie naruszał status quo w regionie. Jest to sprawa całej społeczności międzynarodowej, w tym i Polski.

Czy to jest sprawa Unii Europejskiej?
- Oczywiście, że tak. Tak długo jak Unia Europejska chce odgrywać podmiotową rolę w relacjach międzynarodowych, musi zajmować się takimi sprawami. Społeczność międzynarodowa, jednogłośnie, oczekuje tych dwóch rzeczy.

Niedawno Saeed Jalili, negocjator Iranu do spraw nuklearnych zapewniał w Parlamencie Europejskim, że nie jest intencją Iranu wykorzystanie technologii atomowej w celach wojskowych. Czy uważa pan jego słowa za niewiarygodne?
- Irański negocjator nie zrobił dobrego wrażenia w komisji do spraw zagranicznych. Takie było powszechne odczucie Parlamentu. Było to widoczne także w debacie.

Na ile to, co pan powiedział, jest stanowiskiem pana ugrupowania?
- To są moje osobiste przekonania. Nie jest to stanowisko oficjalne Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast moje wystąpienie było wygłoszone w imieniu grupy UEN (Grupa Unii na rzecz Europy Narodów) w Parlamencie Europejskim.

Reprezentuje pan jednak zarówno swoich wyborców, jak i partię. W pewnym sensie także rząd i nasz kraj. Zatem nawoływanie do rozwiązań militarnych...
- Mandat parlamentarny nie ma żadnego związku z reprezentowaniem żadnego rządu. To wynika z podziału władz. Wypowiadam się na własny rachunek. To istota wolnego, czyli niezwiązanego instrukcjami mandatu. Zasada ta obowiązuje w każdym parlamencie w Europie, także tu.

A gdyby miał pan głosować nad ewentualnymi rozwiązaniami militarnymi...
- W zależności od okoliczności podjąłbym decyzję wobec konkretnego przypadku. Nie można takich rozważań prowadzić teoretycznie, w ciemno.

Zatem stanowisko pana nie jest w żaden sposób uzgadniane bądź konsultowane z żadnym organem władzy państwowej w Polsce?
- No wie pan... To wynika z samej istoty wolnego mandatu parlamentarnego. Posłowie mówią we własnym imieniu, przede wszystkim.

Nie uważa pan jednak, że mówienie, iż Unia nie powinna wykluczać rozwiązań militarnych to głos daleko idący?
- To jest stwierdzenie oczywistej okoliczności, o której wie cały świat. Jeżeli negocjacje z Iranem skończą się źle, to ryzyko opcji militarnej jest bardzo duże. Nie chodzi mi o zaangażowanie Unii w taką operację. Chodzi mi jedynie o świadomość Unii w tym względzie.

To ryzyko jest także ryzykiem dla nas; nie tylko dla Iranu.
- Dlaczego dla nas? O kim pan mówi?

Na przykład o sobie, jako obywatelu Polski. O tym, że Polska ucierpieć może bezpośrednio lub pośrednio, w wypadku zaangażowania naszych żołnierzy w konflikt militarny.
- Nie sądzę, by Polska, jako kraj Unii Europejskiej, zdecydowała się na udział w takiej operacji. I szczerze mówiąc, odradzałbym to.

Czy zetknął się już pan z reakcjami na swe wystąpienie?
- Nie.

Zdaje się jednak, że nikt nie sformułował tego w sposób tak jasny, jak pan.
- Jeżeli prześledzi się debatę na temat Iranu, jaka toczy się na świecie, to pogląd, że należy brać pod uwagę i że nie można wykluczyć, iż obecna sytuacja doprowadzi do rozwiązania militarnego, jest powszechny. Czym
innym jest stosunek do tego. Kwestia, czy to dobrze, czy źle. Ale tego nie dotyczyła ta debata.

Odbieram jednak pana słowa jako ewidentne nawoływanie do konfliktu...
- Jedynym źródłem konfliktu może być tu Iran. Taka interpretacja jest bardzo stronnicza. Wystąpienie było dobrze wyważone. Nie nawoływało do żadnego konfliktu. Nawoływało jedynie do tego, by brać pod uwagę
taką opcję jako konsekwencję porażki rozmów z Iranem w sprawie energii nuklearnej. Nic więcej.

Irański serial atomowy


Tysiące Irańczyków wzięło udział w uroczystych obchodach 29 rocznicy rewolucji islamskiej z 1979 roku / Fot. PAP/EPAABEDIN TAHERKENAREHO irańskim programie badań jądrowych głośno jest co najmniej od 15 lat. Przynajmniej od czterech, co kilka tygodni, z różnych stron świata nadchodzą doniesienia, na przemian potwierdzające i dementujące postępy w rozmowach z Teheranem na temat najbardziej kontrowersyjny - wzbogacania uranu. W 2005 r., Rosjanie, którzy dostarczyli Iranowi ok. 80 ton paliwa do zbudowanej przez siebie (a dokładnie, przez firmę Atomstrojeksport) elektrowni atomowej w Buszer, zaproponowali, że rudę dla Iranu nadal będą wzbogacali na swym terytorium. Z taką samą propozycją - stworzenia konsorcjum, które wzbogacałoby uran i dzieliło bezpieczny (bo niezdatny przy konstruowaniu bomb) surowiec między elektrownie Bliskiego Wschodu - wystąpiła Arabia Saudyjska. Oba pomysły jednak upadły. Iran wzbogaca uran u siebie a obecnie kraj ten przystąpił do budowy drugiej elektrowni atomowej. Do inwazji Amerykanów na Iran miało dojść - jeśli wierzyć publicyście "New Yorkera" - już w 2005 r. Potem informacje takie spowszedniały. Różniły się tylko zakresem potencjalnego zaangażowania militarnego USA.

Iran ma już rakietę kosmiczną

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Artykuł świetny....a jeżeli chodzi o sprawę Iranu...hmmm po co ładować kij w mrowisko

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tego co pamiętam, amerykańska interwencja w Iraku w 2003 r. też nie miała wywoływać wojny. O co tak naprawdę chodziło i jak się skończyło - wiemy wszyscy. Doradzałbym więc posłowi Szymańskiemu odrobinę powściągliwości w słowach.

(+) świetny, obszerny materiał

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ograniczajmy się ! Może pojutrze idźmy na wojnę z Korę Płn. O ile będzie jakieś pojutrze...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to błysnął p. Szymański !

Kolejny po pośle Pęku i M. Giertychu pisowski intelektualista i miłujący pokój katolik.

Zbliżąją się wybory do PE; czy będziemy rozsądniejsi?

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.