Facebook Google+ Twitter

Polskie festiwale. Odgrzewane kawałki i misjonarstwo?

Jako czynny zawodowo muzyk miałem w tym roku możliwość zaznajomienia się z festiwalową ofertą rozmaitych rodzimych agencji koncertowych. Wnioski z tych doświadczeń są dość optymistyczne, choć oczywiście nadal jest na co ponarzekać.

fot. Maciej Nowaczyk, Głos Wielkopolski W te wakacje każdy fan muzyki może znaleźć coś dla siebie. To duży plus, ponieważ do tej pory ta bardziej wymagająca część odbiorców, aby poobcować z wykonawcami liczącymi się w świecie, musiała wyjeżdżać na zagraniczne imprezy - Roskilde, Glastonbury, Redding, Sziget.

Rozrywka na światowym poziomie

Teraz, głównie za sprawą festiwalu Heineken Open'er, mogliśmy wreszcie nasycić się dobrą, popkulturową rozrywką na najwyższym światowym poziomie. Dobre jest również to, że oprócz największych światowych gwiazd, można było posłuchać rodzimych wykonawców, którzy z pewnością pozbyli się zbędnych kompleksów.

Na Open'erze można było poczuć ducha autentycznej popkulturowej rywalizacji, dialogu – na każdym kroku widać było, że przyjachali tam ludzie świadomi tego, co chcą usłyszeć, świadomi swoich gustów oraz języka, jakim mówi dzisiejsza popkultura. Nie bylo tam tej mentalnej zaściankowości, która towarzyszy większości krajowych imprez. Obyło się bez górnolotnych haseł typu "miłość", "przyjaźń", "muzyka", "Polska", "patriotyzm", "Bóg" – liczyła się muzyka i tylko ona.

Odgrzewane kawałki

Parę dni po Open'erze pojechałem na festiwal do Węgorzewa. Muszę powiedzieć, że taka szybka zmiana klimatu nie robi dobrze. Nie wiem, jaka wzniosła idea przyświecała organizatorom tego festiwalu (być może żadna), lecz efekt porażał ubóstwem. Nie da się ukryć – polscy wykonawcy utknęli gdzieś w zamierzchłej przeszłości i próbują wskrzeszać truchła przebrzmiałych stylów. Ta uwaga dotyczy nie tylko zespołów konkursowych, lecz także "gwiazd". Koncert takich np. Róż Europy to była istna tortura dla uszu: przearanżowane przeboje sprzed lat, odśpiewane z towarzyszeniem chóru przepitych gardeł, zabrzmiały zawstydzająco groteskowo.

Nirvanowo-doorsowo-dżemowi fani

Inna sprawa to publiczność. Wykształcił się w naszym kraju pewien koncertowy kanon, również i w tym względzie. Jeśli robi się jakiś festiwal, to głównie z nastawieniem na nastoletnich zagubionych fanów nirvanowo-doorsowo-dżemowych. Wygląda to tak, jakby komuś zależało na kształtowaniu tego typu widza, ponieważ większość polskich festiwali "hoduje" sobie taki, a nie inny target . W tym miejscu nie sposób nie odnieść się do zakończonego właśnie "Przystanku Woodstock".

Muzyka, która nawraca

Powiem otwarcie – nienawidzę misjonarstwa w każdej postaci. Nie mogę znieść pouczania, indoktrynacji, nachalnego "uwrażliwiania" i nawracania. Tym bardziej na tak masową skalę i za pomocą muzyki (ponoć najbardziej nieskrępowanej ze sztuk). Rozumiem, że na świecie jest mnóstwo pogubionej młodzieży, jednak uważam że prowadzenie za rękę do niczego dobrego nie zaprowadzi. Nie da się w ludziach wykształcić zdrowego, krytycznego podejścia do świata, pokazując im palcem, w co mają wierzyć. Niestety, świta pana Jerzego Owsiaka to rewers tej samej monety, na której awersie wybito symbole Radia Maryja. W obu środowiskach panuje atmosfera oblężonej twierdzy, obie strony tak samo reagują na krytykę. Owsiak na wszelkie nieprzychylne opinie reaguje podobnie, jak Miłościwie Nam Panujący Prezydent na ataki "Tageszeitung". W obu przypadkach zacietrzewienie bierze górę nad zdrowym rozsądkiem.

Jerzy Owsiak chce być guru. Skupione wokół niego środowiska chcą pouczać, nawracać. Najczęściej czynią to z bardzo szlachetnych pobudek. Jednak podpisanie kilku petycji (nawet w jak najlepszej sprawie) nie spowoduje, że zaczniemy myśleć. Owsiak uczy pomagać (chwała mu za to), lecz nie uczy zdrowego, krytycznego podejścia do świata. Podobnie rzecz się ma z artystami, jacy dopuszczani są do jego imprezy. Nie da się ukryć, że Owsiak stworzył coś na kształt rozległej, "rozwodnionej sekty". W tym zaklętym kręgu wszyscy bezrefleksyjnie się wielbią i wspierają. O coś innego – wydaje się – chodziło w rock and rollu.

Miejmy nadzieję, że ta sytuacja ulegnie wreszcie zmianie. Na szczęście na horyzoncie pojawiają się nowe imprezy (Open'er, Off Festival, Summer of Music) – miejsca, gdzie królować może muzyka i tylko ona. Myśleć uczmy się sami, na własny rachunek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

dziecko specjalnej troski
  • dziecko specjalnej troski
  • 07.09.2006 12:32

@mlik: zobaczymy kogo będą pamiętać za 100 lat, masowych doorsow czy niezaleznych modest mouse? poza tym, co to za kryterium?, spiewanie przy ognisku? masz cos do ognisk? wygladasz na snoba, powiem ci, ze w pewnych kregach niektorzy snobuja sie na ogniska... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
rz.
  • rz.
  • 17.08.2006 20:39

dobry ;>

Komentarz został ukrytyrozwiń
mlk
  • mlk
  • 17.08.2006 20:38

panie i panowie, przed wami rzew, jedyny człowiek (jakiego znam ;P) który umie grać wild packs of family dogs przy ognisku ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
rz.
  • rz.
  • 17.08.2006 20:37

@mlk: a te chwyty do 'wild pack...' to C, A i G ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
mlk
  • mlk
  • 17.08.2006 20:33

@ seventh seal: może i nie wypada kierować się stereotypami, ale nie trzeba nosić grubych szkieł, żeby dostrzec, że (paradoksalnie) taki właśnie stereotyp kreują właśnie ci sami zagubieni fani doorsów i dżemu. poza alternatywnego (we własnym mniemaniu) odszczepieńca napędza tylko machinę i koło się zamyka. zresztą, chwyty do 'whisky' wszyscy znają i przy ognisku można pośpiewać, ale już grać 'wild packs of family dogs' modest mouse już nie bardzo..

Komentarz został ukrytyrozwiń
rz.
  • rz.
  • 17.08.2006 20:27

Polskie ucho i tak jeszcze nie dorasta do pewnych standardów światowych, ale lepszy Opener niż nic...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Boo
  • Boo
  • 09.08.2006 23:53

zgadzam sie. popieram. pozdrawiam.

p.s. no kurcze czego oczekiwac od woodstock skoro jest darmowy? wszak trza zadowolic masowe gusta (ktorym wlasciwie wszystko jedno hm) i to przy minimalnym wkladzie finansowym, pieniazki same w lapki nie wskocza...:> A potem znowu zbiorka niczym na tace u ksiedza dyrektora, tylko ze "przeciez to dla dzieci, na respiratory..." ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
siodma pieczec
  • siodma pieczec
  • 09.08.2006 22:34

a pan autor ma cos do doorsow? panu to akurat stereotypami sie kierowac nie wypada, prosze pana... :/
p.s. john foxx wcale nie jest taki dobry :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

W wielu punktach masz rację. Choć aby myśleć samemu, potrzeba czasem, by ktoś zaproponował nam możliwe kierunki. A polscy wykonawcy czasami faktycznie prezentują dziwne podejście do tego, co robią. Zna ktoś takie zespoły jak Satellite, Riverside, Quidam, Lizard? Polecam. Pewnie Comę ktoś zna, ale to już nieco innego. Niemniej też warte poznania. Akurat fanem zespołu nie jestem, ale tekst ciekawy :). A strona zespołu totalnie nieczytelna ;). Nazwijmy to offstreamem :D.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.08.2006 22:53

Czesc Kuba, na czym grasz?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.