Facebook Google+ Twitter

Polskie Hollywood pachnące bigosem

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-07-09 12:20

Z reżyserów najbardziej bezpośredni i otwarty w kontaktach z dziennikarzami jest Jerzy Hoffman. Taki „brat - łata”. Z aktorów Krzysztof Kowalewski. Niektórzy jednak traktują żurnalistów jak morowe powietrze.


Cześć, co słychać w szanownej gazecie? – witał się na planach filmów „Ogniem i mieczem” i „Stara Baśń” Jerzy Hoffman. Chociaż zapewne nie pamiętał ani mojego imienia, ani nazwy gazety.
Tak dobrej reklamy, jaką miał Hoffman w gazetach i w innych mediach, nie miał żaden reżyser. Nie było to tylko zasługą kunsztu reżyserskiego Hoffmana, ale także podejścia do promocji i traktowania dziennikarzy. Hoffman co raz to zwoływał spotkania z aktorami, uczestniczyliśmy w kolejnych etapach produkcji „Ogniem i mieczem”, zobowiązał aktorów do udzielania wywiadów nawet dziennikarzom z gazetek gminnych. Mało tego, niemal każde spotkanie na planie kończyło się biesiadą z pieczeniem barana oraz degustowaniem wina i piwa. A wtedy gadało się na luzie, maski spadały nawet z tych, którym się czasami mylą strony świata i myślą, że zajęcza łączka pod Warszawą to już Hollywood.

Hoffman stukał się z dziennikarzami

Jego otwartość na media spróbował naśladować Andrzej Wajda przy realizacji „Pana Tadeusza”. Też były pikniki z pełnym wyszynkiem i spotkania z aktorami, ale to już nie było to, co u Hoffmana. O ile Hoffman potrafi zakpić z siebie, z aktorów, czy nawet z dziennikarzy, Wajda był niezwykle powściągliwy i rzeczowy. Podobnie jak Jerzy Kawalerowicz, który wprawdzie zaprosił nas na plan „Quo Vadis”, ale nie miał zbyt wiele czasu, żeby pogadać. Hoffman potrafił się „stuknąć” kieliszkiem z każdym z zaproszonych wyrobników pióra, Wajda i Kawalerowicz już nie. Hoffman potrafi godzinami opowiadać ze swadą gawędziarza - kumpla o sobie, o Ukrainie, którą uwielbia, inni reżyserzy trzymają sztywno dystans. Dotyczy to także Michała Bajona („Przedwiośnie”).

Z aktorów takim ”bratem - łatą”, jak Hoffman, jest Krzysztof Kowalewski, który chętnie pozuje do zdjęć
- Hej, nie rób mi zdjęć, gdy jem! – sprzeciwiła się Ewa Wiśniewski, która na pikniku towarzyszącym zdjęciom do „Ogniem i mieczem”, obgryzała ze smakiem baranią kość. Gdy mimo to pstryknąłem zdjęcie, roześmiała się. – A co mi tam, niech ludzie widzą, że lubię barany – zażartowała. Wiśniewska, ówczesna żona Kowalewskiego, też jest niezwykle nam przyjazna, nie gra wielkiej damy. Jest sobą. Podobnie Joanna Brodzik.

Za kapcie do sądu

– Nie rób zdjęć, gdy palę papierosa – złościła się Brodzik na planie „Ogniem i mieczem”. – Jak już zrobiłeś, to mi je chociaż przyślij – prosiła potem. U Hoffmana grała ukraińską pannę młodą, jej partnerem był wnuk Tadeusza Janczara, Krzysztof. Zdjęcia z papierosem dałem aktorce na planie serialu „Magda M.”
Wielką odmianę w stosunkach z dziennikarzami zauważyłem u Bogusława Lindy. Kilka lat temu wytoczył proces fotoreporterowi, który sfotografował go na progu jego domu w kapciach. Był niechętny mediom, czego często dawał wyraz. Zmienił się, gdy sam został reżyserem. Na planie filmu „Sezon na leszcza”, kręconego w Grudziądzu, nie tylko ugościł nas obiadem i piwem, ale także był do naszej dyspozycji i... nawet odpowiadał na najgłupsze pytania. Na koniec, barek autobusu, którym dziennikarze wracali do Warszawy, tak zaopatrzył, że niektórzy w stolicy nie chcieli wcale wysiadać. Chętnie też żartował i pozował reporterom na planie „Quo Vadis”, gdzie grał rolę Petroniusza.
- Nie jestem Zbigniew tylko Wojtek – obruszył się Wojtek Malajkat, gdy pomyliłem jego imię. – A jaka to różnica? – roześmiał się Zbigniew Zamachowski, który był świadkiem mojej wpadki. Było to podczas nagrywania „Bezludnej Wyspy” z udziałem aktorów z „Ogniem i mieczem”. Później, na uroczystej premierze filmu, rozpoznał mnie i podszedł z wyciągniętą ręką.

Grała przed pryszczami

- Proszę pani, nawet ja nie oglądałem wszystkich swoich filmów, a co dopiero pani! – roześmiał się Daniel Olbrychski, gdy dziennikarka z Wybrzeża poprosiła aktora o wspólne zdjęcie, podkreślając, że Olbrychski jest jej ulubionym aktorem i zna wszystkie filmy, w których grał. Na wspólne zdjęcie oczywiście się zgodził. Na pikniku związanym z promocją „Pana Tadeusza”, Olbrychski chętnie popijał czerwone wino z beczki i zajadał się wiejską szynką. – Bez krępacji, mości panowie, bez krępacji – zachęcał towarzystwo do wspólnej biesiady.
Z aktorek miło wspomina się Izabelę Scorupco, która chętnie udzielała wywiadów nawet na tematy bardzo osobiste. Z kolei Grażyna Szapołowska potrafi złośliwością odpowiedzieć na złośliwość. Gdy warszawski dziennikarz spytał ją, jak jej się grało w „Panu Tadeuszu” z dużo młodszym partnerem (Michałem Żebrowskim), odpowiedziała: panu jeszcze pryszcze na twarz nie wyszły, a ja już grałam w filmie.
Najbardziej zarozumiałym wydawał się Michał Żebrowski, nieczuły na wdzięki nawet pięknych żurnalistek. Na każde pytanie odpowiadał zdawkowo, niechętnie. Dawał do zrozumienia, że cierpi jak Piekarski na mękach w naszym towarzystwie.
Podobnie zachowuje się Paweł Deląg, z tą różnicą, że jest bardziej czuły na damskie wdzięki.
Na uwielbienie, nie tylko widzów, ale również dziennikarskiej braci bez względu na płeć, zasłużył sobie na pewno Rosjanin Aleksander Domagarow, odtwórca roli Bohuna. Wprost nie mógł się nadziwić ogromnemu zainteresowaniu jego osobą. – To wynika z popularności Hoffmana i jego produkcji – mówił skromnie.
Niezmiernie wymagającym rozmówcą jest natomiast Jerzy Trela, który banalne pytania wręcz lekceważy, na konkretne odpowiada zaś rzeczowo i długo. Takich rozmówców życzą sobie czytelnicy, ale czy dziennikarze?

Spalili Forum Romanum

- Zostawcie chłopaka, przecież to jego pierwsza poważna rola, a wy pytacie go o głupoty – strofował dziennikarzy Damian Damięcki, ojciec Mateusza, którego dziennikarze molestowali pytaniami o jego sympatie i plany małżeńskie. Mateusz zagrał w „Przedwiośniu” Cezarego Barykę. Mimo dobrze obsadzonych ról, film okazał się kasową plajtą.
Wspaniałym rozmówcą jest Andrzej Grabowski, rozsławiony rolą Ferdka w „Świecie według Kiepskich”. Wprawdzie lubi do tej roli dorabiać „ideologię” i podkreślać kultowość filmu, ale bardzo chętnie opowiada w mediach nawet o osobistych sprawach. Podobnie zresztą „Boczek”, czyli Dariusz Gnatowski oraz Marian Kotys grający Paździocha. Lecz Bartosz Żukowski, odtwórca roli Waldusia, niezbyt lubi dziennikarzy, a ci z nawiązką mu się odwzajemniają. „Walduś” stanowczo nie ma dobrej prasy, lecz każdy ma to, na co sobie zasłużył...

WŁADYSŁAW BOROWIEC
D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.