Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33595 miejsce

Polskie kobiety z odzysku

Dzięki mojej pracy mam dość intensywny kontakt z polskimi emigrantkami we Włoszech. Długie rozmowy budzą we mnie pewną smutną refleksję. – Któregoś dnia, kiedy powrócimy do Polski będziemy "kobietami z odzysku" – zdają się sądzić moje rozmówczynie.

Alina, jak tysiące innych polskich kobiet, naście lat temu spakowała się i wyjechała do Włoch do pracy w poszukiwaniu "lepszego jutra". Dzisiaj ma piękne mieszkanie w Szczecinie, pracę i niedługo założy rodzinę. Cieszy się tym co ma. Jednak nikt nie wie, że są to radości "okazowe". Nikt nie wie, jaką cenę zapłaciła, by osiągnąć swoje upragnione cele. Prawda jest inna. Oto historia Aliny.

Rzym. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Roma_(2005).jpg Wikimedia Commons, Public Domain. / Fot. MeRok 1994. Alina jest młodą 25-letnią kobietą. Ukończyła studia i szuka pracy. Dorabia sporadycznie pracując w weekendy jako kelnerka w lokalach. Żyje jeszcze z rodzicami, ale marzy o swojej małej, przytulnej kawalerce. Odkłada każdy grosz, by któregoś dnia móc postawić pierwszy mebel w swoich wymarzonych czterech kątach.

Nie żyje w stałym związku, jej historie miłosne są jedynie przelotne. Nie śpieszy się jej do założenia rodziny. Koncentruje się na karierze. Ma szeroki krąg przyjaciół i cieszy się życiem.

Jesteśmy na początku lat dziewięćdziesiątych. Polska od niedawna stała się krajem kapitalistycznym. Panuje ogólne zamieszanie, ale widać, że zachodzą zmiany. Wielu Polaków wyjeżdża za granicę do pracy. Ona również dostaje taką propozycję. Praca we Włoszech jako opiekunka do dzieci jest kusząca. Długo się nie zastanawia. Wszystkie swoje oszczędności wydaje na zakup biletu. Dwa dni przed wyjazdem dostaje ofertę pracy w szkole. Odrzuca ją.

Wyjazd

Pakuje się pełna entuzjazmu. Snuje tysiące planów. Już czuje się inną osobą – z innym, nowym i lepszym życiem. Żegna się z bliskimi będąc myślami już "tam". Nowy świat czeka na nią! Euforia związana z wyjazdem, przyćmiewa nawet wizję czekających poświęceń i wyrzeczeń. Nie przeraża ją też myśl, że będzie traktowana z niewidoczną pogardą, wykorzystywana zawodowo, że minie mnóstwo czasu zanim odnajdzie się w nowej rzeczywistości. Ona ma swój cel...

Nowy świat

Wysiada z autokaru. Oszałamia ją widok palm na ulicach, imponujących jachtów w porcie, tłum ludzi przewijający się pośpiesznie, niekończące się korki i ogłuszający hałas. Tętniące życiem włoskie miasto fascynuje ją. Trafia do czteroosobowej rodziny. Praca opiekunki do dzieci przeradza się w pracę służącej i sprzątaczki. Alina jak tysiące innych Polek, odkłada na bok dumę i ambicje zawodowe. Pracuje nawet po 12 godzin dziennie. Znosi najróżniejsze kaprysy rozpuszczonych dzieci, krzyki rozhisteryzowanych Włoszek i różnego rodzaju upokorzenia. Włoska matrona pokazywała jej nawet jak należy myć podłogę, ścielić łóżko i jak prasować!

"Jak to?" - myślała Alina. - "To polska kobieta znana jest z samodzielności i zaradności, od zawsze zajmowała się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci sama, a tutaj okazuje się, że musi przejść kurs sprzątania. A przecież to właśnie Polki są wzorowymi paniami domu. W Polsce, mimo że dochody rodziny były zastraszająco niskie, dom lśnił czystością jak hotel pięciogwiazdkowy, a wyczarowane z niczego potrawy nie ustępowały smakiem wykwintnym daniom serwowanym przez wybitnych szefów kuchni. Ale tutaj, w słonecznej Italii nagle nie miało to znaczenia".

Podczas pierwszych tygodni pobytu Alinie towarzyszy ogromna tęsknota, smutek i marzenie o powrocie do kraju. Na szczęście ten pierwszy okres nostalgii nie trwa długo, gdyż spotykając się z innymi rodakami dodaje sobie otuchy, odkrywa, że nie tylko ona znosi codzienne piekło, bo bywa, że inni mają gorzej. I w tym momencie rodzi się w niej instynkt "przetrwania". Powtarza sobie w kółko, dlaczego tu jest, jakie ma cele i jak będzie wyglądało jej "lepsze jutro".

Tak mijają pierwsze lata. Alina stara się uzyskać akceptację, wyrzekając się swojej polskości. Rzadko kiedy przyznaje się, że jest Polką. Pragnie ponad wszystko dorównać włoskiej społeczności. Adoruje włoskie czasopisma, filmy i obyczaje. Zachwyca się, kiedy na wigilijnym stole zobaczy spaghetti z owocami morza, kraby, krewetki i ośmiornice. Po pięciu latach nadchodzą momenty, że czuje się akceptowana. Niestety są to tylko iluzje. Zaślepiona nie zdaje sobie z tego sprawy i żyje dla takich momentów. Nagle zaproszenie na kolację do włoskiej rodziny stało się szczytem osiągnięć. Już czuje, że słoneczna Italia jest dla niej ojczyzną. Znalazła swój dom i miejsce. Ma dobrze płatna pracę.

Tak mijają następne lata. Mimo bajecznego klimatu Alina popada w depresję, zaczyna czuć sie samotna, załamuje się i to co najgorsze, traci poczucie własnej wartości. – Bywały chwile, gdy po 8 latach pobytu, po tych wszystkich upokarzających chwilach zaczynałam naprawdę myśleć, że nadajemy się tylko do czyszczenia ich domów i w dodatku nie zawsze potrafimy zrobić to dobrze – wspomina Alina.

Przełomowym momentem był dla niej wrześniowy poranek, kiedy to stojąc na przystanku autobusowym, zmęczona już po pierwszej nocnej pracy jako sprzątaczka w restauracji, zobaczyła beztrosko spacerujących ludzi. W tym momencie na widok córki z matką, które robią razem zakupy zakręciła się jej łezka w oku. Zaczęła zdawać sobie sprawę, co straciła przyjeżdżając tutaj do pracy. Od tego momentu coraz częściej wspominała swój kraj. Zaczynała go doceniać. Negatywne strony Polski, które nakłoniły ją do wyjazdu teraz stały się banalne, wręcz przeciwnie, zamieniły się w zalety.

Wymarzone lepsze jutro

Postanowiła wracać. Zarobiła wystarczająco i w końcu, po dziesięciu latach, może pozwolić sobie na wymarzoną kawalerkę. Urządzenie mieszkania zajmuje jej parę tygodni, przez następne cieszy się osiągniętym celem. Po miesiącu zaczyna się gubić. Zaczyna dostrzegać różnice w polskiej codzienności, gdzie nie ma czasu na wykwintne przyjęcia i uroczyste obiady. Zaczyna brakować jej tego "innego życia". Tej wolności, gdzie ludzie na ulicy nie są skrępowani, gdzie sąsiedzi są życzliwi. Gdzie zawiść znana jest tylko z filmów. Tęskni za ogłuszającym hałasem. Pakuje się i jedzie do Włoch. Wytrzymuje tylko miesiąc, wraca ponownie do Polski. We Włoszech brakuje jej polskiej konkretności, spotkań z przyjaciółkami przy kawie, spacerów po lesie, a przede wszystkim brakuje jej rodzinnego wsparcia i rodzinnej miłości.

I tak przemieszcza się między jednym światem a drugim w poszukiwaniu swojego miejsca. Będąc w Polsce żyje wspomnieniami z romantycznej Italii i odwrotnie.

W Polsce żyje godnie i jest szanowana, ale ma to swoją cenę – brak pieniędzy, inny styl życia, codzienna szarość. We Włoszech ma pieniądze i luźny styl życia, ale nie jest traktowana z należytą godnością i szacunkiem.
Dzisiaj leży na kozetce u psychoanalityka i na pytanie "kim pani jest?", odpowiada :
- Nie wiem, nie mam swojego miejsca...
- Dlaczego pani tu dzisiaj u mnie jest?”
- Bo staram się zrozumieć dlaczego tak się stało, szukam odpowiedzi, ale jedno wiem - gdybym nie próbowała zapomnieć, że na święta podaje się barszczyk z uszkami a nie owoce morza, że w sobotni poranek przed Wielkanocą chodzi się do kościoła z koszyczkiem, by poświęcić pokarmy, że w Andrzejki leje się wosk i, że 6 grudnia przychodzi Mikołaj, a nie 6 stycznia Befana, może by mnie tutaj nie było...

Kobieta z odzysku

Historia Aliny dała mi do zrozumienia, że polska współczesna kobieta, to moja 70-letnia nauczycielka, która tak jak tysiące innych matek młodych emigrujących Polek, nigdy nie opuściła Polski. Jest jedną z niewielu "polskich Polek", które nie uległy pokusie tak zwanego lepszego jutra.

Ale najgorsze z czego zdałam sobie sprawę, że Alina wraz z milionem polskich emigrantek, jest polską kobietą, ale jest kobietą z włoskiego odzysku. Ciekawa jestem, jaka będzie za dziesięć lat Polka z angielskiego, czy irlandzkiego odzysku. Ponoć historia lubi się powtarzać...

Z pewnością jest to kobieta z większym doświadczeniem, z rozszerzonym horyzontem, ale również doświadczona w bólu, depresji, załamaniach i rozterkach. Kobieta, która ukształtowała się dzięki "słodkiej goryczy i która nie umiała odróżnić miejsca pracy od tego rodzinnego.

Jest takie włoskie przysłowie, które mówi „chi nasce tondo non muore quadro” – kto urodził się okrągły nie umrze kwadratowy. Dzisiaj, Alina - współczesna polska kobieta mówi: - "Skutki słodkiej goryczy są nieodwracalne i zastanawiam się... czy było warto... ?"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

Klara: 'sfrustrowany narodwoeiec obleczony w polską flagę, kiedy idzie po bułki'

Klaro powiedz proszę dlaczego narodowiec idzie po bułki?? :))))
Strasznie mnie zaintrygowała ta charakterystyka... :))

Maćku: co jest nie tak z Wielką Brytanią?

A żeby komentarz był na temat: kurcze, Polak- emigrant to bardzo dziwny człowiek, który za punkt honoru bierze sobie wydłubanie oczu ziomkowi. Znane są opowieści o polskich emigrantach w USA udawacych żydów, bo ci bardzo sobie pomagają w przeciwieństwie do Polaków (tak a propos polskiego antysemityzmu).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.01.2008 13:31

a tu jest dyskusja o Pani Ani co werbuje:
http://www.wloski.ang.pl/Do_anca_smile2_26437.html

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.01.2008 11:36

Hostessa we Włoszech? Nie daj się nabrać na łatwy zarobek
Internet pełen jest ofert pracy dla hostess i tancerek we włoskich klubach. Pracodawcy oferują wysokie zarobki i przyjemną, niezbyt męczącą pracę. Jednak dla wielu kobiet wyjazd okazuje się tragiczną pomyłką, a koszmarne wspomnienia zostają z nimi do końca życia.
esteś młoda, ładna, umiesz tańczyć? Wydaje ci się, że praca w klubie, w jednym z najbardziej malowniczych krajów w Europie jest idealnym sposobem na wyjazd w sylwestra czy dobrze płatne połączenie wakacji z kursem językowym? Nie daj się zwieść pozorom. Oferty wyjazdów do klubów w różnych częściach Włoch kuszą młode, naiwne dziewczyny atrakcyjnymi wyjazdami jako hostessy. Wydawałoby się, że nie ma nic przyjemniejszego niż praca w modnej dyskotece, w nadmorskiej miejscowości. Rzeczywistość zazwyczaj wygląda dużo mniej obiecująco, a wcale nie wiele trzeba, żeby przekonać się w jakie kłopoty można się wplątać.

Tańcz głupia tańcz

Na forach związanych z pracą za granicą sławę zdobyła pani Ania, która na wszelkie możliwe sposoby poszukuje dziewczyn chętnych do pracy we Włoszech. Ogłoszenia jej agencji pojawiają się na niezliczonych portalach z ofertami, forach dyskusyjnych, lokalnych stronach z informacjami turystycznymi. Oferuje w nich zarobki rzędu 60 euro dziennie (praca od 22 do 4 rano), oczywiście powiększanych o napiwki i prezenty od klientów. Wymogiem jest ładny wygląd, smukła sylwetka, towarzyski charakter i młody wiek. Co ciekawe, do pracy, która w końcu polega na zabawianiu panów można jechać również nie znając włoskiego, ale jak tłumaczy pani Anna, systematyczna praca nad słownictwem czyni cuda. Samo ogłoszenie powinno już budzić niepokój, ponieważ oprócz włoskiego numeru telefonu (na który, zważając na koszt, raczej zbyt wiele kandydatek nie zadzwoni) jest podany jedynie kontakt na Skype oraz numer Gadu Gadu. Nie ma wymienionego żadnego nazwiska osoby kontaktowej, adresu firmy, a jej przedstawicielka proponuje spotkanie - ale już na terenie Włoch. Natomiast chętnie roztacza perspektywy związane z pracą w czasie rozmowy na GG, na którym dostępna jest praktycznie przez całą dobę. W czasie rozmowy podkreśla, że praca jest całkiem legalna, a kobiety jadące do pracy chronione są na miejscu przez barmana lub innego "opiekuna" i oczywiście nie są zmuszane do kontaktu z klientami budzącymi ich podejrzliwość. W teorii brzmi to rozsądnie, ale zdecydowanie stwierdzenie, że istnieje możliwość wychodzenia z klientem na kolację poza klub (oczywiście po uprzednim "sprawdzeniu" u barmana - opiekuna, czy to sprawdzona osoba) pokazuje, że poczucie bezpieczeństwa jest sprawą względną. Jednak pani Anna podkreśla, że każdorazowo jest to indywidualna decyzja dziewczyny. Można z tego wysnuć jeden wniosek- jeżeli stanie się coś złego, to może być sama sobie winna..

Druga strona medalu

Równie łatwo jak kuszące oferty, w sieci można znaleźć dramatyczne historie kobiet, które zdecydowały się na taki wyjazd - nie tylko do Włoch, ale też do Grecji, Hiszpanii czy Japonii. Na stronie Biura Karier UMCS można znaleźć ostrzeżenie jednej z dziewczyn, którą skusiła praca oferowana przez legalną agencję zatrudnienia. Oto jej fragmenty: - Gdy dojechałyśmy do Montecatini, zastałyśmy coś, czego się żadna z nas nie spodziewała. Na miejscu odebrała nas barmanka z klubu i od razu nam powiedziała, że nie mamy być żadnymi hostessami tylko dziewczynami do towarzystwa. Zaraz potem przeprowadziła selekcję. Tym dziewczynom, które się jej nie spodobały kazała jechać na Sardynię do innego night clubu (...). Na drugi dzień poszłyśmy do pracy do klubu. W klubie dziewczyny siedzą na czerwonych kanapach i czekają na klientów. Klientami lokalu są mężczyźni, którzy mogliby być ich ojcami albo i dziadkami. Gdy klient wchodzi do lokalu, staje przy barze i patrzy na wszystkie dziewczyny jak na towar. Jeśli mu się któraś spodoba i chce z nią porozmawiać, mówi to właścicielowi. Właściciel woła dziewczynę i prowadzi ich do osobnego stolika w głębi lokalu. Te stoliki oddzielone są od reszty zielonymi kotarami, tak że nie widać, co się za nimi dzieje. Przy stoliku nie siada się naprzeciwko, tylko obok siebie. Najczęściej pierwszym gestem, który wykonuje klient jest objęcie dziewczyny za ramię, niektórzy chcą od razu, żeby dziewczyna usiadła im na kolanach. Co klient robi po wypiciu kilku drinków można sobie wyobrazić. Za każde pół godziny spędzone z dziewczyną klient płaci 22 euro (...). Klient również może zabrać dziewczynę z lokalu na kolację, na przejażdżkę po mieście, czy wycieczkę nad morze. Jeśli taki wypad odbywa się w godzinach pracy dziewczyny, to płaci właścicielowi lokalu 250 euro za jej "wypożyczenie". Przed 4 rano odwozi dziewczynę do klubu. W czasie takich wypadów dzieją się różne rzeczy, niekoniecznie miłe dla dziewczyn...

Kobieta opisuje przedmiotowe traktowanie hostess przez klientów i nachalne zaloty podstarzałych Włochów - dziewczyny są traktowane jak rzeczy, którymi się handluje. Jeśli chodzi o stroje to eleganckie sukienki wcale nie nadają się do tej pracy, tak jak to zostało powiedziane w Warszawie. Najlepiej żeby spódniczka była jak najkrótsza a dekolt jak najgłębszy, wtedy się ma wzięcie u klientów, a tym samym więcej konsumpcji i lepsze wynagrodzenie. Zdarza się, że do lokalu wchodzą przypadkowi turyści i są przekonani, że trafili do burdelu. Nie pozostawię też bez komentarza legalności tej pracy, nie ma żadnej wizy artystycznej. Dziewczyny dostają od właściciela karty członków klubu. Muszą mieć je stale przy sobie razem z paszportem. Jeśli do lokalu przyszliby policjanci, to dziewczyny mają mówić, że one tu wcale nie pracują, tylko są turystkami z Polski i przyszły tu wypić drinka.

Mafijny interes

Niestety bardzo wiele kobiet nie może sobie pozwolić na rezygnację z niechcianego zajęcia, gdyż muszą "odrobić" pieniądze, które firma "zainwestowała", chociażby koszt przejazdu i wynajęcia pokoju. Oprócz tego, wiele z nich pożyczało pieniądze u znajomych i po prostu wstydzi się wrócić z pustymi rękami. Właściciele klubów przekonują je, że do zajęcia można się przyzwyczaić, że warunki się poprawią, że klienci je polubią a one będą zarabiać coraz więcej. Wiele z nich, w desperacji ulega tym namowom. Rodzinom mówią, że pracowały w restauracjach, albo przy zbiorze owoców, a smutną prawdę zachowują tylko dla siebie.

Paulina Górska w swoim artykule "Polskie gejsze" cytuje opinię pracownika organizacji La Strada walczącej z handlem kobietami: La Strada, która zajmuje się również przypadkami hostess wyjeżdżających za granicę, w ogóle odradza tego typu wyjazdy. Często to praca na czarno, więc nie uda się wyegzekwować niewypłaconych pieniędzy. Organizacja pośrednicząca nie bierze odpowiedzialności za hostessę. - Właściciele klubów we Włoszech zwykle nie informują o tym, że szukają tak naprawdę nie hostess, ale prostytutek - mówi Joanna Garnier. - Jeśli pośrednik jest w rejestrze agencji zatrudnienia, ma licencję, podpisaną umowę z właścicielem klubu, do którego wysyła dziewczyny, to są to dobre sygnały. Problem jest tylko taki, że pośrednicy rzadko sprawdzają miejsca, do w które wysyłają hostessy. Czasem więc okazuje się, że klub to tak naprawdę burdel albo, że miejsce jest nie zadbane, brudne, a dziewczyny, które tam pracują, przyjeżdżają do domu chore na egzemę.

Oprócz tego, trzeba wziąć pod uwagę, że wyjazd na południe Włoch jest jeszcze bardziej niebezpieczny niż praca w największych ośrodkach turystycznych. Dziewczyna wyjeżdżająca tam bez znajomości języka jest z góry skazana na porażkę, gdyż nawet nie będzie w stanie opowiedzieć o swoim problemie odpowiednim służbom. Niestety znajomość angielskiego nie jest najmocniejszą stroną mieszkańców półwyspu. Nawet ktoś władający w miarę włoskim może nie być w stanie dogadać z mówiącymi lokalnym dialektem południowcami.

Dobry zwyczaj - nie wyjeżdżaj

Na stronach małopolskiej policji już we wrześniu tego roku pojawił się komunikat o rozbiciu grupy przestępczej trudniącej się werbowaniem kobiet do pracy we włoskich lokalach nocnych pod pozorem legalnej pracy w charakterze hostess. Kobiety trafiały do lokali nocnych przeznaczonych wyłącznie dla mężczyzn gdzie zatrudniane były jako "panie do towarzystwa", a ich swoboda ograniczana była przez włoskich "impresariów". Na dodatek nie mogły łatwo zrezygnować z takiej pracy gdyż groziły im kary finansowe za odstąpienie od umów zawartych w Polsce (umowy były tak konstruowane że zabezpieczenie za odstąpienie od nich stanowiły podpisane weksle in blanco). Kobiety nie mając pieniędzy na powrót do Polski i spłacenie kar za odstąpienie od umowy musiały "odpracowywać" zobowiązania. Ich wynagrodzenie zależało przy tym od wielkości zamówień ich "klientów". Członkowie grupy czerpali zyski z tego typu pośrednictwa w wysokości 10 euro od każdego przepracowanego przez każdą z kobiet dnia. W sprawie zatrzymano już kilka osób.

Wszystkie poszkodowane kobiety mogą zgłaszać się bezpośrednio do polskiej policji, ale też skorzystać z pomocy organizacji La Strada (www.strada.org.pl), szczególnie z ich telefonu zaufania: +48 22 628 99 99.

Komentarz został ukrytyrozwiń

niestety nie mogę do niego dotrzeć....nie otwiera mi strony - może poda mi Pan jakies inne wskazowki - typu tytuł

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.01.2008 10:25

Uważam że powinno się pisać więcej takich artykułów bo naiwnych nie brakuje. Choćby sprawa Hostess we Włoszech . Nie dawno ukazał się ciekawy artykuł na ten temat:
http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,67738,4773564.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi York, dziękuje za słowa uznania. Oczywiście czytałam wskazany przez Pana reportaż. Jedna z bohaterek - Wiolette - znam osobiście, więc czytałam z przyjemnościa.Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2008 19:25

Mało w Internecie jest tak wartościowych artykułów jak napisała pani Ania. Jednym z nielicznych jest ten reportaż:
http://www.reportaz-tygodnia.trop-reportera.pl/praca-wlochy/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nocny Marku dziękuję :) Oczywiście nie doszłabym do tych wniosków, gdyby nie kontakty z Polakami mieszkającymi w różnych krajach :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.01.2008 15:17

Hehe... zapomnialem :) Masz racje :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.01.2008 14:52

Anna napisala: "Adamie, czytalam tekst...jednak tak jest wszedzie... :-(("

Aniu, oczekiwalem takiej odpowiedzi i chcialem Cie do niej troszke sprowokowac, wybacz... Wiem, ze tak jest... Chcialem jednak, by napisal to ktos niemieszkajacy w Niemczech... Powod? Za sytuacje Polakow w Niemczech bardzo wiele osob wini Niemcow, niemieckie urzedy, niemieckie przepisy... To nieprawda! W Niemczech nie jest inaczej niz we Francji, Wielkiej Brytanii, czy w Twoim Neapolu. Winni jestesmy my, ekspaci! Ekspaci, ktorzy zmieniaja polskie nazwisko "Mróz" na niemieckie "Frost"... :(

Ja sie tu czuje doskonale, jednak juz od lat postepuje wedlug zasad, ktore opisala tutaj Marta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.