Facebook Google+ Twitter

Polskie Koleje Polarne czyli dramat w dwóch aktach

Artykuł opowiada o katordze codziennych dojazdów Polskimi Kolejami Państwowymi, kiedy to zimą rozkład jazdy pociągów rozsypał się w proch, wystawiając cierpliwość podróżnych na prawdziwą próbę.

Akt I.Kochana Dyrekcjo Polskich Kolei Państwowych uprzejmie informuję, że kiedy po tej zimie w końcu ustąpią śniegi, spływając rzekami do Bałtyku, moje dotąd z lekka przyprószone siwizną włosy, przeistoczą się w śnieżno białe, jak u pewnego rasowego gołąbka, który nie tak dawno temu przysiadł sobie na moim parapecie, zostawiając bezczelnie małego bobka.

Dojeżdżam już pociągami do pracy od dwudziestu trzech lat, ale zdaje mi się, że tak źle to nie było nawet podczas strajków na kolei, ani po katastrofie w Miałach, kiedy to okazało się, że szyny są wykonane ze złej stali i pociągi musiały kursować nie dość, że wahadłowo, to z taką prędkością, że na pewnych odcinkach pasażer z pierwszego wagonu, mógł udać się za potrzebą do lasu i spokojnie zdążył jeszcze na wagon ostatni.

Ogólnie jest źle. O tym na pewno wiecie. Dobrze nigdy nie było, ale czasami bywało nieźle. Za to teraz, jest po prostu tragicznie, do tego stopnia, że ja człek spokojny i opanowany, wyznający życiową zasadę aby nie przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu, zaczynam powoli tracić ten dystans. A dystans w naszym kraju, jest rzeczą niezbędną dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, bo wystarczy tylko raz włączyć wiadomości i posłuchać, czy to o naszych ukochanych „pomazańcach Bożych” z Wiejskiej (nazwa ulicy to czysty przypadek), czy też kolejnych rewelacji z boiska między dwoma bramkami, by z rozpaczy rzucić się pod nadjeżdżający ekspres (PKP Intercity Spółka Akcyjna), a ja chcę jeszcze trochę pożyć, mając ten właśnie dystans.

Wieloletnie dojazdy, uczyniły swoje i widziałem już nie jedno. Od wspaniałych logistycznie pomysłów, mających ułatwić podróżnym tzw. przesiadkę, a polegających na ustawianiu, na tym samym peronie, z prawie tą samą godziną odjazdu, dwóch pociągów: jednego relacji Przemyśl – Szczecin, a drugiego Szczecin – Przemyśl, do gościa, którego tak zaabsorbowała rozmowa przez telefon komórkowy, że wszedł, na moich oczach wprost pod nadjeżdżającą lokomotywę serii EP07. I o ile gościu z telefonem przeżył, wyrwany w ostatniej chwili, za katanę, z torowiska, na tle przerażonych oczu maszynisty oraz napisu EP07-002, o tyle pasażer, który spytał mnie „o której będziemy we Wrocławiu”, a jechaliśmy w kierunku Szczecina chciał się, w przypływie szaleństwa, ewakuować przez okno wraz z walizką i niedopitym piwem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.