Facebook Google+ Twitter

Polskie piekło jest pełne skrzywdzonych dusz

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-02-19 09:55

"Polacy, to jest głupi naród!" – mówił przez lata mój serdeczny kumpel Henio. Ja z niewzruszonym spokojem odpowiadałem mu, że jestem dumny z tego, że urodziłem się w Polsce. Dziś już ten powód do dumy nie wydaje mi się tak oczywisty.

Nadal jednak oponuję, kiedy ktoś powtarza twierdzenie mojego kolegi o głupocie moich rodaków czy poddaje w wątpliwość intelektualne kwalifikacje mojego prezydenta. Tym bardziej jest bolesne to wtedy, gdy czyni to mój niegdysiejszy idol. Mam nawet z nim wspólną fotografię po długiej rozmowie przed kamerą na temat dziedzictwa Stanu Wojennego w Polsce. Mam w albumie szereg zdjęć z planu filmowej rozmowy z Janem Nowakiem Jeziorańskim, profesorem Zbigniewem Brzezińskim, prezydentem Jimmym Carterem a zdjęcie z tak lekkomyślnie dzisiaj wykpiwanym Lechem Wałęsą zajmuje w tej kolekcji poczesne miejsce. Trudno w to uwierzyć, ale wchodząc na najwyższe piętra domu niedaleko Żurawia nad Motławą zimą 2001 roku zobaczyłem w wielkim salonie samotną postać przy komputerze.

Czytający korespondencję i dyskusje w Internecie wydawał się wyobcowany, opuszczony i nieszczęśliwy. Niezłomny Lechu nie dawał, oczywiście, poznać po sobie rozczarowania i dalej odgrywał przed kamerą rolę głównego sprawcy bezkrwawego przewrotu w Polsce. Nikt też nie odbiera mu laurów zwycięzcy, ale smutny jest fakt, że wszelka merytoryczna dyskusja na ten temat po latach akurat z nim nie jest możliwa. Dlatego tajemnicą poliszynela jest też fakt, że nie zaprasza się Lecha Wałęsy do studia, żeby dowiedzieć się od niego czegokolwiek, bo właściwie legendarny przywódca Solidarności mówi stale to samo.

Jeżeli więc chcemy skopać braci Kaczyńskich wystarczy zadzwonić do Lecha, a on bez zbędnych ceregieli powie to, co już nikogo nie zaskakuje. Przepraszam, zaskoczył mnie były Prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej nazywając obecną głowę Państwa słowem, które nawet w warunkach poligonowych nie przystoi używać prymitywnym zupakom. Miałem w swoim życiu wielu nielojalnych kolegów, od których doznałem równie wielu krzywd, ale pytany o opinię znacząco milczę na ich temat.

To lepsze, niż wylewanie żółci, bo zapisane na papierze pretensje przekraczają grubość Biblii. Piekło jest pełne ludzi skrzywdzonych, a już polskie piekło szczególnie. Mojego przyjaciela, który niezmiennie uważa Polaków za idiotów zbywam pytaniem o jego pochodzenie, bo jeśli urodził się w tym kraju, w żadnym wypadku nie może uchodzić za geniusza. Tak samo jest z europarlamentarzystami, niepochlebnie mówiącymi o swojej Ojczyźnie i rzucającymi kalumnie na sprawujących władzę w Rzeczpospolitej.

Ja wiem, że to brzmi patetycznie, ale nie chcę się zniżać do tonu, jaki nabiera dzisiaj dyskusja o współczesnej Polsce i Polakach, choćby toczyła się ona na łamach najbardziej poczytnych czasopism. O telewizji różnej maści nawet nie wspominam, bo nieustannie jest to stary, brudny magiel i jedna wielka awantura. Strasznie mi przykro, że Lech Wałęsa rzuca oskarżenia w stronę legalnie wybranych przedstawicieli Narodu. Krzywdzi w ten sposób nie tylko ich wyborców, ale ogromne rzesze swoich dawnych zwolenników. Nadal chcę uchodzić za przyjaciela Lecha i jego historycznych sprzymierzeńców. Szanuję go za jego wielki wkład w zwycięstwo demokracji, ale chcę aby uszanowano także wyborców, którzy zaufali ludziom, którzy starają się, aby Polska miała w świecie autorytet. Podważanie ich kompetencji, urody i ośmieszanie wcale nie przysparza nam chwały, a na pewno pozwala przeciwnikom stosować wobec Polski skuteczną zasadę "Dziel i rządź".

Wcale mi się nie podobają współczesne rządy i parlamentarzyści, ale potrzeba opamiętania jest nakazem chwili. To zbyt ważny okres w historii, aby wywoływać w kraju chaos... Chyba, że komuś bardzo na tym zależy. Zbliża się 81 rocznica Zamachu Majowego. Dla mnie pokłosie tych tragicznych walk w stolicy, to swoiste "memento". Robię o tym film dla TV Polonia. Od wielu lat z pietyzmem przechowuję w domu opłaconą cegiełkę wyborczą i znaczek z napisem "Wolę Lecha". To żaden fetyszyzm, raczej szacunek dla konsekwentnych postaw, jakie potrafi prezentować profesor Władysław Bartoszewski, któremu osobiście życzeń nie śmiem składać, dlatego tylko przyłączę się do chóru wszystkich życzliwych tej świetlanej postaci osób.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.