
Nasze pielęgniarki jako jedyne nie mogą wykonywać zawodu w pozostałych unijnych krajach, jeśli nie mają dyplomów wyższych studiów pielęgniarskich. Tymczasem w województwie łódzkim zaledwie 205 na 15 tys. sióstr ma takie dyplomy.
- Nasze pielęgniarki, choć nie skończyły studiów, często są osobami z długim stażem pracy, praktyką na blokach operacyjnych i oddziałach intensywnej terapii. Pracę w Anglii czy Niemczech mogą jednak podjąć wyłącznie na prawach asystentek pielęgniarek, co u nas jest odpowiednikiem salowej. Oczywiście, mogą podjąć naukę zaocznie w nowym systemie, ale to kosztuje około 4 tysięcy złotych rocznie - mówi Elżbieta Buczkowska, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.
Jak mówi Mariola Dyhdalewicz, naczelna pielęgniarka Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 5 przy pl. Hallera w Łodzi, większość sióstr zatrudnionych w tej placówce postanowiła uzupełnić wykształcenie.
Jedną z nich jest Agata Wąsik, pielęgniarka z 16-letnim stażem na oddziale chirurgii, której do ukończenia studiów została jeszcze obrona dyplomu. Podjęła naukę, żeby nie stracić dotychczasowej pracy.
- Nie zamierzam wyjeżdżać za granicę, ale wymagania dotyczące kwalifikacji wciąż rosną i trzeba się liczyć z tym, że w przyszłości dyplomu wyższej uczelni zażądają krajowi pracodawcy - mówi Agata Wąsik.
23-letnia Paulina Janiak, pielęgniarka ze szpitala im. Konopnickiej w Łodzi, skończyła pomaturalne studium pielęgniarskie. W obawie, że w przyszłości może być zwolniona jako osoba niespełniająca kryteriów unijnych, rozpoczęła w tym roku studia uzupełniające na Uniwersytecie Medycznym. - Zdecydowałam się uzupełnić wykształcenie i jednocześnie pracować, choć wiem, że trudno będzie pogodzić naukę z obowiązkami w szpitalu - mówi.
Prof. Jerzy Stańczyk, zastępca dyrektora szpitala im. Konopnickiej, gdzie pracuje 250 pielęgniarek, zapewnia, że szpital nie zamierza nikogo zwalniać, bo sióstr zaczyna brakować. - Poza tym prawo nie działa wstecz - zapewnia prof. Jerzy Stańczyk.
Prof. Józef Kobos, prorektor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, podkreśla, że nowy system kształcenia kadr pod kątem unijnych wymogów dopiero się rozpoczął. - Wydział Pielęgniarstwa i Położnictwa istnieje na naszej uczelni dopiero od pięciu lat. Uważam, że wymagania Unii Europejskiej są zbyt restrykcyjne i niesprawiedliwe - dodaje prof. Kobos.
Pielęgniarstwo na UM studiuje 1200 osób, w tym 143 na pierwszym roku. Studia uzupełniające dzienne i zaoczne podjęły 144 pielęgniarki.