Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

63446 miejsce

Polskie programy publicystyczne. Widowiska na miarę Oscarów

Każdy z nas ma coś do powiedzenia o tym, czym nas producenci telewizyjni karmią na co dzień. Chcemy, czy nie chcemy, oglądamy telewizję, żeby zabić czas, żeby nie czuć się samotnym, żeby się czegoś dowiedzieć.

Od rana do nocy zarzucani jesteśmy programami, które mają nas bawić, smucić, wprowadzać w zadumę, denerwować, wzruszać, uczyć. Ilość kanałów, które serwują nam te programy, też rośnie z dnia na dzień. Niby jest więc w czym wybierać.

Czasami jednak zastanawiam się nad tym, czy jeden kanał i jeden program nie byłby wystarczający do zaspokojenia najwybredniejszych gustów „telemanów”. I dochodzę do wniosku, że takim programem mógłby być program publicystyczny. Przecież, tak na dobrą sprawę, w nim jest zawarte wszystko to, co charakteryzuje różnorodność produkcji telewizyjnej. Czy to nie strata czasu, kiedy siedzimy przed telewizorem i zawzięcie przyciskamy guziki pilota w poszukiwaniu czegoś, na czym można by zawiesić oko na dłużej?

Po co nam telewizja?

Oglądając kilku osobników siedzących w studio i przysłuchując się ich rozmowie, wzruszamy się do łez, śmiejemy się tak, jakbyśmy usłyszeli świetny kawał, wpadamy w zadumę nad tym, co usłyszeliśmy, ręce nas świerzbią ze zdenerwowania i powstrzymujemy się, żeby komuś nie przyłożyć, uczymy się jak kontrolować swoje uczucia.

Prowadzący program, pociera czoło i wtedy jest nam przykro, że go boli głowa. Chociaż na stoliku obok stoi szklanka z jakimś napojem, nie zauważamy żadnej pigułki uśmierzającej ból. Drapie się za jednym, a potem za drugim uchem, by po chwili przenieść tę samą czynność na czubek głowy i wtedy wydaje nam się, że użył złego szamponu do włosów i zaraz sprawdzi ile łupieżu dostało się za paznokieć. A może sprawdza, czy toupee się nie przesunęło? Przykłada dłoń do policzka jakby chciał ulżyć bólowi zęba. Zakrzywionym palcem wskazującym pociera górną wargę pod nosem, a my czekamy w napięciu, czy wytrze palec w spodnie, czy w rękaw.

Jeden z gości programu odpowiada na zadane pytanie, ale drugi wskakuje mu w słowo, zarzucając śmieszność poglądów i w krótkim czasie wymiana zdań przybiera charakter występu kabaretowego, ale my nie wiemy, czy się śmiać, czy płakać. Publiczność w studio wydaje się akceptować zaistniałą sytuację, nagradzając rozmówców gromkimi brawami. Gospodarz uspokaja widownię, bo chciałby się dowiedzieć jaka jest pointa dowcipu. Zresztą my też.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

ela
  • ela
  • 05.04.2011 15:36

Rozmowy polityków [pyskówki] w TV są niezjadliwe a dziennikarze napuszczają jednego na drugiego. Zresztą zapraszają takich awanturników specjalnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
manna
  • manna
  • 25.03.2011 06:44

oglądanie telewizji odmóżdża - jedyne co warto to tvp kultura i planete, reszta to śmietnik i generalnie magazyn konsumenta, a ten im głupszy - tym lepszy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielu dziennikarzy prowadzących audycje/widowiska z udziałem gadajacych głów nie tylko moderuje dyskusję, ale wręcz bierze w niej czynny udział zagłuszając zaproszonego gościa(i), demonstrując swoje osobiste poglądy.
W warstwie rozrywkowej biorą chętnie udział kamerzyści. Tu specjalną uwagą cieszy się np. kolekcja butów pani Olejnik.:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.