Facebook Google+ Twitter

Polskie strajki, czyli udawanie kapitalizmu

To nie rząd, ale dyrektorzy szpitali powinni ustalać wysokość lekarskich pensji. W Polsce boimy się jednak normalności.

Traktujemy jako zupełnie normalne spotkania ministrów z protestującymi lekarzami, czy nauczycielami. Tymczasem w gruncie rzeczy takie negocjacje to dowód na to, w jak głębokim socjalizmie tkwi Polska. Czemu bowiem wicepremier Gosiewski, czy Giertych ma negocjować płace lekarzy, nauczycieli, czy kogokolwiek innego? Rozumiem tzw. zaangażowanie medialne. Protestujący chcą się pokazać w telewizji, minister jeszcze bardziej chce się pokazać w telewizji.

Ale tak naprawdę ich rozmowy to absurd. O pensjach nauczycieli, czy lekarzy powinien decydować dyrektor konkretnego szpitala, czy konkretnej szkoły. Szpital jest na plusie? Niech lekarze zarobią i 20 tys. zł "na rękę". Szpital "pod kreską"? Niestety, na podwyżki trzeba poczekać. Układ taki jest zdrowy, logiczny i zrozumiały. Co więcej - bezkarni teraz dyrektorzy szpitali, czy szkół poczuli by oddolny nacisk pracowników na lepsze gospodarowanie pieniędzmi. W takim systemie dobry szpital przyciąga dobrych lekarzy dobrymi zarobkami. A lekarze będą mieli realny wybór: pracować w Londynie, czy dajmy na to w Kartuzach...
Jednak zamiast zdrowych mechanizmów, mamy pozory działania. Dyrektor szpitala udaje, że jest pracodawcą, a minister udaje, że rozwiąże problem. Efekty? Jak widać zerowe.

Jednak to co może niepokoić najbardziej to "solidarnościowa" retoryka. "Każdemu po 20 proc. podwyżki", "każdemu po 5 tys. zł na rękę". A gdzie tu różnicowanie "dobry - zły pracownik"? A gdzie tu minimum konkurencji? Efekty strajków lekarskich i nauczycielskich będą zresztą natychmiastowe - w kolejce do państwowej kasy ustawią się kolejarze, górnicy, w gminach - pracownicy socjalni itd. itp. I co więcej - każdy będzie miał racje pokazując jak mało zarabia.

Ale zasada w życiu jest prosta - nie można dużo zarabiać, jeśli się nie ryzykuje. Państwowa posadka (czy samorządowa) nie będzie podstawą dobrobytu. Kosmiczne zarobki lekarzy w USA to głównie zarobki w prywatnych szpitalach.

Tymczasem w Polsce zamiast reformować sferę publiczną, prywatyzować szpitale i szkoły tkwimy w spadku po realnym socjalizmie. I ważna uwaga - prywatny wcale nie znaczy "należący do bogacza". Prywatna szkoła może należeć do... rodziców, którzy po skończeniu edukacji dziecka odsprzedają swoje udziały. Prywatna przychodnia może być własnością stu lekarzy i pielęgniarek (a nawet pracowników administracji). Wtedy naprawdę będzie normalniej, a co najważniejsze łatwiej będzie negocjować zarobki. Póki co mamy jednak festiwal frazesów i mizdrzenia się do kamer. Prawda jest bowiem zbyt trudna - i do powiedzenia i do zniesienia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 01.06.2007 12:31

Artykuł bardzo dobry niemniej jednak uwadze autora umknęła kwestia dość podstawowa czyli to, że to ceny usług medycznych wynikają z możliwości finansowych Państwa a nie z relacji między popytem a podażą .Mozna dyskutowac o tym jakie są możliwosci finansowe Panstwa, które stać na organizacje największych imprez sportowych, F16 i borowców dla mamusi Prezydenta.
Nalezy wyjść z załozenia : ile powinien zarabiać przecietny lekarz i próbowac rozwiazać ten problem. Nalezy równiez rozrózniac retorykę "solidarnościową" od solidaryzmu społecznego
PS Podziwiajac jednego z naszych ministrów za odwage muszę jednak skończyć retorycznym pytaniem" Jaki byłby stosunek do tych spraw przecietnego Polaka gdyby Panstwo mu gwarantowało ,że 10 dni od diagnozy znajdzie się na stole operacyjnym i bedzie mial najlepszą opiekę?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.05.2007 17:45

DUZY PLUS!!! To mile przekonac sie, ze sa jesszcze w Polsce ludzie zdrowo myslacy... szkoda, ze brakuje ich na najwyzszych szczeblach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"To nie rząd, ale dyrektorzy szpitali powinni ustalać wysokość lekarskich pensji."

No i dokładnie tak jest. Rząd daje forsę dyrektorom, a Ci dzielą kasę na różne wydatki, w tym na pensje, które sobie sami z lekarzami negocjują. Taki mądry człowiek, drobny błąd i cały felieton pada ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Słusznie, trzeba chociaż próbować wprowadzić normalność. Musimy kiedyś wyjść z mentalności gospodarowania
z czsów PRL-u. Tylko, czy będzie któraś z ekip na tyle odważna, aby skończyć z socjalistyczną gospodarką? Obecną władzę stać tylko na pokazowe z kajdankami, spekktakularne ukrócenie przyjmowania łapówek. Jest to tanie zdobywanie poklasku. A gdzie reformy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że należy zacząć od wymiany kierownictwa w szpitalach - dlaczego dyrekcja składa się z lekarzy? Jakie mają oni pojęcie o administracji, ekonomii etc.? Nie kwestionuje ich umiejętności, lecz sugeruję, że każdy powinien się zająć tym, co umie robić najlepiej. Tylko wówczas szpitale będą mogły wyjść na tzw. "prostą", a co za tym idzie rozwiązania płacowe, o których mówi autor artykułu będą możliwe do zrealizowania w taki sposób, by lekarze byli zadowoleni ze swych zarobków (tzn. nie będzie szpitali „pod kreską”).

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+++) już uzasadniłem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A no właśnie.
---
"O pensjach nauczycieli, czy lekarzy powinien decydować dyrektor konkretnego szpitala, czy konkretnej szkoły." - a więc Prawdziwa Prywatyzacja, bo wtedy będzie to możliwe.
---
"Zdrowe mechanizmy", o których pisze autor, to nic innego tylko normalne zasady rynkowe (kapitalizm).
---
"Tymczasem w Polsce zamiast reformować sferę publiczną, prywatyzować szpitale i szkoły tkwimy w spadku po realnym socjalizmie." - jeśli Państwo chce zostawić pewien "koszyk" gwarantowanych świadczeń, to też da się to pogodzić, bo każdy ubezpieczony mógłby mieć kartę (próbował tego w swoim czasie p. Sośnierz), w ramach której bezgotowkowo rozliczyłby się z lekarzem, czy szpitalem, a ten, z kolei, rozliczyłby się z Funduszem, czy bezpośrednio z Państwem (gdy to by zawiodło, to z całą pewnością lepiej mógłby wyegzekwować swoje należności, niż szary obywatel od urzędników, którzy, jak widać, mogą strajkować jedynie przeciw... samym sobie i współziomkom, bo Władza ma to w... (biiiip!) tam, gdzie słońce nie dochodzi).
---
Niestety, to są tylko marzenia, bo przyzwyczajenia mas do tego, co nam po 45. zafundowano, spowodowały genetyczne zmiany w mózgach całej populacji Polaków i żadna władza urzędnicza nawet próbować zmieniać status quo nie będzie (choćby nie wiadomo jak się przysięgała, tworząć IPN-y, czy inne tworki) - też wiadomo dlaczego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.