Facebook Google+ Twitter

Polskie Zakaukazie

Wiadomo, że Polaka można spotkać wszędzie, więc także i w Gruzji. Będzie o tym, jakim cudem Polacy znaleźli się na Zakaukaziu i jak sobie tu radzą.

 / Fot. Liu Lihang /PAPJest rok 1794, wtedy to po Insurekcji Kościuszkowskiej zaczynają się pierwsze zsyłki Polaków na tereny kaukaskie. Powstania listopadowe i styczniowe to kolejne wydarzenia, po których Polacy zaangażowani w walkę z caratem znajdowali się w Gruzji.

Gruzini, walczący z carską Rosją o niepodległość swojego kraju, przyjęli Polaków jak braci. Potem jeszcze często polskie i gruzińskie losy będą się przeplatały.

- W przeciągu tylu lat Polacy i Gruzini całkowicie się wymieszali. Chyba nie znam tu ani jednej rodziny całkowicie polskiej. I choć my Polacy rozmawiamy w domach po gruzińsku, to nie zmienia faktu, że polskie tradycje są tu pieczołowicie podtrzymywane. Różnice religijne nigdy nie stanowiły problemu. Na przykład moja matka była katoliczką, ojciec prawosławnym - tak więc cała rodzina obchodziła podwójnie Boże Narodzenie czy Wielkanoc - opowiada mi Nurki Gabunio, dyrektorka polskiej szkoły w Tbilisi.

Gruzińska Polonia należy do najstarszych na świecie. Jednak dopiero po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości, Polacy zaczęli się "reaktywować". Lata 90. to niezwykle trudny okres - w kraju ogarniętym wojną domową brakowało dosłownie wszystkiego - pieniędzy, prądu, gazu, jedzenia. Dlatego też pierwsze spotkania w domu prof. Marii Filiny odbywały się przy lampach naftowych i świecach.

Dopiero w 1994 roku udało się powołać do życia Związek Kulturalno - Oświatowy Polaków w Gruzji "Polonia", który był wyjątkowo pomocny tym wszystkim Polakom, którym brakowało podstawowych produktów (np. akcja przeprowadzona w ramach "Pomoc Polakom na Wschodzie", polegająca na wydawaniu "wojennych racji" - ryżu, cukru i mąki). Oprócz "Polonii" zaczęła funkcjonować również polska szkoła.

- Początki były wyjątkowo trudne - wspomina Nurki Gabunio - Pierwotnie nasza szkoła zajmowała jedną małą salkę, w środku mieliśmy parę ławek i na tym się kończyło. Brakowało nie tylko sprzętu i materiałów, ale również samych uczniów. Więc, jako że byłam wcześniej dziennikarką, stwierdziłam, że najlepiej jest poinformować ludzi o możliwości przychodzenia do naszej szkoły na antenie. Zebraliśmy grupkę uczniów i zrobiliśmy przedstawienie telewizyjne. Po tym zaczęło przechodzić przez nasz próg co raz więcej ludzi. Teraz nasza szkoła posiada cały budynek, komputery, książki i 160 uczniów.

Spis ludności sprzed I wojny światowej wykazał 9-tysięczną polską mniejszość narodową. Obecnie można się doliczyć 870 gruzińskich Polaków.

- Faktycznie jest nas tu co raz mniej. Wielu wyjeżdża w ramach akcji repatriacyjnej. Oprócz tego młodzież ma możliwość studiowania w Polsce, po czym niestety nie zawsze chce wracać do kraju - podsumowuje pani dyrektor - Moja córka obecnie studiuje w Warszawie i nie jestem pewna czy będzie chciała wrócić. Czy ja bym mogła do niej dołączyć? Nie jestem pewna… Bo kiedy pytają mnie o Ojczyznę, zawsze mówię, że mam je dwie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

(+) Dzięki za ten ciekawy tekst.

PS Ja myślę, że jak gruziński Polak wyjeżdża do Polski i tu zostaje to nie jest to coś złego a wręcz dobrego bo tu w pełni będzie mógł być Polakiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.