Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Opinie > Polsko-żydowski świat nieprzedstawiony

Opinie

Dodaj do:

Zmniejsz rozmiar tekstu Powiększ rozmiar tekstu

Wyślij Drukuj

Polsko-żydowski świat nieprzedstawiony

2007-05-14 16:57, aktualizacja: 2007-05-15 09:14:46

7 21 4537 Polska Izrael Polacy Żydzi dialog antysemityzm Kraków stereotypy Paradis Judaeorum Szewach Weiss

Odwiedzające Kraków wycieczki izraelskiej młodzieży od kilkunastu lat słyną z bezprzykładnego chamstwa, arogancji i brutalności. W zeszłym tygodniu wieści o tym dotarły do redakcji warszawskiego tygodnika „Przekrój”. Czyżby w polskiej prasie dał o sobie znać wzrost nastrojów antysemickich?

W „przekrojowym” tekście opisano przypadki napaści i pobić, jakich niejednokrotnie dopuszczali się ochroniarze izraelskich wycieczek przybywających z wizytą do „kraju-cmentarza”. Opisano również arogancję i chamstwo izraelskiej młodzieży, której ofiarą padli pracownicy polskich linii lotniczych i krakowscy hotelarze. Ci ostatni podjęli w konsekwencji bezprecedensową decyzję o zastosowaniu odpowiedzialności zbiorowej i w ogóle odmówili obsługiwania w przyszłości wycieczek z Izraela. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia z manifestacją powszechnie znanego „polskiego antysemityzmu”? Setek milionów czytelników hiszpańskiego „El Pais”, amerykańskiego „The New York Times’a”, nie wspominając o izraelskim „Haaretz” z pewnością nie trzeba co do tego przekonywać. Koń jaki jest, każdy widzi… I niewiele tu zmieni wątły głosik działającego w Tel Awiwie stowarzyszenia Żydów polskich, którzy podnieśli larum z powodu dostrzeżonych przez „Przekrój” ekscesów.

W moim przekonaniu prawdziwy problem nie tkwi w braku elementarnej kultury młodych Izraelczyków i ich (bezprawnie) uzbrojonych, nadużywających przemocy opiekunów. Nie tkwi także w ostentacyjnej pogardzie okazywanej polskim gospodarzom. Prawdziwy problem leży w konsekwentnej i z całą pewnością nie przypadkowej polityce władz Państwa Izrael wobec Polski. Jak zauważył w „Przekroju” (oraz w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”) prof. Moshe Prof. Szewach Weiss / Fot. Fot. AKPAZimmermann z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie: „Izraelczycy zasadniczo uważają, że Polacy nie są dla nich równymi partnerami. I nie chodzi o to, że nie potrafią ich dzieciom zapewnić bezpieczeństwa. Nie są równymi partnerami do jakiejkolwiek dyskusji. Dotyczy to także wspólnej i dzisiejszej historii oraz polityki. Efekt jest taki, że młodzież izraelska widzi w Polakach
ludzi drugiej kategorii, postrzega ich jako potencjalnych wrogów.” [podkreślenie moje – MT]

Tak się składa, że opinię prof. Zimmermanna miałem okazję wielokrotnie zweryfikować na własnej skórze. Wycieczki izraelskich licealistów spotykam na krakowskim Kazimierzu niemal co dzień. Zaciekawiony w równym stopniu żydowską historią, co żydowską teraźniejszością, parę razy próbowałem nawiązać z nimi normalną, przyjacielską rozmowę. Taką, jaką bez większego problemu udaje mi się odbyć z turystami ze Skandynawii, Niemiec, Ameryki, Ukrainy, Francji, czy Hiszpanii. Ku swojemu zdumieniu, Izraelczycy za każdym razem traktowali moją wyciągniętą dłoń jako przejaw agresji. Pomimo mojego lekkiego, letniego ubrania, nieodmiennie postrzegali mnie, jak gdybym był zmierzającym do muzułmańskiego raju, obwieszonym trotylem bojownikiem Dżihadu…

Ale może trochę przesadzam? Może tak naprawdę powinienem być wdzięczny? Jak dotąd bowiem – w odróżnieniu od pewnego Włocha - nie zostałem przez naszych gości pobity. Jak dotąd, nie skrępowano mi rąk plastikowymi kajdankami i nie wylądowałem twarzą w psich odchodach… Mówiąc krótko: na własnej ulicy wciąż mogę się czuć bezpiecznym.

Jakiś czas później dowiedziałem się, że izraelskie ministerstwo oświaty w specjalnej instrukcji zwraca się do młodzieży wyjeżdżającej do Polski celem na przykład wzięcia udziału w Marszu Żywych w słowach: „Wszędzie będziemy otoczeni przez Polaków. Będziemy nienawidzić ich z powodu udziału w zbrodniach”. Wyobrażacie sobie Państwo instrukcję dla polskich licealistów lub studentów, wybierających się do Izraela, w której członek polskiego rządu wzywałby do nienawiści do obywateli odwiedzanego państwa? Motywując tę ze wszech miar pożądaną postawę, powiedzmy, udziałem żydowskich komunistów w stalinowskich zbrodniach, albo gorliwą współpracą żydowskich policjantów z gett w hitlerowskiej eksterminacji ich własnych ziomków…

Poza opisanym wyżej, codziennym obliczem kontaktów polsko-izraelskich warto zwrócić uwagę, na kilka okoliczności. Po pierwsze: interesujące wydaje się samo istnienie podobnej instrukcji izraelskiego ministra. Po wtóre: warto przypomnieć trwające ponad dekadę, bezskuteczne zabiegi polskiego MSZ o ekstradycję stalinowskiego zbrodniarza, (podobno) zmarłego niedawno w Izraelu, Salomona Morela. Po trzecie - o czym pisałem w innym miejscu – fakt, iż jedyna napisana po hebrajsku i opublikowana w Izraelu książka na temat tysiącletniej historii Żydów w kraju nazwanym przez rabina Isserlesa „Paradis Judaeorum” (rajem Żydów) liczy sobie „aż” osiemdziesiąt(!) stron. Ostatni z wymienionych faktów warto porównać z setkami żydowskich publikacji, festiwali, instytucji i wydarzeń kulturalnych, które cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Mam wrażenie, że owe okoliczności stanowią niebagatelne, a zazwyczaj niedoceniane argumenty w dyskusji o stanie relacji polsko-żydowskich.

Przyznam, że nie mogę się oprzeć zdumieniu, ilekroć obserwuję w ową zaskakującą dysproporcję między światem przedstawionym (w mediach i oficjalnym życiu publicznym), a rzeczywistością tout court. Zastanawiam się, dlaczego swego rodzaju „zawodowi” specjaliści od dialogu, szermujący nieraz bardzo ostrymi zarzutami pod adresem Polaków (którzy - sądząc z wielu wypowiedzi, a nawet komiksów - w największej mierze ponoszą odpowiedzialność za Holocaust), nie kwapią się z uwzględnieniem owego kontekstu. Zachodzę również w głowę, dlaczego w podobnych sprawach nie wypowiadają się tak wytrawni intelektualiści i pisarze, jak prof. Paweł Śpiewak, Bronisław Wildstein, albo Tomasz Jastrun. Sądzę, że nie jestem jedynym, który chętnie zapoznałby się z ich opiniami na temat trudności w dialogu między Polakami, a Żydami.

Na rzeczywistość relacji między dwiema (trzema?) społecznościami w większym stopniu niż oficjalne okrągłe zdania, rytualnie wypowiadane przez najbardziej znanych polityków i publicystów, wpływają doświadczenia zwykłych ludzi. O prawdziwym potencjale solidarności Polaków i Żydów, lepiej niż artykuły prof. Szewacha Weissa, mówią oddolne inicjatywy zwyczajnych obywateli. To na podstawie tych doświadczeń można pokusić się o wnioski bardziej ogólnej natury. To one stanowią prawdziwy probierz intencji, nastrojów i możliwości. Kiedy niedawno w imieniu Fundacji Paradis Judaeorum ogłosiłem list otwarty do MSZ o podjęcie zdecydowanych działań prawnych przeciwko Pilar Raholi i dziennikowi „El Pais”, okazało się, że wśród ponad stu sygnatariuszy znalazła się tylko jedna osoba reprezentująca tak liczne w naszym kraju instytucje żydowskie. A przecież oficjalne zaproszenie wysłałem do wszystkich żydowskich stowarzyszeń i fundacji, które mienią się rzecznikami i animatorami polsko-żydowskiego dialogu…

Jakie z tego płyną wnioski? Po co o tym wszystkim wspominam? Otóż chciałbym powyższe uwagi zadedykować wszystkim, którzy tkwią w okowach stereotypów. W okowach uproszczeń często nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. A także tym, którzy podobnie jak niżej podpisany (nieraz wbrew dojmującym faktom) wierzą, że ludzi dobrej woli jest więcej. Mimo wszystko.

Obyśmy tylko mieli okazję dowiadywać się o tym trochę częściej. Nie tyle z telewizora czy z gazety, co z własnego doświadczenia.

Zobacz także:
„Młodzi Izraelczycy rozrabiają w Polsce”, „Przekrój” z 9.05.2007
„Dla Izraelczyków Polska jest nie mniej winna niż Niemcy – rozmowa z Mosce Zimmermannem”, „Rzeczpospolita” z 13.04.2007

Czytaj też Mój pradziadek ratował całe rodziny przed zagładą w obozie
Sortuj komentarze:

Adam Degler

Adam Degler 14.05.2007 17:12

Michał Tyrpa powraca... w wielkim stylu! Pamiętając, że antysemityzm to w Polsce realne zjawisko, nie możemy też zaprzeczyć, że w innych częściach świata istnieje coś takiego jak antypolonizm. A chamstwo pozostaje chamstwem, niezależnie, czy Izraelczyk warczy pod nosem, czy Szkot pokazuje goły tyłek.

Artur Wojnowski

Artur Wojnowski 14.05.2007 19:20

Niesłychane. Myślę o tej instrukcji izraelskiego ministerstwa oświaty. Jeżeli to prawda, to przecież nie jest to wewnętrzna sprawa państwa Izrael i jako taka dawno powinna się spotkać z odpowiednią reakcją polskich władz. Czy autorowi coś wiadomo na ten temat? Przecież jest to antypolonizm w najczystszej postaci. W takiej sytuacji trudno spodziewać sie poprawy stosunków w wymiarze czysto ludzkim, skoro najmłodsze pokolenie "na starcie" otrzymuje takie informacje.

Może czas najwyższy wymienić "kłamliwe przykłady polskiego antysemityzmu" na "prawdziwe przykłady antypolonizmu"..?
Bez względu na to, czy wychodzące z Hiszpanii czy z Izraela.

Grzegorz Korzeniowski

Grzegorz Korzeniowski 14.05.2007 20:22

Mogę poznać źródło informacji o instrukcji izraelskiego ministerstwa? Jest to tak niesłychane, że warto podać źródło.
Z tym Morelem to oczywiste, że go nie wydali, bo im własne prawo zabraniało (polskie prawo było wówczas w tej kwestii identyczne).
Za tekst plus, bo po raz pierwszy widzę krytykę Izraela, która nie wydaje mi się być podszyta antysemityzmem.

Marcin Nowak

Marcin Nowak 14.05.2007 21:22

Otóż to Grzesiek. Bo grunt to mieć możliwość krytykowania PANSTWA a nie RELIGII. Nie rozumiem dlaczego krytyczne studium polityki Izraela jest utożsamiane z antysemityzmem...

Jacek Filipek

Jacek Filipek 14.05.2007 23:19

Bardzo miło przeczytać jest coś o czym nie wiedziałeś. (+) Mijając żydowskie wycieczki po Kazimierzu zawsze ustępowałem im drogi, wychodząc z założenia, że idą grupą i trudniej będzie im ustąpić niż mnie. Dziś sobie myślę, że miałem fart, bo mógłbym zostać poturbowany. W hotelu Cracobia - z tego co słyszałem - nie przyjmuje sie już gości z Izreala. Przyczyna? Swoimi modłami odprawianymi nie tylko w swoich pokojach uprzykrzali pobyt w hotelu innym gościom.

Piotr Czarny

Piotr Czarny 14.05.2007 23:33

Świetna robota. Podziwiam obiektywizm i umiejętność argumentacji, większość publicystów (włącznie z wymienionymi w tekście) mogłaby się od Pana uczyć. (+)

Beata Biały

Beata Biały 15.05.2007 09:03

Plus. Bardzo dobry tekst - argumenty przeważają nad emocjami.
Michale, czy możesz podać źródło (link?) do wspomnianej instrukcji?

Michał Tyrpa

Michał Tyrpa 15.05.2007 09:31

Dziękuję za miłe słowa. Nawet te, w których znać oczywistą przesadę..

Ponieważ mój dostęp do Sieci jest dość ograniczony, proszę mi wybaczyć, że nie odniosę się szczegółowo do każdej wypowiedzi. Przede wszystkim chciałbym wyrazić satysfakcję, że (przynajmniej w opinii niektórych) nie mam obowiązku szczegółowo tłumaczyć się z tego, że jestem kryptowielbłądem...

Jeden z wątków wydaje mi się szczególnie ważny: pouczenie izraelskiego ministra, który uświadamia licealistom, że w Polsce będą mieli do czynienia z podludźmi. Otóż z całą pewnością istnieje nie jedna kopia owej instrukcji. Sądzę, że posiada ją na przykład prof.Zimmermann. A może także prof.Weiss i redakcje Przekroju oraz Rzepy.

Podejrzewam, że informację na temat ministerialnej instrukcji uzyskacie w ambasadzie Izraela w Warszawie.

Jeśli kto ciekawy, zachęcam do nawiązania kontaktu z tymi podmiotami i uzyskanie od nich tego dokumentu.

Szalom!

Grzegorz Korzeniowski

Grzegorz Korzeniowski 15.05.2007 10:17

Emenefix:

Ja wolę jednak mieć prawo krytyki religii. Chodziło mi o krytykę państwa, która nie jest podszyta nienawiścią. A krytyka Izraela jest często utożsamiana z antysemityzmem, bo krytycy używają "argumentów" w stylu Michałkiewicza - wrodzony antypolonizm, przedsiębiorstwo Holocaust, pazerność itp.

Marta Wieszczycka

Marta Wieszczycka 15.05.2007 14:57

Napisałeś \"Pomimo mojego lekkiego, letniego ubrania, nieodmiennie postrzegali mnie, jak gdybym był zmierzającym do muzułmańskiego raju, obwieszonym trotylem bojownikiem Dżihadu…\"

Przypomniało mi się wtedy mądre, hinduskie przysłowie \"Lepiej, żeby biedni stali pod Twoim domem niż Ty pod ich\".
Co w tym przyypadku można sparafrazować \"lepiej, żeby zdarzało nam się spotykać ludzi tak przepełnionych paniką i nienawiścią niżbyśmy sami mieli się takimi stać\".
A co można w takiej sytuacji zrobić? Moim zdaniem odpowiedź jest jedna - nagrywać i wrzucać nagrania w Internet.
Myślicie, że tylko Polacy padają ofiarą tego szaleństwa? Nie. Fińscy żołnierze z sił pokojowych nagrali, jak Żydzi przedarli się na siłę przez kordon sił pokojowych w Libanie z takim samym przekonaniem, że \"im wolno\". W tle można było usłyszeć, jak po fińsku brzmi przekleństwo oznaczające \"diabeł wcielony\".

Ta oficjalna ministerialna instrukcja, o której piszesz, powinna zostać głośniej poruszona na forum międzynarodowym. Szczególnie w świetle faktu, że nie ma narodu, którego przedstawiciele mieliby więcej drzewek w Yad Vashem niż Polacy.

Opcje zaawansowane

NaszeMiasto.pl

Copyright 2010 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.