Facebook Google+ Twitter

Polsko-niemiecki jabłecznik

Wiosną 1935 roku w gdańskiej dzielnicy Oliva, w domu przy Lützowstrasse 18 zamieszkało młode małżeństwo Astrid i Georg Krempowie. Rok później przyszedł na świat syn, któremu dali na imię Hans.

Georg Kremp, po ukończeniu Technische Hochschule Danzig, z inżynierskim tytułem w ręku podjął pracę w miejscowej stoczni. Nie interesował się zbytnio polityką, dlatego wieści o nadchodzącej wojnie traktował jako gazetowe plotki. Niepokoił go co prawda widok butnych młodzieńców w brunatnych uniformach, którzy zachowywali się arogancko w stosunku do żydowskich i polskich mieszkańców Gdańska, ale ich zachowanie oceniał jedynie w kategoriach wybryków. Kolegom w pracy tłumaczył, że Europa wyciągnęła dostateczne wnioski z I wojny światowej, aby nie dopuścić do nowego konfliktu zbrojnego. Z naciskiem podkreślał, że Hitler umie wszystko załatwiać drogą pokojową.

W piątek, 1 września 1939 roku, Krempowie z lękiem wysłuchali komunikatu radiowego obwieszczającego wybuch wojny z Polską. Astrid natychmiast pobiegła do sklepu, w którym sąsiadki już dokonywały większych niż zwykle zakupów. Paniki nie było, ale panowało przekonanie, że lepiej się zabezpieczyć, bo nigdy nie wiadomo, do czego to wszystko może doprowadzić? W dzielnicy było spokojnie, więc po obiedzie Astrid poszła z synem na spacer nad morze. Nad portem gdańskim unosiła się chmura dymu i słychać było pomruki wystrzałów. Natomiast w samym mieście panował normalny ruch i nic nie wskazywało na to, że sytuacja jest poważna. Wyłączono wprawdzie z ruchu kołowego obszar wokół Poczty Polskiej, a plotka niosła, że niemieckie siły porządkowe zostały tam brutalnie zaatakowane przez Polaków i trzeba było temu szybko zaradzić. Podobnie zresztą mówiono o Westerplatte, którego polska załoga w obliczu wojny miała stanowić poważne zagrożenie dla miasta. Losem Gdyni i Helu właściwie nikt się nie interesował.

Po wizycie Adolfa Hitlera życie w Wolnym Mieście Gdańsku wróciło do normy. Mimo różnych uciążliwości wojennych, czas płynął tu spokojnie. Radio niemieckie donosiło o sukcesach militarnych. Georg pracował przy produkcji zbrojeniowej, więc spał spokojnie, gdy ogłaszano kolejne pobory do armii. Jasnowłosy Hans dorastał w zdrowiu, Astrid dbała o dom i ogród. Co niedziela odbywali wspólne spacery do Zoppot lub na pobliskie wzgórze Karlsberg. Wieczorami lubili wspólnie pośpiewać lub pograć w halmę.

Dopiero niepokojące wieści z frontu wschodniego, które przekazał syn sąsiadów, służący w Wermachcie i odesłany do domu z amputowaną nogą, wywołały niepokój. Astrid nie mogła uwierzyć w to, że po tylu latach zwycięstw wojska niemieckie uległy pod Stalingradem naporowi „czerwonych barbarzyńców”. Kolejne doniesienia tyko potwierdzały te obawy. Z czasem strach przed nadchodzącą Armią Czerwoną stał się tak silny, że wiele rodzin niemieckich, nie czekając na rozwój wypadków, pakowało dobytek i wyruszało do Niemiec. Jesienią 1944 roku również państwo Krempowie zdecydowali się wyjechać do wujostwa w Bad Schandau w Sächsische Schweiz, aby tam spokojnie przeczekać ten trudny okres. Astrid starannie wysprzątała mieszkanie, a klucze powierzyła sąsiadce z piętra, która obiecała regularnie podlewać kwiaty i wietrzyć pokoje. Niestety i ona wkrótce w popłochu opuściła Gdańsk.

Po wyzwoleniu dawna ulica Lützowstrasse przyjęła polską nazwę Poznańska. Dom pod numerem 18. niewiele ucierpiał w czasie działań wojennych, a w dawnym mieszkaniu państwa Krempów wiosną 1946 roku zamieszkał Józef Chomiński wraz z pięcioosobową rodziną. Wypędzeni z Warszawy po upadku Powstania Warszawskiego, jakiś czas w nieludzkich warunkach przemieszkali pod Krakowem, by późną wiosną 1945 roku dotrzeć do zrujnowanego Gdańska. Z nakazem kwaterunkowym w ręku przekroczyli próg nowego domu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Cieszy taka postawa obu rodzin niestety to jest tylko jedna strona problemu powojennych losów obu narodów, jest ta druga strona w Berlinie nazywa się Związek Wypędzonych tam panują inne opowieści i o tym też trzeba pamiętać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrze,
wydaje mi się, że zbyt swobodnie puszczasz wodze fantazji, mówiąc o książkowej wartości moich tekstów publikowanych w w24. Ale z Twoich ust brzmi to na tyle zachęcająco, że odtąd coraz poważniej liczę na uśmiech Fortuny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie, masz materiał na książkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, jak zwykle trochę przesadzasz, a z tą perfekcją - to już zupełnie. Po prostu macham piórem jak łopatą, czasem - jak kilofem, a czasem to nawet jak chochlą w zupie. Niemniej dziękuję za ciepłe słowa, bo płynące z Twoich ust brzmią jak najpiękniejsza muzyka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czarku, widzę że lubisz pogrzebać trochę w historii, dlatego odkrywam w Tobie bratnią duszę. Bardzo dziękuję za rzeczowe uwagi na temat mojej tekstu. Są ze wszech miar słuszne, dlatego wykorzystam je w kolejnych publikacjach. Poruszyłeś temat wielowątkowości, która w przypadku artykułu o tak niewielkich rozmiarach (wymóg Internetu!) jest trudna do zrealizowania. Gdybyśmy rozmawiali o twórczości powieściowej, to aspekt ten miałby kluczowe znaczenie, choćby z racji funkcji formotwórczej. Natomiast w przypadku niewielkiej publikacji gazetowego staje się niewykonalny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy artykuł i wspaniałe zakończenie. Szkoda tylko, że nie rozwinąłeś bardziej losów p. Chomińskiego. Można było opowiedzieć je na przemian z losami niemieckiego bohatera, wplatając tu i ówdzie aluzje, że w przyszłości ich ścieżki się zejdą. Jego niechęć do Niemców byłaby wtedy jeszcze bardziej zrozumiała, a zarazem jej cały bezsens (bo Hans to też tylko zwykły chłopak). Zakończenie - i tak już wspaniałe - byłoby wówczas jeszcze bardziej efektowne. Ale to drobiazgi. Bardzo ciekawy artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.10.2008 10:50

(+) ciekawa i madra opowiesc...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moniko, chyba grubo przesadzasz porównując mnie do "prozaika", gdyż do prozaika jeszcze mi sporo brakuje! Staram się tylko, aby teksty były porządnie napisane i żeby niosły treści w miarę uniwersalne. Zdaję sobie sprawę z moich ułomności literackich, ale, w jakimś stopniu, winę z to ponosi język polski, w którym przyszło mi pisać i który na kążdym kroku sprawia mi trudności. Dlatego pora najwyższa wrócić do Falskiego i zacząć życie od początku. Może wtedy składanie słów pójdzie mi trochę lepiej?

Komentarz został ukrytyrozwiń

+, opowieść, której nie powstydziłby się prozaik z tytułami :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kapitalna opowieść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.