Konsekwencje tego stanu rzeczy nie ograniczają się tylko do braku rzek w krajobrazie. Mniej wody trafia do ziemi, a przez to poziom wód gruntowych obniża się. Wiele drzew nie sięga do nich korzeniami i często usycha. Rozważa się nawet sztuczne nawadnianie niektórych drzew w centrum Łodzi. Byłaby to prawdziwa "ekonomia księżycowa". Najpierw bowiem wysyłamy do ścieków deszczówkę spadającą tuż obok drzewa, by potem podlewać je wodą z wodociągu pompowaną z okolic Zalewu Sulejowskiego. Nie jest to bynajmniej jedynie problem Łodzi. Każde większe miasto boryka się z podobnymi kłopotami. Niedoborom wody w mieście towarzyszy jej nadmiar w czasie deszczu. Intensywne opady wyczerpują przepustowość kanalizacji przez co dochodzi do podtopień.
Powrót do naturyObecnie, dzięki nauce zwanej
ekohydrologią, można w dużej mierze odtworzyć naturalny obieg wody. Ekohydrolodzy opracowali proste i tanie metody przywracające miejską wodę deszczową do ekosystemu poprzez oczyszczanie jej i wprowadzanie do gruntu. Najprostszą z tych technologii jest trawnik zlokalizowany poniżej poziomu ścieżki rowerowej lub chodnika.
Deszczówka spływająca z chodnika i ścieżki jest filtrowana przez trawę i wsiąkając w ziemię zasila wody gruntowe. Technologie przystosowane do pobierania większych ilości wody działają na podobnej zasadzie.
Przykładem jest zrewitalizowana fabryka - budynek Wydziału Informatyki
Politechniki Łódzkiej, gdzie deszczówka spływa rynnami z dachu, lecz zamiast trafiać do

kanałów, przelewa się do specjalnego zbiornika przepuszczającego wodę do gruntu. Zbiornik ten odgrywa bardzo ważna rolę w utrzymaniu zieleni miasta - uzupełnia wody gruntowe w pobliskim parku ks. bp. Michała Klepacza pomagając w nawadnianiu pięknych, pomnikowych dębów, z których park ten słynie. Na świecie istnieją także bardziej zaawansowane systemy projektowane do zagospodarowywania wód opadowych z jezdni wyposażone w specjalne biologiczne filtry, usuwające zanieczyszczenia.