Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6262 miejsce

Pomaganie sposobem na życie

Marta Baran ma 23 lata. Studiuje resocjalizację na Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. W życiu ma jedną pasję - pomaganie innym.

Marta Baran. / Fot. Dariusz NowosielskiObecnie najważniejszym zajęciem dla Marty jest współpraca z więźniami z Zakładu Karnego w Radomiu. Specjalnie dla Wiadomości24.pl zgodziła się opowiedzieć o swojej pracy.

Dariusz Nowosielski: Pani Marto, skąd wziął się pomysł pomagania więźniom? Jak długo trwa ta przygoda?
Marta Baran - Myślę, że wynika to z moich marzeń, mojego kierunku studiów, ale przede wszystkim to moja ogromna potrzeba wewnętrzna i chęć, by pomagać osadzonym. Ważne, by lubiło się robić to co się robi. Ja przecież nie dostaję za to żadnych pieniędzy. To ja muszę prędzej płacić - choćby za dojazd do Radomia, do zakładu karnego. Razem z innymi osobami, które tam jeżdżą, mamy po prostu taką potrzebę. Każdy z nas angażuje się w tę pracę bardzo mocno. Myślę, że w naszym przypadku można to już nazwać powołaniem.

Traktuje to pani bardziej jako pracę czy doświadczenie życiowe?
- Każde działanie związane z pomocą osadzonym czy ogólnie resocjalizacją jest na pewno jakimś doświadczeniem. Ale patrzę na to już bardziej pod kątem pracy - nawet jeśli miałaby to być praca za wiele, wiele lat. Jeśli angażuję się w to, poświęcam temu bardzo dużo czasu wolnego, który mogłabym przecież zupełnie inaczej wykorzystać to myślę, że jednak traktuję to bardziej jak pracę.

Jaka była pierwsza myśl, gdy spotkała pani tych ludzi, tam w więzieniu?
- Gdy szłam po raz pierwszy do Zakładu Karnego w Radomiu czułam dziwny spokój. Nie wiem czym to można wytłumaczyć. Oczywiście nie było tak, że poszłam na totalnym luzie - wiadomo - tylko głupi się nie boi. Ale uważam, że to kwestia pozytywnego nastawienia i przede wszystkim tego, że byłam i nadal jestem bardzo ciekawa tego wszystkiego co tam się dzieje, co ci ludzie tam robią, jak żyją. Gdy pierwszy raz ich zobaczyłam, nie poczułam żadnych negatywnych emocji. To są ludzie tacy sami jak my. Tyle, że z wyrokiem.

Stereotyp więźnia wszyscy znamy, jacy to są ludzie, jak z nimi rozmawiać?
- No właśnie. Niestety, ale stereotypy robią bardzo dużo szkody. Gdyby ktoś spotkał na ulicy wielu z tych osadzonych, absolutnie by nawet nie pomyślał, że ci ludzie mogą być skazani na karę pozbawienia wolności. Oczywiście wiadomo, że są ci "dobrzy" więźniowie i ci "źli", ale patrzenie na nich przez pryzmat takiego, a nie innego stereotypu powoduje, że my - społeczeństwo sami odgradzamy się od ludzi, którzy nierzadko są bardziej wrażliwi, bardziej inteligentni niż niektórzy ludzie pozostający na wolności. Słychać to w rozmowach ze skazanymi. Ich inteligencja zaskoczyłaby niejednego człowieka. Po prostu na chwilę zeszli na złą drogę albo mieli zwykłego pecha. Znaleźli się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. A skutki odczuwają do dziś i będą je odczuwać jeszcze dłużej.

Co pani chce osiągnąć (także dla siebie), pomagając takim ludziom jak oni?
- Przede wszystkim chcę coś robić dla nich. To, że pozostają w zakładach karnych nie znaczy, że muszą być całkowicie odcięci od jakiejkolwiek pracy i zajęć. Ci ludzie, część z nich wyjdzie kiedyś na wolność. Więc ja się pytam: co wtedy? Czy po tych kilku czy kilkunastu latach przebywania w zakładzie karnym będzie dla nich zajęcie? Czy będą się umieli odnaleźć w trudnej codziennej rzeczywistości? Ludzie często mówią: on jest zły, do więzienia z nim. Ale nie pomyślą przy tym, że taki człowiek za kilka lat, wyjdzie i jeśli w zakładzie nikt z nim nie będzie rozmawiał, nic nie będzie robił, niczego nie będzie go uczył, to więzień powróci do tego co robił przed skazaniem. Mam nadzieję i mocno w to wierzę, że pomagamy tym ludziom teraz, a zaprocentuje to w przyszłości. Ja czuję niesamowitą radość i szczęście, gdy widzę, że to co robię, nawet w najmniejszym stopniu ktoś docenia. Daje mi to dodatkową siłę i energię do dalszego działania.

Co udało się dla tych ludzi zrobić? Uważa pani, że doceniają taką pomoc?
- Wspólnie ze studentami Akademii Pedagogiki Specjalnej, osadzeni wydają gazetkę więzienną. Piszą artykuły, jest tam też kącik poświęcony wierszom. Człowiek, który jest redaktorem naczelnym "Szczególnego Miejsca" (gazetki więźniów - przyp. red.) pisze wiersze. Więc zaprosiłam do współpracy pana Aleksandra Nawrockiego (redaktora czasopisma "Poezja dzisiaj"), który kiedyś wydał moje wiersze. Teraz zgodził się wydać poezję osadzonego. Tak więc ten więzień będzie miał więc swój profesjonalny debiut literacki. Planuję także zaprosić jakąś znaną postać literacką czy filmową do zakładu, na spotkanie ze skazanymi. Około trzech miesięcy temu osadzeni mieli kurs komputerowy, gdzie mogli nauczyć się obsługi komputera od podstaw lub udoskonalić swoje dotychczasowe umiejętności. Pomysłów jest naprawdę bardzo dużo, z każdym spotkaniem więcej. Myślę, że doceniają to wszystko co dla nich się robi. Oni mają w ten sposób poczucie, że ktoś się interesuje ich losem, że ktoś poświęca swój czas, by do nich przyjść, posiedzieć, porozmawiać. Mają wtedy kontakt z kimś zza krat, a to jest dla nich na pewno bardzo ważne.

Co może pani powiedzieć młodym ludziom, by ich zachęcić do pracy z więźniami? Większość jednak się obawia takich osób.
- Jestem przekonana, że trzeba być pewnym, że chce się robić właśnie to, a nie co innego. I wcale to nie oznacza, że trzeba studiować resocjalizację. Wystarczą chęci, zaangażowanie i pomysły. Trzeba czuć, że faktycznie chce się tym ludziom pomagać. Wiadomo, że na początku każdy się trochę boi. Ale myślę, że jeśli ktoś czuje tzw. "powołanie", to nie będzie miał większych kłopotów. Najważniejsze, to widzieć sens w tym co się robi.

Jakie ma pani plany na przyszłość?
- Chcę pomagać osadzonym w zakładzie karnym w Radomiu. Później nie tylko tam. Kiedyś byłam przekonana, że swoją przyszłość zwiążę z jakąś Policyjną Izbą Dziecka czy ośrodkiem wychowawczym. Nigdy nie myślałam o więzieniu. Teraz gdy byłam w tych wszystkich miejscach ze zdziwieniem stwierdzam, że chcę robić coś pożytecznego dla osadzonych w zakładach karnych.

Czy jest coś na co specjalnie chciałaby pani zwrócić uwagę czytających ten artykuł?
- Chciałabym, żeby ludzie w końcu zauważyli problem jakim jest brak pracy, zajęć w zakładach karnych. Wiem, że ludzie boją się, zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Uważają, że skazanych trzeba tępić. Odwracanie się od problemu nie rozwiązuje kłopotów. Ja również zdaje sobie przecież sprawę z tego, że oni nie siedzą w wiezieniach za niewinność. Ale czy to znaczy, że nie wolno dać im drugiej szansy po wyjściu na wolność? Właśnie jestem w trakcie pisania artykułu na ten temat do gazetki. Gdybym przeprowadziła jakieś badania czy sondaż to pewnie 90 proc. społeczeństwa polskiego (jak nie więcej) dałoby odpowiedź, że skazani powinni zostać tam gdzie są. Jeśli tak bardzo wszyscy w Polsce podążają za Zachodem, to czemu też nie brać z nich przykładu w sprawach więziennictwa i skazanych? Chciałabym, aby po przeczytaniu tego wywiadu choć jedna osoba zastanowiła się nad tym problem. Każdemu człowiekowi trzeba dać drugą szansę.

Dziękuję za rozmowę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

podobało mi się :) plus

Jagusia zgadzam się z tobą w pełni, odnośnie wywiadów z gwiazdeczkami :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na początku zraziło mnie to pytanie: "Pani Marto, skąd wziął się pomysł pomagania więźniom? Jak długo trwa ta przygoda?".
Nie nazwałabym tego przygodą...
Ale już się wiecej nie czepiam.
Wolę czytać rozmowy z takimi ludzmi niż kolejny nic nie wnoszący wywiad z jakas gwiazdeczka, która opowiada jak zapobiega powstawaniu rozstepów albo jaką maseczke wklepuje sobie w jape.
Daję plusa (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+, grunt to pasja

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.