Facebook Google+ Twitter

Pomoc nie czeka, ale warto mieć odwagę o nią prosić

W języku polskim jest takie słowo, które brzmi: pomoc. Wyraża ono działanie (działania) podjęte dla dobra innej osoby. Określamy nim również osobę lub grupę osób pomagających komuś w konkretnej sprawie czy sprawach. Ale też pomoc oznacza coś, co pomaga w trudnej sytuacji, czyni ją mniej uciążliwą. To coś powinno mieć wymiary konkretne. I zapewne ma.

 / Fot. w24Ludzie w trudnych sytuacjach życiowych bardzo często potrzebują pomocy. Potrzebują, ale jej nie szukają. Nie potrafią lub się wstydzą. Skromność i wstyd oraz dziwny, trudno wytłumaczalny opór wewnętrzny powstrzymuje od prób szukania czyjegoś wsparcia. U jednych wynika to z charakteru, u innych z ambicji, u jeszcze innych z honoru, który nie powala chodzić po prośbie. Ale jak żyć bez pieniędzy, bez pracy, bez wsparcia rodziny czy znajomych? To wprost niepojęte. Człowiek jest wśród ludzi, a tak jakby sam. Nigdy nikogo o nic nie prosił, zawsze radził sobie w kłopotach, żył może nie najlepiej, ale nie musiał żebrać. Problemy rozwiązywał godnie i samodzielnie. Aż tu nagle przyszedł krach. Przyszedł dzień dramatu, klęski, tragedii.

Kilka dni przed końcem roku 2011, w pożarze domu socjalnego w Białej Podlaskiej zginęło 8 osób, w tym troje dwu- i trzy-letnich dzieci. Rodziny zostały dotknięte straszliwym dramatem. Wcześniej w Malborku rodzina straciła w pożarze cały dorobek życia. Dwudziestokilkuletnia matka z dzieckiem z Pieniężna (woj. warmińsko-mazurskie) nagle dowiedziała się o swojej śmiertelnej chorobie, wściekle rozsiewającym się po organizmie – czerniaku złośliwym. Żadne próby walki z rakiem złośliwym nie dają rezultatu. Kobieta nie ma pieniędzy ani sił do skutecznej walki z chorobą. 21-letnia matka z dzieckiem, studentka wpadła w stany depresyjne, z których nie może się wymotać. Tacy i podobni ludzie oczekują ludzkiego zrozumienia ich potrzeb. Pragną i potrzebują pomocy, lecz nie wiedzą skąd i do kogo oraz jak się o nią zwrócić.

Pani Teresa z Miętkich, gmina Dźwierzuty k/Szczytna, doznała szoku, gdy jej 42-letni mąż nagle 10 grudnia 2011 roku, zmarł. Po 10-ciu miesiącach bezskutecznej walki z rakiem żuchwy, nie miał szans. Żadna z kilku stosowanych metod leczenia nie dała rezultatu. Stracili wszystkie pieniądze na lekarzy i medyczne zabiegi. Pani Teresa z dwójką dzieci pozostała bez środków do życia. Została też z długiem bankowym i wielką pustką w domu. Jedyny żywiciel - Kazik, który zarabiał na rodzinę – odszedł na zawsze. Na szczęście znaleźli się tacy, którzy pomogli. Z pomocą przyszli znajomi i nieznajomi, sąsiedzi i obcy. Pomógł przewodniczący rady gminy, radna, pani Urszula i ksiądz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

To kolejny ważny temat jaki autor podjął.
To 39. bardzo ciekawy artyk. w ciągu ledwie niecałych 3 tyg.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.