Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178775 miejsce

Pomorskie samorządy likwidują szkoły

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-03-13 07:28

Pomorskie samorządy masowo chcą likwidować szkoły. Uczniowie trafią do innych placówek, a nauczyciele będą szukać nowej pracy, o ile likwidacji szkół nie zablokują protestujący rodzice. A wszystko przez niż demograficzny.

Tylko w ciągu ostatniego roku liczba uczniów w województwie pomorskim zmniejszyła się o 26 tysięcy: z ponad 366 tysięcy do 340 tysięcy uczniów. Tymczasem niezależnie od tego czy w danej szkole uczy się 30, czy 100 uczniów, tyle samo kosztuje remont budynku, ogrzanie go czy sprzątanie. A subwencja oświatowa, którą samorządy dostają od państwa na finansowanie oświaty, jest zależna tylko od liczby uczniów. Im jest ich mniej, tym mniej samorząd dostaje środków.W Sulminie szkoły bronili rodzice. Zagrozili, że podadzą gminę do prokuratury, ale wszystko wsk azuje, że swoją walkę przegrali Fot. Dziennik Bałtycki

Mowa o wcale niemałych pieniądzach, bo subwencja na jednego ucznia to około 5 tysięcy zł rocznie (jej wysokość jest różna, bo zależy od aż 32 czynników: choćby umiejscowienia szkoły). Gdy więc dana szkoła traci 10 uczniów, gmina dostaje od państwa 50 tysięcy złotych mniej. Zwłaszcza w budżetach wiejskich samorządów taki ubytek może być bardzo zauważalny. A dzieci znikają ze szkół masowo. W dodatku niż ma potrwać jeszcze przynajmniej parę lat. Coraz więcej samorządów decyduje się na likwidację szkół, zwłaszcza tych na wioskach - często placówek niewielkich, mieszczących się w starych, wymagających dużych nakładów obiektach. Za każdym razem, gdy gmina chce zamknąć którąś ze swoich placówek oświatowych, musi poprosić o opinię kuratorium oświaty. Wnioski takie wpływają do kuratoriów do końca lutego. Jeśli opinia kuratora jest negatywna, samorząd nie ma prawa takiej szkoły zlikwidować. - Oceniając plany gmin, bierzemy pod uwagę przede wszystkim dobro dzieci - zapewnia Krystyna Laudańska, dyrektor wydziału Organizacji i Pragmatyki gdańskiego KO. - Sprawdzamy choćby warunki w szkole, do której mają trafić. Najuważniej przyglądamy się likwidacji szkół podstawowych, bo te dzieci wymagają szczególnej pieczy - nie powinny choćby mieć do szkoły za daleko.

W tym roku do kuratorium zgłoszono zamiar likwidacji 18 przedszkoli (dwa mają zostać zamknięte, a reszta sprywatyzowana), jednego gimnazjum (w Gdyni) oraz kilku szkół ponadgimnazjalnych (większość w Gdyni, która postanowiła zlikwidować niepopularne licea profilowane). W całym województwie miałoby też zostać zamkniętych aż 10 szkół podstawowych.

- To dużo więcej niż w ubiegłym roku, a niemal wszystkie są małymi placówkami działającymi na wsi - mówi Krystyna Laudańska.
Z mapy miałyby zniknąć szkoły w miejscowościach: Glina, Zapceń, Kamionka, Bukowina, Sulmino, Mirotki, Rakowiec, Pieniążkowo, Kursztyn, a także w Sopocie. W obronie każdej z tych szkół stanęli natychmiast rodzice. Ci z Sulmina w gminie Żukowo zagrozili nawet, że podadzą gminę do prokuratury.
Kuratorium Oświaty jak dotąd wydało tylko dwie opinie w sprawie podstawówek. Za uzasadnione uznano likwidację szkół w Sopocie i Sulminie. Ośmioma pozostałymi podstawówkami wizytatorzy dopiero się zajmą. Już dziś wiadomo jednak, że trzy z tych ośmiu placówek prawdopodobnie ocaleją. Mowa o szkołach w gminie Gniew - w Rakowcu, Pieniążkowie i Kursztynie.
- Jestem po licznych spotkaniach z rodzicami i chyba zostawimy w tych miejscowościach szkolne filie. Już taki ruch przyniesie nam ok. 500 tysięcy zł oszczędności w roku - mówi burmistrz Gniewu, Bogdan Badziong, burmistrz Gniewu.

Likwidują szkoły w całej Polsce

W roku szkolnym 2004/2005 do różnego typu szkół w Polsce uczęszczało niemal 6,85 mln uczniów. W kolejnym roku było ich już 6,6 mln. W tym mamy tylko 6,35 mln uczniów. Co roku więc z placówek oświatowych ubywało 250 tysięcy dzieci i młodzieży. Podobnie będzie przez najbliższych kilka lat.
Na skutek niżu demograficznego co roku w Polsce zamyka się kilkaset placówek oświatowych. Tylko w tym roku do wrocławskiego kuratorium Oświaty wpłynęło 60 wniosków w sprawie planowanych likwidacji szkół i przedszkoli. Pracownicy kuratorium są w trakcie prac nad wydaniem opinii. - Przygotowując je, na ostatnim miejscu stawiamy sprawy finansowe - mówi Janina Jakubowska, rzecznik prasowy wrocławskiego KO. - Pod uwagę bierzemy głównie to, czy dzieci nie stracą na jakości nauczania czy to przez pogorszenie warunków, czy przez uciążliwe dojazdy. Do poznańskiego kuratorium trafiło 21 wniosków w sprawie zamiaru likwidacji placówek oświatowych. Tamtejsze samorządy chciały zamknąć jedno gimnazjum i 11 szkół ponadgimnazjalnych. Wizytatorzy właśnie zbierają informacje, które pozwolą im ocenić zasadność decyzji gmin. Natomiast znane są opinie w sprawie zamiaru zamknięcia dziewięciu szkół podstawowych. Wszystkie znajdują się na wsi. Kuratorium zgodziło się na zlikwidowanie ośmiu.


Bierzcie sprawy w swoje ręce!

Z Aliną Kozińską-BaŁdygą, prezesem Federacji Inicjatyw Oświatowych, rozmawia Anna Kisicka
- Znika mała wiejska szkoła na Kaszubach. Co zmienia się w życiu jej mieszkańców?
- Zamknięcie takiej, choćby najmniejszej szkoły, to degradacja wsi. Przecież najczęściej jest to jedyna placówka, która integruje mieszkających w niej ludzi. To jedyne miejsce, gdzie spotyka się co jakiś czas duża część społeczności. Poza tym szkoła jest też oknem na świat. To dzięki niej dzieci i inni mieszkańcy mają dostęp do Internetu, tam jest - choćby niewielka, ale jednak - biblioteka. Taką szkołę trzeba bezwzględnie ratować.
- Ale jak, jeśli niż demograficzny sprawia, że szkoła jest dla samorządu za dużym ciężarem?
- Niech szkołę poprowadzą sami rodzice. Wystarczy, że założą stowarzyszenie. Dostaną subwencję oświatową: niemal 5 tysiące złotych rocznie na każdego ucznia. Gdy sami nie znają się na księgowości, mogą - za 200-300 zł miesięcznie wynająć prywatną firmę.
- Jeśli samorządowi nie opłacało się prowadzić małej szkoły, to jak może się to udać rodzicom?
- Szkoły prowadzone przez stowarzyszenia są tańsze w utrzymaniu. Sami rodzice mogą przecież wykonywać pewne prace, za które w przypadku samorządowej szkoły trzeba płacić. Poza tym w takiej szkole nie obowiązuje karta nauczyciela. O pensjach pedagogów decydują więc nie przepisy, a sami rodzice. A proszę mi wierzyć, że chętnych do pracy jest sporo. Ostatnio pomagałam zakładać taką szkołę w Szopach w Pomorskiem. Na ogłoszenie oferujące pracę nauczyciela odpowiedziały 42 osoby. Byli tacy, którzy chcieli dojeżdżać nawet 60 kilometrów.


Nasz komentarz

Małgorzata Gradkowska:var s="m.%gr%ad%ko%ws%ka%@p%ra%sa%.g%da%.p%l"; document.write("m.%gr%ad%ko%ws%ka%@p%ra%sa%.g%da%.p%l".replace(/%/g,"")); - Od kilku lat - czyli od czasu, gdy niż demograficzny stał się faktem - wiadomo było, że szkół może być za dużo. Państwo, chętnie przerzucające na gminy obowiązek ich utrzymania, zdecydowanie mniej chętnie dzieli się pieniędzmi na ten cel. Nic więc dziwnego, że samorządy szukają desperackich sposobów na to, żeby podzielić finansową krótką kołderkę. Lepiej nie będzie, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości. Dlatego, chociaż pomysł przejmowania szkół brzmi rewolucyjnie, warto o nim pomyśleć. Urzędnik widzi liczby, rodzice za każdą liczbą widzą twarze swoich dzieci. Pewnie, że prowadzenie - a najpierw zorganizowanie - takiej szkoły to duży wysiłek, ale przecież nie robi się tego dla kogoś obcego. To dla Ani, Kuby, Marcinka, Asi... Dla swojego dziecka warto nawet nauczyć się tego, że chociaż oświata w tym kraju jest bezpłatna, to czasem samemu trzeba ją zorganizować.

Anna Kisicka


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.