Facebook Google+ Twitter

Pomówienie prawdziwe i pomówienie fałszywe

Im bardziej minister Giertych próbuje mnie wysycić rafinowanym, zagęszczonym, wydestylowanym Narodowym Duchem, tym większą przyjemność odnajduję w zagranicznych wyjazdach.

Ale nie tylko o Giertycha i jego wygoloną brać tutaj chodzi. Elity polityczne, wybijające rytm życia publicznego za pomocą łopaty do przerzucania gnoju, skłaniają mnie do emigracji nie tylko z racji swych nacjonalistycznych przekonań. Powodów jest dużo więcej.

Zeszły weekend spędziłem na krótkim zagranicznym wyjeździe. Jest coś magicznego w przekraczaniu naszej granicy. Kiedy się przejdzie przez bramkę na lotnisku człowiek nagle zaczyna jakoś inaczej myśleć. Staje się lżejszy. W zrzucaniu zbędnego balastu bardzo pomaga nieznajomość języka kraju, do którego się udajemy. Wiadomo, oni też mają jakichś swoich politycznych awanturników, jednak o ile nie znamy ich języka, to polityczna indoktrynacja przyjmuje formę niezobowiązującego bełkotu, który spokojnie można puścić mimo uszu. W Polsce ten polityczny bełkot chcąc nie chcąc wciąga aż po czubek głowy. Trzeba się mocno nagimnastykować, żeby się nim nie zachłysnąć.

Nie było mnie tylko trzy dni. Po przyjeździe czekały na mnie: naziafera i sexafera. Co to jednak za afery... Przecież jaki jest koń, każdy widzi. To, że nagle ktoś kogoś przyłapał na gorącym uczynku, zrobił zdjęcie, znalazł świadków, jest tylko medialnym przypieczętowaniem tego, co wiadomo od dawna. Żadna niespodzianka.

Język śniadaniowej telewizji

Wierzejski i skinheadzi. Nie wiem, czy jest w tym kraju ktoś o zdrowych zmysłach, kto jest w stanie uwierzyć w bajeczkę pana Wierzejskiego o „festiwalu piosenki patriotycznej”. Jeśli tak, to winszuję poczucia rzeczywistości... Nowoczesny rasizm musi się mocno natrudzić, żeby dojść do władzy, a potem utrzymać się przy niej. Kanony politycznej poprawności nie pozwalają na otwarte głoszenie faszystowskich haseł, dlatego ludzie pokroju Wierzejskiego lub Giertycha muszą wyrażać swoje przekonania językiem telewizji śniadaniowej. Kiedyś władza musiała cenzurować język opozycji, teraz musi cenzurować samą siebie i uważać na to, co mówi. Nie dajmy się jednak zwieść. Pod tym potokiem kwiecistych sformułowań odnajdziemy stare, sprawdzone pomysły faszyzujących bojówek. Cała prawda kryje się „między wierszami”, w zakodowanych aluzjach. Étienne Balibar znakomicie rozpracował mechanizm „ponowoczesnego rasizmu” („metarasizmu”). Kiedyś rasiści mogli wygłaszać swe poglądy otwartym tekstem. Dziś oburzają się, gdy dochodzi do jakichkolwiek zamieszek na tle etnicznym, jednak zaraz potem próbują usprawiedliwiać rasistowskie postawy tym, że współczesny człowiek, wychowywany w wielokulturowych aglomeracjach, może czuć się zagrożony bliską obecnością Innego (Obcego), która jakoby zaburza jego poczucie narodowej tożsamości. Innymi słowy: źródłem wszelkiego zła są zwodnicze idee tych, którzy w imię „wielokulturowości” pozwalają na mieszanie ras, a co ta tym idzie, pobudzają ludzi do zachowań rasistowskich. Nowoczesny rasista może spokojnie opowiadać bajeczki o tym jak bardzo „kocha Żyda”, jednak jest to miłość na odległość. „Kocha” Żyda, ale w Izraelu. Im dalej ten Izrael, tym lepiej.

Sexafera w Samoobronie. Proszę wybaczyć, ale uważam wszelkie komentarze za zbędne. Nie zdziwię się ani trochę, jeśli cała sprawa okaże się prawdą. Nie wiem czemu (może ktoś wie?), ale Mister Łyżwiński jakoś pasuje mi do obrazu, jaki wyłania się z zeznań molestowanej kobiety. Jestem w tym przypadku kompletnie niepoprawny politycznie i kieruję się zmysłem estetycznym i intuicją. Nie wolno mi? Wolno! Jeśli w XXI wieku policja może korzystać z usług jasnowidza (taką informację podały ostatnio „Wiadomości”), to mnie tym bardziej wolno odwoływać się do szóstego zmysłu. Niech to jednak sądy zweryfikują. Poczekamy, zobaczymy. To, co budzi największą zgrozę, to próby wytłumaczenia „niesfornych chłopaków” z Samoobrony, jakich podjęła się żona inkryminowanego Łyżwińskiego – że to niby fajnie, bo widać panowie „jeszcze mogą”. Inny argumentację zaprezentował złotousty Ludwik Dorn, mówiąc ponoć, że ta "sprawa ma charakter pomówienia prawdziwego lub fałszywego". Ludwik chyba postawił sobie za punkt honoru zgarnięcie wszystkich „złotych czcionek” naszego politycznego dyskursu. Żenada.

Jak widać powrót do kraju nie należy do przyjemności. Nie jestem niestety siatkarskim wicemistrzem świata, dlatego nikt mnie kwiatami nie witał. Przywitały mnie tylko nagłówki gazet. Trzeba mocno zatkać nos i wykonać skok prosto w polityczną gnojówkę. Pozostaje tylko czekać na następną okazję do wyjazdu. Albo – wzorem Ludwika Dorna – oduczyć się polskiego.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Niestety muszę cię zmartwić. Słówką "bynajmniej" używa się z partykułą "nie" i jest to poprawne. Wcale nie dochodzi tu do podwójnej negacji. Taki już ten nasz język pogmatwany i "nielogiczny"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Giertych kiedyś powiedział: "Bynajmniej nie jestem antysemitą". Przyjmując, że owo "bynajmniej" znaczy ni mniej ni więcej co "wcale nie" to tłumacząc z polskiego na polski wyjdzie nam "Wcale nie nie jestem antysemitą". Dwa minusy dają plus. Czyli efektem końcowym jest: "Ależ tak, jestem antysemitą!"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.