Facebook Google+ Twitter

Pomóż nam walczyć z chorobą

Historia Beaty pisana jest cierpieniem, brakiem wiary na lepsze jutro i diagnozą, która przyszła niespodziewanie, jak zły sen. Trudno sobie wyobrazić, gdy brakuje środków czystości, żywności.

Beata Łysek ul Główna 51 Kisielów 43-440 Goleszów / Fot. Beata ŁysekTrudno sobie wyobrazić, gdy brakuje środków czystości, żywności, czy rzeczy, które są potrzebne w gospodarstwie domowym. Gdy do drzwi domu zapuka Pani o imieniu "bieda".

Apeluję do ludzi dobrej woli z wiarą, że ktoś jeśli przeczyta jej historię, zmieni jej los na lepsze jutro:

- „Pomóż wygrać z chorobą, każda rzecz mi przekazana pomoże nam. Ponieważ te pieniądze, za które miałabym kupić np.: środki czystości, żywność, czy rzeczy potrzebne w gospodarstwie domowym, będę mogła przeznaczyć na leki, a tak niestety muszę wybierać. Ta walka stała by się łatwiejsza dzięki pomocy”

Historia Beaty

Kazano mi zdecydować. Decydować o życiu mojego dziecka. Tak... albo urodzę Mateusza, albo usunę ciążę i będę żyła. Pomyślałam wówczas sobie, że „moje życie”, to „całe życie pod górę”.

Nigdy nie zapytałam nawet, dlaczego mnie to spotyka. Nigdy też nie wiedziałam, co to matczyna miłość, ponieważ wychowywał mnie ojciec, a kobieta, która mnie urodziła odeszła z domu, kiedy miałam trzy latka. Pamiętam jak wynosiła z domu różne przedmioty.

Posadziła mnie na starej maszynie do szycia, dała mi do ręki dwie lalki kukiełki i powiedziała: „Pamiętaj o mnie”. Pamiętałam i pamiętam, w końcu to jej zawdzięczam życie.

Po latach spotkałam ją powtórnie. Usłyszałam słowa, że „bardziej kocha swojego psa” niż mnie - 14 maja 1978 r. w tydzień po mojej pierwszej komunii świętej. Nie, nie byłam w tzw. „rodzinie zastępczej”. Gdy byłam już pełnoletnia, musiałam dawać radę sobie sama.

Nigdy nie miałam domu. Pracowałam i równocześnie mieszkałam na stancjach. O moim dalszym losie zadecydował przypadek. Otóż pewnego dnia spotkałam znajomego z dziecinnych lat. Zamieszkaliśmy razem, zakochałam się i na teraz Tadek jest moim mężem.

15 kwietnia 2006 roku w Wielką Sobotę o 12.45 urodził się nasz synek, Mateusz.

„Dar Boży”, bo cały i zdrowy, a jak już pisałam miało go nie być. Wielka radość i wielki smutek, jednocześnie wiara, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

Od ośmiu już lat walczę z rakiem. Przeszłam już kilka operacji i ciągle pojawiają się przerzuty. O tym, że mam raka dowiedziałam się będąc w ciąży. To był wielki szok.

Tyle pytań: Co robić, co będzie dalej? Mam 45 lat, mój mąż 40. Byliśmy wówczas o 7 lat młodsi z jedynym naszym dzieckiem. Mieliśmy tylko siebie, a jedynym naszym sprzymierzeńcem był Pan Bóg.

Zaczęła się walka o moje życie i naszego nienarodzonego dziecka. Z mężem wierzyliśmy, że uda nam się wygrać tę nierówną walkę, lecz wiele ludzi i lekarze przekreśliło nas i nasze życie, że Pan Bóg ma inne plany wobec Mateuszka.

Usłyszałam: usunąć. Ja tego na szczęście nie zrobiłam, choć lekarze w Mateuszku widzieli nie dziecko, które już w łonie mamy czuje i rozwija się, lecz problem. Ten „problem”, miał na imię rak.

Coraz trudniej uwierzyć, że z Polski pochodził sługa boży, Ojciec Święty Jan Paweł II - następca Świętego Piotra, który propagował ochronę każdego życia, a poczętego w szczególności. Ostatnie pięć miesięcy, które powinny być najpiękniejsze - powinnam była się skupić na tym, jak będzie wyglądać moje dziecko, kim będzie…

Ja zadawałam sobie pytania, które były inne, trudniejsze: co będzie jak nie przeżyję? Jak dadzą sobie radę z mężem? I tysiące, miliony innych, tym bardziej, że żaden lekarz nie chciał się podjąć „prowadzenia tej ciąży”. Przeżyłam, choć „problem” w postaci choroby został.

Mateuszek rośnie i dobrze się rozwija. Zajmowałam się nim w domu, gdy Tadek pracował w garbarni. Żyliśmy spokojnie, chodziłam na badania i lekarzy (wciąż muszę być pod kontrolą). Nasze szczęście trwało dwa lata. Niestety, u mnie pojawiły się przerzuty.

W 2008 roku mąż w pracy podniósł coś ciężkiego i wypadły mu trzy dyski. Zadzwoniliśmy po karetkę. Przyjechali, zbadali i powiedzieli, że wyjdzie z tego. Mijały dni, a stan Tadka zamiast się poprawiać, tylko się pogarszał. Sześć dni później zadzwoniliśmy po karetkę drugi raz. Tym razem lekarz zauważył, że stan Tadeusza jest poważny i zabrali go do szpitala. Od razu wzięli go na stół operacyjny. Lekarze mówili jednak, że najpierw będą ratować jego życie, a dopiero potem zdrowie. Tadek miał już nigdy nie chodzić.

Znów tragedia, myśleliśmy, że to już koniec. Tadeusz był bliski załamania i przez pierwsze miesiące po wyjściu ze szpitala musiałam pilnować, żeby nie popełnił samobójstwa. Przetrwaliśmy jednak i to. Tadeusz zapisał się na rehabilitację i od niedawna, wbrew zapowiedziom lekarzy, próbuje chodzić. Na razie robi to dość nieudolnie i o kulach, ale to i tak jest ogromny postęp i jestem z niego dumna, że się nie poddał.

Niestety, nasze państwo nas nie rozpieszcza i często trzeba wybierać: „leczyć się” albo żyć. I przykre to jest, gdy człowiek chory musi sam się ratować i prosić innych o pomoc -szczególnie, gdy jesteś dorosły. Koszt naszego leczenia jest bardzo wysoki. Wiele produktów, które są mi potrzebne nie są refundowane.

Mój mąż jest podopiecznym Fundacji AVALON.

Przekazując darowiznę Fundacji AVALON z dopiskiem Łysek, 1209 pomagacie Państwo mnie i mojej rodzinie w walce o lepsze jutro.

FUNDACJA AVALON

Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym

KRS: 0000270809




http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/lista/lysek_tadeusz.html. kontakt z Panią Beatą- 792 823 726 , potrzebne jest dosłownie wszystko środki czystości ,żywność , ubranka dla syna....

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

NORMALNIE NIE WIERZĘ STRONA FUNDACJI AVALON DZIAŁA -HURA MOŻNA NA NIĄ WEJŚĆ ,,,

Komentarz został ukrytyrozwiń

niestety strona fundacji na razie nie działa niestety ,powinna zostać przywrócona ,ale jeżeli ktoś z Państwa zdecydował by sie wpłacić na fundację ,za co będę bardzo wdzięczna to proszę pamiętać o dopisku

,,Mój mąż jest podopiecznym Fundacji AVALON
Przekazując darowiznę Fundacji AVALON z dopiskiem Łysek,1209 pomagacie Państwo mnie i mojej rodzinie w walce o lepsze jutro.
Dziękujemy!!!

FUNDACJA AVALON
Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym

KRS: 0000270809''

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy Bardzo za każdą udzieloną pomoc ,jak również wraz z rodziną dziękujemy Pani Ewelinie za zainteresowanie naszą dość nieciekawą sytuacją
jedna choroba w rodzinie to nieszczęście ale dwie to już katastrofa
Zawsze myślałem że moja rodzina ,będzie żyła spokojnie że będę w stanie ją utrzymać niestety stało się inaczej .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Osoby które by chciały pomóc Pani Beacie obojętnie w jaki sposób podaje numer kontaktowy-792 823 726 ,

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyda się wszystko środki czystości , żywność ,także ciuszki dla synka Pani Beaty !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kontakt z Beatą -Beata Łysek
ul Główna 51
Kisielów
43-440 Goleszów

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.