D.G.: Pana działalność wydawnicza nadal trwa, prawda?J.K.: Tak. Wcześniej przytoczyłem przykłady zaledwie kilku zdjęć więźniów z Rybnika. Znacznie większa ich ilość znajduje się w słownikach biograficznych, które dotychczas opracowałem:
–
Martyrologium mieszkańców Ziemi Rybnickiej, Wodzisławia Śląskiego, Żor, Raciborza w latach 1939-1945. Słownik biograficzny.–
Martyrologium mieszkańców Ziemi Oświęcimskiej, Wadowickiej, Andrychowskiej, Chrzanowa, Zatora, Trzebini, Jaworzna, Kęt, Kalwarii Zebrzydowskiej w latach 1939-1945. Słownik biograficzny.–
Martyrologium mieszkańców Bielska, Białej, Bystrej, Czechowic, Dziedzic, Jasienicy, Jaworza, Komorowic, Kóz, Mikuszowic, Porąbki, Szczyrku, Wilamowic, Wilkowic, Zabrzega z latach 1939-1945. Słownik biograficzny.–
Martyrologium Żywiecczyzny (w przygotowaniu).
W słownikach tych zamieściłem cztery i pół tysiąca biogramów byłych więźniów obozów koncentracyjnych, polenlagrów i obozów jenieckich. Proszę zwrócić uwagę, że osobom, które w obozach stawały się numerami, przywracam nazwiska!
D.G.: Jaka jest Pana dalsza przyszłość wydawnicza?J.K.: Powiem szczerze, że nie rysuje się obiecująco. Skąd bowiem, jako emeryt, mam brać pieniądze na druk tego typu opracowań? Pracując nad tekstem średnio czternaście godzin dziennie, nie otrzymuję od nikogo wynagrodzenia. Nadwyżka, która pozostaje po sprzedaży kilkunastu egzemplarzy książek, wystarcza na pokrycie bieżących kosztów przygotowania tekstu: wysyłkę listów z prośbami o wsparcie, wyjazdy na wywiady, telefony, itp.
D.G.: Czyli łatwo nie jest?J.K.: Tak. Organizacje kombatanckie, do których się zwracam, odsyłają mnie do innych. Rozsyłam do różnych adresatów pisma z prośbą o wsparcie, choć i tak przeważnie otrzymuję odpowiedzi odmowne. Często jest tak, że jeśli ktoś wstępnie wyrazi gotowość wsparcia, to albo ostatecznie wycofuje się, albo ogranicza pomoc do kilkuzłotowej jałmużny.
Z instytucji publicznych zdarzają się odpowiedzi w stylu:
„Nie jest możliwe udzielanie dotacji osobom prywatnym oraz przedsiębiorstwom prowadzącym działalność komercyjną”. [u]Czy mam być karany za to, że utrwalam pamięć o byłych więźniach jako osoba prywatna, skoro nie robią tego historycy z wykształcenia, odpowiednie instytucje czy stowarzyszenia?[/u]
Ostatnio wystosowałem kolejną prośbę o wsparcie, tym razem do starosty powiatu rybnickiego. Spotkałem się z kolejną odmową, tym razem, cytuję:
ponieważ dokonaliśmy niedawno zakupów książek o tej samej tematyce, takich jak „Przewodnik wzdłuż tras ewakuacyjnych więźniów KL Auschwitz – Birkenau przez Gliwice, Rybnik i Racibórz – Transport śmierci”. Jestem zbulwersowany. Autor odpowiedzi nie zapoznał się dobrze nawet z treścią mojego pisma, nie wspominając już o książce.
D.G.: Powiedzmy może, jakie kwoty wchodzą w grę i na co je pan przeznacza?J.K.: Chodzi zazwyczaj o jeden do dwóch tysiące złotych. Po zorganizowaniu takich kwot od kilku sponsorów, można uruchomić druk, którego całkowity koszt zamyka się sumą około 7500 zł. Nie zbieram datków na wspomaganie moich prywatnych potrzeb. Zawsze proszę o przekazywanie środków bezpośrednio na konto wydawnictwa, na konkretny cel, jakim jest druk książki. W zamian, nieodpłatnie przekazuję sponsorowi odpowiednią ilość książek (według wielkości wpłaty) oraz wyraźnie dopisuję darczyńcę do wykazu sponsorów druku.
D.G.: Pozostaje mi pogratulować i życzyć dalszej wytrwałości w tym, co pan robi. Dziękuję za rozmowę.Apelujemy zatem o wsparcie. Osoby i instytucje gotowe wspomóc działalność wydawniczą pana Jerzego Klistały skierujemy bezpośrednio do autora, prosimy jednak o wcześniejszy kontakt z redakcją portalu dzielnicy Rybnik-Smolna, pod adresem: redakcja@smolna.rybnik.pl.Jerzy Klistała – urodzony w 1935 roku w Rybniku, syn Jana i Heleny z d. Żurek. Absolwent Technikum Budowy Maszyn Górniczych w Rybniku. Od 1954 r. pracował w kopalni Rymer w Niedobczycach w dozorze technicznym (pod ziemią) do 1960 r. Po zawarciu związku małżeńskiego przeniósł się do Czechowic-Dziedzic i podjął pracę w Rafinerii Nafty "Czechowice". Od 1968 r. pracownik Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej, skąd odszedł na rentę inwalidzką w 1990 r.
Ciężko doświadczony przeżyciami okupacyjnymi (jego ojciec i wujek zginęli w KL Auschwitz, była tam więziona siostra jego mamy), stąd próby uratowania okupacyjnych wspomnień. Powód tych działań był właściwie dosyć zasadniczy, gdyż o wielu znanych mu faktach kompetentni byli członkowie ZWZ/AK woleli zachowywać powściągliwe lub całkowite milczenie. (Na przykład Mieczysław Brzost w swojej publikacji pt.
Rybnicki Inspektorat Armii Krajowej nie wspominał o Stanisławie Sobiku – współtwórcy ZWZ w Rybniku, wielkim patriocie i osobowości w rybnickiej konspiracji z lat 1940-1943).
Śląski poeta,
Tadeusz Kijonka:
Książki Jerzego Klistały zawierające bogatą dokumentację, zaopatrzone w przypisy, bibliografię i rozległy indeks osobowy, to praca przede wszystkim o walorach historycznych - świadectwo ocalonej pamięci. (...) To czego dokonał zasługuje na podziw i szacunek.