Dariusz Grzesista: Nie będąc historykiem, zajął się Pan pisaniem publikacji, dotyczących historii najnowszej. Co przyczyniło się do rozpoczęcia działalności pisarskiej?Jerzy Klistała: Jestem emerytowanym technikiem, absolwentem Technikum Budowy Maszyn Górniczych w Rybniku. Do podjęcia się tego niełatwego zadania skłoniła mnie bolesna luka w opracowaniach, w tym nieliczne i często sprzeczne informacje na temat Rybnickiego Obwodu ZWZ-AK i jego twórcy, Stanisława Sobika. Informacje te były na tyle nikłe, że
Mieczysław Brzost w swojej publikacji nawet nie zająknął się o Stanisławie Sobiku.
Fakty są natomiast takie, że Sobik, syn rybnickiego kowala (rocznik 1921) i absolwent rybnickiego gimnazjum, żołnierz Września '39, od pierwszych miesięcy 1940 roku zaangażował się w tworzenie ZWZ w Rybniku i został komendantem obwodu o bardzo rozbudowanej sieci. Dotarłem do rodzin miejscowych działaczy ZWZ-AK, w większości ofiar hitlerowskich egzekucji i obozowego męczeństwa. Odkryłem listy, zachowane w domowych archiwach, ocalone dokumenty i zdjęcia, wspomnienia, relacje. Zebrałem te informacje w całość i na ich podstawie, w latach 2002-2003 opublikowałem dwutomowe opracowanie pt. „Działacze Rybnickiego ZWZ-AK w obozach koncentracyjnych”. Traktuje ono o faktach, wydarzeniach i ludziach, skazanych w większości na całkowite zapomnienie.
D.G:: Dokumentuje Pan historię ofiar drugiej wojny światowej. Są to osoby związane z Rybnikiem, ze Śląskiem oraz Podbeskidziem. Dlaczego?J.K.: Dlatego, że sam boleśnie odczułem, co znaczy wojna i obóz. Lata dzieciństwa i młodości spędziłem właśnie w Rybniku, w dzielnicy Smolna. Tu był mój dom, rodzina. To szczęście skończyło się we wrześniu 1939.

Häftling (niem.: więzień) nr 111912 – tak oto osoba z imieniem i nazwiskiem stawała się numerem ewidencyjnym w hitlerowskim obozie koncentracyjnym, często określanym jako obóz zagłady, piekło czy fabryka śmierci. Jednym z häftlingów w KL Auschwitz był mój ojciec, a także jego szwagier, szwagierka i wielu innych znajomych oraz kolegów z ruchu oporu (ZWZ-AK), walczących z hitlerowcami w latach 1939-1945.
Niemal wszędzie od początku tej golgoty, spotykali się oni z bestialskim traktowaniem. Zgotowano im nieludzkie warunki pracy, głód oraz śmierć w komorach gazowych. Miliony więźniów, w tym także mój ojciec, wujek i wielu innych więźniów w obozie nie przeżyli dłużej niż trzy miesiące.
D.G.: Czyli – krótko mówiąc – trzeba o tym pisać, by utrwalić ich pamięć dla przyszłych pokoleń.J.K.: Tak, dokładnie. Dziś już mało kto zdaje sobie sprawę, na jak bezwzględnego oprawcę trafili nasi rodacy, gdy rozpoczęła się okupacja. Z jakim niespotykanym terrorem mieli do czynienia. Ta bezwzględność i masowe mordowanie Polaków odcisnęły ślad makabryczny – niezliczoną dotychczas ilość mogił oraz cmentarzysk w Europie, wśród których KL Auschwitz-Birkenau zajmuje pierwszoplanowe miejsce.
Wytyczne Adolfa Hitlera brzmiały bardzo jasno:
„...Wydałem rozkaz zabijania bez litości i bez miłosierdzia mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej mowy i polskiego pochodzenia. Tylko w ten sposób zdobędziemy potrzebną nam przestrzeń życiową... Polska będzie wyludniona i zasiedlona Niemcami.”Jako osoba żyjąca w tamtych czasach, z własnych doświadczeń znam zachowania okupanta. Wiem, jak dosłowna była ta eksterminacja, tortury i mord w majestacie absolutnej bezkarności. Z okupantem rozpoczęli walkę bohaterowie lat 1939-1945. W tym miejscu wypada zacytować Franciszka Żymełkę, twórcę ruchu oporu w okręgu Rybnickim. Dedykuję jego słowa tym wszystkim, którzy bezmyślnie forują wiele wspaniałych rad i wydaje im się, że wiedzą najlepiej, jak należało się zachować w okresie okupacji oraz w pierwszych dniach po wyzwoleniu:
„W czasie okupacji nikt z nas nie myślał, jaka będzie przyszła Polska, jaki system władzy naród wybierze. Nie interesował nas ani kapitalizm, ani komunizm, ani żaden inny system społeczny. Nam chodziło o wolną i niepodległą Polskę. O ustroju i rządzie miało zadecydować społeczeństwo w wolnej już Polsce, przez powszechne, tajne, proporcjonalne, niesfałszowane wybory. W wyborach niespreparowanych przez żądnych władzy naprawiaczy świata. Najgorsza jest władza, która uważa się za najlepszą nie z racji dbałości o dobro społeczeństwa, ale z powodu idei, którą reprezentuje. Idei często nierealnej lub zgoła utopijnej, wyznawanej przez garstkę fanatyków lub, co gorsza, przez zwykłych karierowiczów i sprzedawczyków. Jeśli taki rząd dojdzie do władzy to biada tym, którzy są innego zdania, mają inne przekonania, innej idei służą.Ludzie i systemy silnej ręki nie mogą trwać zbyt długo, ponieważ nie są oparte na zdrowym podłożu i szerokiej platformie. Jest rzeczą oczywistą i zrozumiałą, że każda władza będzie się starała bronić swej idei, swego ustroju i systemu, będzie broniła i wspierała, będzie faworyzowała swych zwolenników, ale powinna pozwolić na istnienie, na rozwój i działalność innych partii i związków, których celem i zadaniem będzie dobro narodu, państwa i wszystkich jego obywateli. Monopartyjność musi z konieczności prowadzić do dyktatury, która nie znosi prawa i przeciwników. Tak było z Juliuszem Cezarem, Napoleonem, Hitlerem i Stalinem.”