Facebook Google+ Twitter

Popisy Warzechy a.d. 2009

Trafił w moje ręce felieton Łukasza Warzechy sprzed trzech lat, gdy wybuchła sprawa petycji wrocławskich licealistów do dyrektora szkoły, z prośbą o usunięcie krzyży ze ścian szkoły.

Sprawą zainteresowała się Gazeta Wyborcza, ale także i prawicowe portale, a prof. Legutko nazwał składających petycję "rozwydrzonymi przez rodziców smarkaczami" za co, to już mamy potwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu, musi licealistów przeprosić.

Z jednej strony trudno felieton komentować, bo poziom argumentacji jest żenujący, z drugiej nie sposób pozostawić tego bez komentarza.

Zacznijmy od końca. Warzecha pisze:

"Na proces czekam z niecierpliwością i mam nadzieję, że Ryszard Legutko pojawi się osobiście w sądzie. Czekam, bo chciałbym zobaczyć starcie wybitnego filozofa, tłumacza i komentatora dzieł Platona, z intelektualnymi miernotami, którym wydaje się, że robią coś arcypoważnego i doniosłego. To byłoby nawet całkiem zabawne, gdyby nie było niebezpieczne."

No i już wiemy. Ów wybitny filozof i komentator dzieł Platona (panie Łukaszu, na litość! "Komentatora"? Może od razu "recenzenta” albo „promotora”) z „intelektualnymi miernotami” przegrał. Ciekawe też dlaczego do wydukania słowa „przepraszam”, za słowa, które kogoś uraziły, ów profesor potrzebuje wyroku sądu. Pytanie teraz czy się do owego wyroku zastosuje, czy też wystąpi z fortelem a'la Ziobro - małymi literkami, byle nikt nie zobaczył. Bo wybitni intelektualiści pokroju profesora Legutki tak mają - z wydukaniem słowa „przepraszam” mają ewidentne kłopoty. Ale OK. Przyzwyczailiśmy się. Nie on pierwszy i zapewne nie ostatni. Ja tego zrozumieć nie potrafię, bo mi „przepraszam” przychodzi łatwo, jeśli kogoś urażę, ale ja „wybitnym filozofem” nie jestem.

Powróćmy do „dzieła” Warzechy. Dalej jest coś o „grupce młodych awanturników, nazwanych przez profesora tak jak ich nazwał, za co oni pozwali go do sądu. No mieli przecież prawa, prawda? I sąd rozstrzygnął. Swoją drogą jak pan Panie Łukaszu nazywa ludzi, którzy przemocą i bez niczyjej zgody, czy akceptacji (o dyskusji nie wspominając) wieszają pod osłoną nocy krzyże na ścianach. Daleko nie szukając - krzyż w sejmie. Czy to też są awanturnicy? Czy może to są prawdziwi patrioci? I proszę powiedzieć co jest lepsze - zakradnięcie się cichaczem w nocy do sali sejmowej, ew. nie poddając tematu pod dyskusję, przybicie krzyża w klasie, czy też napisanie petycji w tej sprawie do dyrektora z prośbą o jej rozpatrzenie? Czyje postępowanie jest właściwsze? To oczywiście jest pytanie retoryczne. Litościwie nie oczekuję odpowiedzi, żeby nie musiał Pan wykonywać ekwilibrystyki grożącej kalectwem. Jest Pan blisko.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.