Facebook Google+ Twitter

Porażka Janowicza czyli polska mentalność na tenisowym korcie

Jeżeli chcecie poznać anatomię finałowej porażki Jerzego Janowicza, polecam odpalić telewizje śniadaniowe. Kinga Rusin, Bartosz Węglarczyk i gość specjalny, dajmy na to Artur Barciś, z pewnością rozłożą to fatalne niepowodzenie na czynniki pierwsze.

 / Fot. EPA/IAN LANGSDON / Fot. W24Och, Jerzyk jednak przegrał, głód sukcesu rodaków nadal pozostaje niezaspokojony.

Ja na ten temat nic wam nie powiem, jeszcze tydzień temu uważałem, że doświadczenie wyniesione z obstawiania tenisa u buka i umiejętność odróżniania gema od seta, stawia mnie w hierarchii rodzimych znawców tego sportu daleko daleko, ale nie na szarym końcu. Jeśli człowiek nie może być pierwszy (bo mu nie zależy, innego usprawiedliwienia nie ma), mimowolnie akceptuje przeciętność.

Dziś natomiast, po tych kilku spotkaniach Janowicza nie jestem nawet przeciętny, ciągnę się gdzieś w ogonie tego peletonu, a człapią się za mną tylko delirycy przebywający w ośrodkach zamkniętych i przykuci do łóżka pensjonariusze domu starców, którzy z powodu tego przykucia nie byli w stanie włożyć złotówki do telewizyjnej skarbonki.

Trudno, nie wiem kiedy zagrywka backhandem pozwoliłaby na zdobycie przełamania (a w dalszej perspektywie zwycięstwa) w meczu z Ferrerem, wybitnym tenisistą narodowości szwajcarskiej, finalistą IO w Londynie. Przez kilka najbliższych dni będę wyobcowany ze wszystkich dyskusji.

Nie jestem zwolennikiem teorii, że Polakom nie są potrzebne zwycięstwa w niszowych sportach. Polakom potrzebne zwycięstwa są we wszystkim, czy to w negocjacjach budżetu unijnego na lata 2014-20, w skokach narciarskich czy w tenisie. Wszystko jest równie emocjonujące.

Zawsze uważałem za nonsens stwierdzenie, lansowane szczególnie w okolicach katastrofy smoleńskiej, iż Polacy potrafią zjednoczyć się jedynie w obliczu zagłady. Zmarł papież - załamanie, wygraliśmy w eliminacjach do ME z Portugalią - ekstaza, katastrofa smoleńska - smutek, zwycięstwo Janowicza - ekstaza.

W naszym jednoczeniu nie ma żadnej reguły. Nie jednoczymy się tylko w obliczu wielkiej tragedii, nie jednoczymy się w obliczu wielkiego zwycięstwa, nie jednoczymy się w sprawach wagi międzynarodowej i lokalnej, jednoczymy się kiedy mamy na to ochotę. Bo doniosłość śmierci papieża trudno jednak porównać z awansem Janowicza do finału ATP. Z perspektywy Jerzego Urbana też.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.